fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

W ostatnich miesiącach minionego roku temat katastrofy smoleńskiej wyrazie ucichł. W lipcu była prezentacja raportu Millera, po której do dymisji podał się Bogdan Klich. W czerwcu białą księgę opublikował zespół Antoniego Macierewicza, ale już w czasie kampanii PiS unikał niezwykle delikatnego tematu, jakim jest katastrofa smoleńska. Za sprawą stenogramów, opublikowanych w poniedziałek przez prokuraturę wojskową, temat tragedii z 10 kwietnia 2010r. odżywa.

REKLAMA
Na żółtym pasku coraz to nowe wypowiedzi. Do mediów wrócił Antoni Macierewicz, który znowu głosi swoje kontrowersyjne tezy. Opublikowane stenogramy to zresztą amunicja dla największej partii opozycyjnej.
Prawicowe media wraz z politykami PiS twierdzą, że generała Błasika nie było w kokpicie Tupolewa. Edmund Klich ma wewnętrzne przekonanie, że jednak był, chociaż są co do tego wątpliwości. Dobrze opisuje to Gazeta Wyborcza: nie ma dowodów na to, że gen. Błasik był w kabinie pilotów w chwili katastrofy, ale nie ma też dowodów na to, że go tam nie było.
Jest to chyba nie do ustalenia. Stenogramy każdy będzie interpretować na swój sposób. Konrad Piasecki w swoim felietonie słusznie pyta, dlaczego mimo fatalnych warunków ryzykowano schodzenie do 100 metrów, jak to się stało, że po osiągnięciu tej wysokości padły komendy, natomiast samolot wciąż sterowany był automatycznie, i dlaczego, mimo iż przy braku ILS nie można "odejść w automacie", właśnie takie komendy zostały wydane przed rozpoczęciem manewru podejścia do lądowania.
Jednocześnie stanowisko premiera może dziwić. Donald Tusk we wtorek spotkał się z członkami Korpusu Prezydencji zaangażowanymi w organizację polskiej prezydencji w Radzie Unii Europejskiej. Szef rządu nie skomentował jednak treści stenogramów. Nie są one przełomowe. Ale negują część ustaleń raportu rządowej komisji Jerzego Millera.