
Zamieszania wokół memorandum na budowę drugiej nitki gazociągu jamalskiego można było uniknąć. MSZ miał dostawać sygnały o zamiarach Rosjan już jesienią, a w listopadzie miał o nich usłyszeć PGNiG, którego spółka zarządza gazociągiem. W kwietniu z kolei o wszystkim miał dowiedzieć się Janusz Piechociński, ale z powodu braku doświadczenia nie docenił wagi informacji i nie poinformował premiera, który o wszystkim dowiedział się od dziennikarzy.
W rządzie trwa gorączkowe poszukiwanie odpowiedzialnych za chaos wokół memorandum na budowę drugiej nitki gazociągu jamalskiego. O sprawie powinni wiedzieć: premier Donald Tusk, minister skarbu państwa Mikołaj Budzanowski i minister gospodarki Janusz Piechociński. Ten pierwszy o dokumencie dowiedział się od dziennikarzy, drugi powinien o nim usłyszeć od nadzorowanych przez niego władz PGNiG, trzeci plącze się w zeznaniach. Wydaje się, że został rozegrany przez Rosjan.
To nie pierwszy przykład, kiedy komunikacja między premierem a jego zastępcą zawodzi. O powołaniu na stanowisko wicepremiera Jana Vincent-Rostowskiego lider PSL miał dowiedzieć się z mediów. Zgrzytem było też zagłosowanie dwóch ludowców za odwołaniem Sławomira Nowaka. Problemy miało rozwiązać wczorajsze spotkanie liderów koalicji z udziałem marszałków Sejmu i Senatu. O jego efektach mamy dowiedzieć się po dzisiejszym posiedzeniu rządu.
O memorandum na swoim blogu pisał Marek Siwiec:
Źródło: "Rzeczpospolita"
