
Warszawski sąd zdecydował o utajnieniu procesu Mariusza Kamińskiego, byłego szefa Centralnego Biura Antykorupcyjnego, dziś posła PiS. Choć to sprawa o nadużycie władzy, obywatele i media nie będą w stanie skontrolować, czy do takiego nadużycia rzeczywiście doszło. Sąd zamiast utajnić tylko niektóre wątki, zamknął dostęp do całego procesu.
REKLAMA
Były szef CBA, dziś poseł PiS Mariusz Kamiński będzie sądzony za nadużycie władzy w śledztwie, które doprowadziło do tzw. afery gruntowej i upadku koalicyjnego rządu PiS-Samoobrona-LPR. Proces zaczyna się w czwartek, a za poszkodowanych uznano w nim 23 osoby i cztery państwowe instytucje – podaje "Gazeta Wyborcza". Bardzo ważna będzie więc kwestia kontroli nad służbami i dyskusja o granicach ich działalności.
Jednak są w ustawie jeszcze dwa przepisy chroniące funkcjonariuszy służb wykonujących "czynności operacyjno-rozpoznawcze" (niejawne) przed identyfikacją lub zagrożeniem dla ich życia i zdrowia. To jest pretekst, który służby wykorzystują, by klauzulami tajności ostemplować całą swoją kuchnię.
Źródło: "Gazeta Wyborcza"
Adam Bodnar, wiceprezes Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka przekonuje, że standardem powinno być zachowanie jawności rozprawy. Jedynie fragmenty, które rzeczywiści tego wymagają mogą być zamknięte dla publiczności. W tej sprawie jednak jest inaczej, co w przypadku tak ważnego procesu naraża go tylko na krytykę i nieufność.
Wokół działalności CBA pod kierownictwem Mariusza Kamińskiego narosło sporo niejasności. Bogusław Seredyński, podejrzany o korupcję prezes Wydawnictw Naukowo-Technicznych, miał usłyszeć od agentów CBA następujące słowa: "Wp******** cię do [celi] wydobywczej, to po trzech dniach będziesz śpiewał jak kanarek".
Źródło: "Gazeta Wyborcza"

