Wielka żółta kaczka niezapowiedziana cumuje w portach. Jak wybiera trasę? Czy przypłynie do Polski?

Żółta Kaczka w Sydney
Żółta Kaczka w Sydney Fot. YouTube/ITN
Kiedy kilka dni temu w Hong-Kongu pojawiła się 16,5-metrowa kaczka do wanny, mieszkańcy byli nią zachwyceni. To już kolejny raz, kiedy Rubber Duck niespodziewanie przypływa do dużego portu.

Wizytę Rubber Duck w Hong-Kongu opisywał nasz bloger Marcin Brzeziński. Jak poinformował, nikt nie został wcześniej uprzedzony o trasie "Żółtej", więc jej pojawienie wzbudziło sporą sensację. Kaczka towarzyszy sześciu innym rzeźbom artysty Florentijna Hofmana, który stworzył Rubber Duck.

Kaczka-gigant
Pierwsza wersja tej wielkiej "rzeźby" powstała w 2007 roku i odwiedziła wtedy Saint-Nazaire – miejscowość na zachodzie Francji. Była to też największa z dotychczasowych kaczek – mierzyła aż 26 metrów i żaglówki wyglądały przy niej jak małe zabaweczki.

"Kaczka nie zna granic, nikogo nie dyskryminuje i nie ma żadnych politycznych konotacji. Przyjazna, dryfująca Gumowa Kaczka ma właściwości uzdrawiające: może rozluźnić napięcia i je określić. Gumowa kaczka jest miękka, miła i odpowiednia dla osób w każdym wieku" – opisuje "Żółtą" sam Florentijn Hofman na swojej stronie.


Dryf po świecie
Od 2007 roku Rubber Duck odwiedziła już brazylijskie San Paulo (2008), Hasselt w Belgii (2009), Osakę (2009) – trzecie co do wielkości miasto w Japonii, a potem Auckland (2011), rok później Onomichi i w 2013 kolejno Sydney, a teraz Hong-Kong. Rozmiar kaczki zmieniał się na przestrzeni lat. Hofman zrezygnował, po St. Nazaire, z dwudziestometrowego giganta. Od tamtej pory Rubber Duck jest mniejsza mniej więcej o połowę – w San Paulo, Auckland i Hasselt miała 12 metrów, w Onomichi i Osace 10m, zaś w Sydney 15. Ta, która zawitała do Hong-Kongu, była jeszcze o 1,5 metra wyższa, niż australijska.

Powstały jeszcze mniejsze wersje kaczek: pięciometrowe. Pojawiały się one w różnych, mniej spektakularnych miejscach, ale zawsze wzbudzały tyle samo sensacji. Nic dziwnego – Kaczka jest naprawdę sympatyczna, a do tego na żywo robi – dosłownie i w przenośni – ogromne wrażenie. Na wodzie utrzymuje się dzięki "pontonowej" budowie, całość zaś napędzana jest generatorem.

Co to za pomysł?!
Ktoś mógłby jednak spytać: po co w ogóle tworzyć taki rodzaj sztuki? – Ja nie robię wielkich rzeźb. Po prostu czasem powoduję, że to świat wydaje się nieco mniejszy. Moja rzeźba niesie ze sobą radość, ale także zdziwienie. Przede wszystkim jednak gromadzi wokół siebie ludzi i zbliża ich. Jesteśmy przecież jedną wielką rodziną, a morza i oceany to nasza ogromna kąpielowa wanna. Gdy kaczka zniknie, ludzie będą patrzeć na to miejsce zupełnie inaczej – mówił Hofman przy okazji wizyty Kaczki w Sydney. Jego celem jest więc skłonienie do refleksji nad wspólną przestrzenią w ogóle, ale szczególnie nad wspólną przestrzenią morską – którą cywilizacja, niestety, zdaje się zaniedbywać w swoim egoizmie.

Cały występ nie polega jednak tylko na tym, że pojawia się kaczka. I tak w Sydney na przykład towarzyszyło jej całe show, otwierające Sydney Festival. Spektakl przedstawiał historię chłopca, który szykuje się do kąpieli, ale nagle okazuje się, że zgubił swoją gumową kaczkę. W występie wzięło udział ponad stu tancerzy, akrobatów czy muzyków. Podobnie było w innych krajach: Rubber Duck często bądź towarzyszyła innym ekspozycjom Hofmana, bądź była częścią większego wydarzenia.

Oswoić się z przestrzenią
Nawet bez tej otoczki jednak kaczka i tak pewnie byłaby wielkim hitem. Artysta podkreślał w wywiadzie dla naszej blogerki Izy Rutkowskiej, że w Belgii na przykład ludzie przyszli nad wodę rozstać się z rzeźbą. – Kiwali do niej i płakali. Żegnali się z nią, jak by to był pogrzeb bliskiej osoby – wspominał Hofman.

Kaczka jednak zawsze spędza jakiś czas w portach, bo Florentijn Hofman twierdzi, że "aby rzeźba przyjęła się w jakimś miejscu, ludzie muszą wiedzieć po co ona jest i rozumieć ideę". – Tylko wtedy króliki, kaczki i grube małpy będą zaakceptowane i nie zniszczone. Ludzie nie lubią nie wiedzieć o co chodzi. Czuć, że ktoś się z nich naśmiewa – mówił Hofman w wywiadzie dla naszej blogerki Izy Rutkowskiej.

Kaczka i inne zwierzęta
Rubber Duck to nie jedyne dzieło artysty. Stworzył on też, między innymi, niedźwiedzia z poduszką (Amsterdam) - który miał służyć za punkt spotkań. Za jego
pracą zawsze stoi jakaś idea. Czasem przewrotna, jak w przypadku wielkiego piżmaka w Nieuwerkerk.

– Piżmaki są ogólnie wrogiem publicznym nr 1 w Holandii. Jest cała 400-osobowa ekipa pogromców piżmaków opłacana przez rząd. No i oczywiście podczas odsłonięcia rzeźby pojawił się jeden z takich łowców. Miał tatuaże piżmaka na ciele, pasek z piżmakami, bransolety z figurkami piżmaka, niezły świr. Zamarłem na chwilę jak go zobaczyłem, a on przyjechał, żeby zrobić sobie ze mną zdjęcie! Był przeszczęśliwy. Powiedział, że widział wiele piżmaków w swoim życiu, ale takiego olbrzyma nigdy – mówił w wywiadzie Hofman.

Czasem też twórca szokuje publiczność, dając ciastko i odbierając ciastko. Tak Hofman zrobił w Szwecji, gdzie powiedział: "dajcie mi plac z jakimś nudnym pomnikiem, na który nikt nie zwraca uwagi i kilka miesięcy, a ja sprawię, że o tym pomniku będą wiedzieli wszyscy". I zrobił gigantycznego królika, który zasłaniał pomnik. Szybko stał się okoliczną atrakcją. Kiedy zaś mieszkańcy się z królikiem oswoili, Hofman go… zabrał. – W ten sposób królik pozostanie w ich pamięci, zmieni sposób postrzegania tego placu, ludzie widzą go oczyma wyobraźni, mimo że już go tam w rzeczywistości nie ma. A ten drugi pomnik, Engelbrekta, stoi tam od lat w dalszym ciągu, tyle tylko, że teraz ludzie na niego wskazują i mówią – o patrz to ten pomnik, który był zasłonięty wielkim królikiem – wyjaśniał w wywiadzie z Rutkowską artysta.

Do Polski?
Teraz, po tym jak kaczka odpłynęła z Hong-Kongu, wiele osób ma nadzieję, że zawita ona i do Polski. Oczywiście, trudno stwierdzić, jakie są na to szanse, szczególnie, że artysta w najbliższym czasie ma plany tworzyć w Rosji gigantyczną wiewiórkę.
Florentijn Hofman
Twórca Rubber Duck

Ostatnio bardzo zainteresowały mnie wiewiórki. One zbierają na zimę orzechy i chowają je w różnych miejscach, niestety mają krótką pamięć i zapominają gdzie są te skrytki. Potem po prostu znajdują i zjadają orzechy innych wiewiórek. To całkiem zabawne. J: I gdzie zrobisz taką wiewiórkę? F: W Rosji. Ma stanąć w Perm na rok czasu. Chcę żeby miała 12 metrów wysokości i wejście do brzucha przez ogon. A w środku różne aktywności. CZYTAJ WIĘCEJ


Czy zahaczy i o Polskę? To całkiem możliwe. Warto jednak śledzić nie tylko port w Gdańsku, ale i inne miejsca w polskich miastach. Hofman bowiem, zapytany przez Rutkowską o projekt w Warszawie, stwierdził tylko: "Warszawa jest ostra. To wyzwanie". Czekamy więc z niecierpliwością, aż Florentijn Hofman je podejmie. Miejmy nadzieję, że stołeczni mieszkańcy zareagowaliby na gigantycznego zwierzaka lepiej, niż na gigantyczny kuferek Louis Vuitton.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...