
Nie ma partii, która nie obiecywałaby że po dojściu do władzy uprości prawo, przetnie więzy krępujące przedsiębiorczość, zburzy mury utrudniające biznesowi działalność. I co się dzieje, gdy ta partia dochodzi do władzy? Chyba nie musimy odpowiadać na to pytanie...
REKLAMA
Weźmy jeden przykład. I jeden cytat:
"Zbyt skomplikowane i niezrozumiałe prawo jest wymieniane w sondażach publicznych jako bariera do rozpoczynania działalności gospodarczej. Jeżeli już uda się przebrnąć przez labirynt formalności okazuje się, że często prawo nakłada na przedsiębiorców nadmierne obowiązki, powodując po ich stronie nieuzasadnione koszty"
Brzmi jak prawdziwy opis polskiej sytuacji, prawda? Słowa te brzmią jak cytat z programu gospodarczego partii opozycyjnej, która przygotowuje się do przejęcia władzy.
To jednak pozory. Ten cytat pochodzi z dokumentu przygotowanego przez rząd Platformy Obywatelskiej w 2009 roku. A więc gdy PO na dobre rządziła. Dokument nazywał się "Reforma regulacji". Mijają właśnie 4 lata od jego przyjęcia. Czy ktoś wziął sobie do serca deklaracje i zaczął stanowić spójne i logiczne prawo? Na to pytanie chyba także nie musimy odpowiadać...Możemy się tylko domyślać, jak wiele w rządowych szufladach jest reform i strategii, którymi nikt po napisaniu już się nigdy nie zajął.
Dlatego nadal legislacyjna twórczość ministerstw pozostawia wiele do życzenia. Weźmy jako przykład nowelizację ustawy o bateriach i akumulatorach. Opisywaliśmy ją ostatnio kilkukrotnie, bo tylko w jednym prawie skumulowało się wiele absurdów. Jest to więc polski legislacyjny absurd w pigułce. Tym to ciekawsze, że ustawa od ponad dwóch lat znajduje się na celowniku niektórych posłów i urzędników Ministerstwa Środowiska.
Najpierw dwa lata temu grupa posłów PO zgłosiła w imieniu jednej z firm interpelację. Posłowie domagali się takiej zmiany prawa, by akumulatory samochodowe można było rozbierać nie tylko w specjalistycznych zakładach, ale także po prostu w garażowych warsztatach, jakich pełno w polskich miastach. Pomysł podchwyciło Ministerstwo Środowiska, które poparło posłów. Pisaliśmy że to absurdalne, bo ministerstwo powinno zajmować się środowiskiem niż decyzjami, które środowisku nie sprzyjają.
Przedsiębiorcy, którzy ponieśli wielomilionowe nakłady na budowę zaawansowanych linii recyklingu zaprotestowali podobnie, jak ekolodzy. Zauważyli bowiem, że garażowi geszefciarze byliby zainteresowani jedynie pozyskaniem cennego ołowiu z akumulatorów, wylewając kwas siarkowy do rzeki, a trującą pastę ołowiową wyrzucając na leśnym wysypisku.
Ministerstwo zastanawiało się przez wiele miesięcy, co zrobić z tym protestem. Jasno pokazywał on bowiem, że resort nie kieruje się dobrem środowiska.
W normalnym kraju przygotowując taką ustawę, ministerstwo przeprowadziłoby pełne konsultacje ze wszystkimi zainteresowanymi stronami. Powstałyby specjalistyczne analizy i opracowania. To jest jednak Polska. Otóż resort zamiast przyznać się, że zezwolenie na dziki recykling byłoby szkodliwe dla środowiska i wycofać się z tego pomysłu, postanowił odwrócić kota ogonem.
Zaproponował, aby recyklerzy nie mogli składować niektórych odpadów powstałych po recyklingu, na co wcześniej wydano im kilkuletnie zezwolenia. Ministerialni urzędnicy nie przejmują się, że na likwidacje tych składowisk potrzeba czasu i pieniędzy – zmiany mają być wprowadzone od razu. Czy nie jest to modelowy przykład "nakładania na przedsiębiorców nadmiernych obowiązków, powodujących nieuzasadnione koszty", o czym wspominał rządowy raport sprzed kilku lat?
Swego czasu Irena Lipowicz, rzecznik praw obywatelskich alarmowała, że sposób stanowienia prawa w Polsce i jego jakość stale się pogarsza, przez co firmy i ludzie ponoszą krzywdę. - Ale czy w parlamencie to kogoś naprawdę obchodzi. Zbyt wielu jego członków zajmuje się dzisiaj tylko konfliktem politycznym, zamiast skupić się na rzetelnej pracy. Ministrowie zmieniają się tak często, że wśród pracowników resortów pojawia się poczucie bezkarności: i tak będzie na ministra – mówiła Irena Lipowicz.
No właśnie, czy rzecznik wie, co teraz chcą zafundować przedsiębiorcom jego urzędnicy?