
Zbigniew Preisner zapowiedział, że pozwie osoby, które odtworzyły jego utwór podczas obchodów trzeciej rocznicy pogrzebu Lecha i Marii Kaczyńskich, ponieważ "nie zamierza być wycieraczką PiS". Słowa kompozytora doczekały się odpowiedzi ze strony sprawców zamieszania. – Od szeregu już lat na różnych uroczystościach narodowych nadajemy pieśni patriotyczne różnych poetów i kompozytorów i jeszcze nigdy nie spotkaliśmy się z groźbami represji sądowych za to – napisał do Preisnera jeden z uczestników krakowskich uroczystości.
W zeszłym tygodniu Zbigniew Preisner oznajmił, że "podejmie kroki prawne" w związku z wykorzystaniem jego utworu "Miejcie nadzieję" podczas obchodów trzeciej rocznicy pogrzebu Marii i Lecha Kaczyńskich.
– Oświadczam publicznie, nie jestem żadnym wyznawcą religii smoleńskiej, nic mnie z tą grupą ludzi nie łączy. Nie jestem żadnym oszołomem, który wierzy w jakiś zamach. Mam tylko jedną prośbę do państwa z PiS, żeby dali mi święty spokój i przestali używać mojej twórczości do własnych politycznych celów – powiedział kompozytor Radiu ZET.
Okazało się jednak, że za odtworzeniem utworu stała grupa "byłych więźniów politycznych z czasów PRL", która do PiS nie należy. Jeden z jej członków Krzysztof Bzdyl napisał w liście otwartym do kompozytora, który publikuje serwis wpolityce.pl, że nie wie, czym uczestnicy obchodów zasłużyli sobie na inwektywy, jakimi obsypał ich artysta.
Krzysztof Bzdyl
W liście zaznaczono, że osoby, które odtworzyły utwór Preisnera, nie są "oszołomami" i nie znają "ludzi, którzy w stosunku do zamachu smoleńskiego posługują się wiarą". Bzdyl podkreślił, że reprezentowana przez niego grupa jest gotowa przekazać Preisnerowi pieniądze należne mu z tytułu publicznego wykorzystania kompozycji. Nigdy więcej nie posłuży się też jakimkolwiek dziełem kompozytora.
źródło: wPolityce.pl
