
Bogusław Seredyński, podejrzany o korupcję prezes Wydawnictw Naukowo-Technicznych, miał usłyszeć od agentów CBA następujące słowa: "Wp******** cię do [celi] wydobywczej, to po trzech dniach będziesz śpiewał jak kanarek".
Sprawa Bogusława Seredyńskiego była jedną z ostatnich, jaką prowadziło Centralne Biuro Antykorupcyjne za czasów Mariusza Kamińskiego, który dziś jest parlamentarzystą PiS. To nie Seredyński był jednak głównym bohaterem. Chodziło przede wszystkim o Weronikę Marczuk, z którą przez rok kontaktował się słynny agent Tomek, czyli Tomasz Kaczmarek. Zarówno Marczuk, jak i Seredyński zostali przed dwoma laty oczyszczeni z zarzutów korupcji przy prywatyzacji Wydawnictw Naukowo-Technicznych. Czytaj także: Kolenda-Zaleska: Nocne przesłuchania są skuteczniejsze? Jeszcze bardziej skuteczne jest wyrywanie paznokci i podtapianie
Jak czytamy w "Gazecie Wyborczej", dziś na jaw wychodzą szczegóły dotyczące zatrzymania prezesa Seredyńskiego. Okazuje się, że zamiast przewieźć go do aresztu, funkcjonariusze CBA zamknęli go w komendzie w Legionowie.
"Gazeta Wyborcza"
W trwającym śledztwie dotyczącym nadużywania uprawnień przez funkcjonariuszy CBA, nie padła odpowiedź na pytanie, dlaczego trzymano Seredyńskiego w pomieszczeniu powiatowej komendy policji. On sam pytany przez dziennikarza "GW" stwierdził, że miał wrażenie, iż chodziło o "wydobycie" przyznania się do korupcji.
Bogusław Seredyński
Sprawa metod CBA pod wodzą Mariusza Kamińskiego wróciła, po tym jak sędzia Igora Tuleja nazwał je "stalinowskimi". Ruch Palikota utworzył nawet infolinię dla poszkodowanych przez Biuro.
Źródło: "Gazeta Wyborcza"
