
Wielu marzyło o końcu partyjnego duopolu w Polsce, o przerwaniu ciągłej rywalizacji dwóch gigantów: KO i PiS. Zgodnie z powiedzeniem "uważaj, o czym marzysz, bo jeszcze się spełni" życzenie to właśnie się spełnia, ale w sposób, który wywołuje więcej przerażenia niż ulgi. Bo w dołku jest tylko jeden z dwóch kolosów polskiej polityki, czyli Prawo i Sprawiedliwość. A na jego kryzysie zyskuje coś, co sprawi, że za PiS-em jeszcze sobie zatęsknimy.
PiS w dołku
Dla koneserów "pisologii" ten tydzień był prawdziwą ucztą. Mieliśmy tu wszystko - podziały, frakcyjne wojenki, wzajemne obrzucanie się oskarżeniami, pokazy solidarności, dowody lojalności i tradycyjne już trzęsienie ziemi podczas posiedzenia partyjnego komitetu politycznego. Prawo i Sprawiedliwość kończy tydzień coraz gorszymi sondażami i coraz większą nerwowością w swoich szeregach. Wygląda bowiem na to, że nikt w partii nie przewidział, jak łatwo jej wyborcy będą przechodzić pod skrzydła Grzegorza Brauna.
Najnowszy sondaż Ogólnopolskiej Grupy Badawczej, oprócz pokazania rosnącej pozycji Koalicji Obywatelskiej (38%), jasno wskazuje, w jak potężnym dołku znalazło się Prawo i Sprawiedliwość. Niecałe 28% dla partii Jarosława Kaczyńskiego to blamaż, który w dodatku wydarza się pół roku po wygranej "ich" kandydata w wyborach prezydenckich. I to w sytuacji, gdy prawica jest w Polsce silna jak dawno nie była - za PiS plasuje się Konfederacja z wynikiem blisko 14% i Konfederacja Korony Polskiej - prawie 9 proc..
Przyciągająca Korona
Pochylmy się nad tymi ostatnimi. Grzegorz Braun i jego cudaczna ekipa okazali się niezwykle magnetyczną propozycją dla zdezorientowanego elektoratu Prawa i Sprawiedliwości. A dokładniej tej jego części, która od dawna była za pan brat z alternatywnymi, wymykającymi się logice wizjami świata. PiS długo był dla nich domem i opiekunem, głównie dlatego, że brakowało im realnej alternatywy. Coś pękło w nich w 2025 roku, kiedy poczuli, że językiem ich dusz lepiej operuje wcale nie Kaczyński, a Braun.
8 proc. w wyborach prezydenckich okazało się tylko preludium. Korona już poszerza swój elektorat, a toczony wewnętrznymi konfliktami PiS przestaje być dla wielu bezpiecznym wyborem.
Nie pomaga stawanie murem za Ziobrą i Romanowskim, którzy wybrali ucieczkę z pola bitwy polsko-polskiej na Węgry i ostrzeliwanie narodu przy pomocy histerycznych wpisów na portalu X. Nie pomaga wciąż niewyjaśniona afera wokół Centralnego Portu Komunikacyjnego, który zburzyła jeden z narracyjnych fundamentów tej ekipy. Nie pomaga wreszcie wewnętrzna kłótnia o to, w którą stronę należy tę polityczną rzepkę ciągnąć.
Dwie wizje Prawa i Sprawiedliwości
Miniony tydzień przyniósł nam wielkie starcie dwóch wizji Prawa i Sprawiedliwości. Mateusz Morawiecki chce partii wciąż względnie racjonalnej i centroprawicowej, tylko w tym widząc jakąś polityczną przyszłość. Jego adwersarze, z Przemysławem Czarnkiem na czele, woleliby rzucić rękawice Braunowi i bić się z nim na radykalizm (zresztą robią to już od dłuższego czasu i wychodzi im to kiepsko). A obserwujący tę batalię prezes sam już nie wie, co ma robić, bo jego gwiazda gaśnie, w przeciwieństwie do uporu w byciu wiecznym liderem polskiej prawicy.
Mateusz Morawiecki podpadł wywiadem dla Gazeta.pl, gdzie zdarzyły mu się momenty koncyliacyjne (słowa o współpracy z Donaldem Tuskiem) i refleksyjne (przyznanie się do błędów). Jego protegowany Waldemar Buda musiał się zaraz potem mierzyć z oskarżeniami o to, że ośmielił się debatować na imprezie organizowanej przez liberalny obóz bez zgody prezesa.
Krzysztof Szczucki, kolejny człowiek Morawieckiego, w piątek w Wirtualnej Polsce podał w wątpliwość sens przebywania przez Ziobrę na węgierskim uchodźstwie. To wszystko wygląda na błahostki, ale zostało wykorzystane jako paliwo przez przeciwników byłego premiera, by go niemal publicznie zlinczować. Co też idealnie pokazuje, jak odmienne są wizje wewnątrz Prawa i Sprawiedliwości.
Mroczny scenariusz na 2027
Partia niezdecydowana to partia słaba. PiS musi znaleźć kierunek, w którym ma podążać przez następne dwa lata, ale wyraźnie nie jest w stanie wybrać opcji zadowalającej większość jego kluczowych polityków. Stąd rozedrganie, komunikacyjny chaos i tracenie wyborców. Wielu z nich widzi w Grzegorzu Braunie za to konsekwencję. Może i jest to konsekwencja w wygadywaniu bredni, sianiu chaosu i ruskiej propagandy, ale takie mamy czasy, że właśnie to wypełnia potrzeby sporej rzeszy Polaków. I, co najgorsze, nikt chyba obecnie nie myśli nad tym, w jaki sposób "odkleić" tych przyciągniętych właśnie przez braunistów wyborców.
Zatem odczuwanie radości z tego jak słabo zaczęło się wieść PiSowi jest emocją krótkowzroczną. Prawica wciąż jest silna, ma popularnego patrona w postaci Karola Nawrockiego, a wyborcy mają szeroki wybór między niemalże-już-skrajną prawicą (PiS), skrajną prawicą (Konfederacja) i ekstremalnie skrajną prawicą (Korona). Taką kartę dań może w 2027 roku otrzymać wyborca. Wspomniany sondaż OGB pokazuje, że gdyby wybory odbyły się dzisiaj, prawica nie mogłaby rządzić bez braunistów. Ziszczenie się tego scenariusza sprawi, że wielu z nas zatęskni za starym, dobrym, przewidywalnym duopolem.
Zobacz także
