O co chodzi z Roter Hahn w Południowym Tyrolu?
Roter Hahn to inicjatywa, która od wielu lat pojęciu "agroturystyka" nadaje najlepsze znaczenie Fot. Jakub Noch / naTemat.pl

Południowy Tyrol nie stara się być głośny. Nie konkuruje liczbą atrakcji ani tempem wydarzeń. Jego siła tkwi w spokoju i naturze, która nie potrzebuje ozdobników. W tej przestrzeni na północy Włoch funkcjonuje Roter Hahn – inicjatywa, która od wielu lat pojęciu "agroturystyka" nadaje najlepsze znaczenie.

REKLAMA

Roter Hahn (czyli po polsku Czerwony Kogut) to zrzeszenie rodzinnych gospodarstw rolnych działających na terenie Południowego Tyrolu i jeśli ktoś się w tę część Włoch wybiera, kogucią markę powinien znać. Jej początki sięgają końca lat 90-tych, kiedy zaczęto szukać sposobu na pozyskiwanie dochodów spoza rolnictwa, ale bez rezygnacji z sięgającej setek lat wstecz tożsamości.

Czerwony kogut znakiem jakości? Oto, czym jest Roter Hahn w Południowym Tyrolu

W regionie, który coraz silniej odczuwał konkurencję i presję masowej turystyki, pojawiła się potrzeba wyraźnego rozróżnienia między agroturystyką zakorzenioną w codziennym życiu wsi a ofertą jedynie stylizowaną na wiejską. Roter Hahn powstał jako odpowiedź na tę potrzebę.

– Nasze zrzeszenie powstało ponad 25 lat temu z myślą południowotyrolskich rolnikach, którzy prowadzą obiekty na najwyższym poziomie. Zrzeszenie ustala również minimalne ceny noclegu w całej branży agroturystycznej na tym terenie. Obecnie w Południowym Tyrolu działa 1650 gospodarstw oferujących wakacje na farmie z logo Roter Hahn – mówi naTemat.pl Sonja Kaserer.

Jak podkreśla moja rozmówczyni, obecnie blisko 15 proc. rolników z Południowego Tyrolu oprócz prowadzenia działalności typowo rolniczej oferuje także miejsca noclegowe. To największy na świecie odsetek agroturystyki na obszarze jednego regionu. A to oznacza, że stanowi ona dziś jeden z głównych filarów tutejszego rolnictwa – nie mniej istotny jak przemysł winiarski.

logo
Fot. Jakub Noch / naTemat.pl

Od początku celem organizacji nie było tylko maksymalne zwiększenie liczby noclegów, a przede wszystkim ochrona rodzinnych gospodarstw i nadanie im wspólnego, czytelnego znaku jakości. Marka została rozwinięta pod auspicjami Południowotyrolskiego Związku Rolników, co zapewniło jej uznane zaplecze organizacyjne i jasno określone do dzisiaj zasady funkcjonowania.

Aby dbać o standardy, wprowadzono rygorystyczne wymogi. – Określamy jasne kryteria i gospodarstwa są regularnie kontrolowane. Przede wszystkim są to małe obiekty – mogą mieć maksymalnie osiem pokoi lub pięć większych apartamentów – tłumaczy przedstawicielka organizacji.

Jednak podstawowym założeniem Roter Hahn jest to, że turystyka pozostaje dodatkiem do rolnictwa, a nie odwrotnie. Gospodarstwa przyjmujące gości muszą prowadzić realną działalność, dzięki czemu pobyt nie odbywa się w obiekcie oderwanym od swojego pierwotnego przeznaczenia. To zawsze miejsca, które funkcjonują według własnego, często unikalnego rytmu.

W bazie noclegowej Roter Hahn skupionych jest blisko 1650 różnorodnych gospodarstw. Każdy turysta znajdzie tu coś dla siebie: są i położone w dolinach (200 m n.p.m.) śródziemnomorskie winnice czy sady, i gospodarstwa ze zwierzętami mieszczące się na znacznych wysokościach w Dolomitach (1800 m n.p.m.).

Sonja Kaserer

przedstawicielka Roter Hahn

– Każde gospodarstwo może zyskać konkretny poziom certyfikacji w klasyfikacji Roter Hahn. Oznaczany jest on różną liczbą kwiatów (będących odpowiednikiem hotelowych gwiazdek) umieszczanych pod logo z kogutem. Określa to, jakie usługi są oferowane w danym obiekcie. Na przykład w miejscu, które spełnia standardy oznaczone jako poziom 4 kwiatów, musi być albo kącik sprzedażowy lub sklepik z co najmniej trzema własnymi produktami wytwarzanymi w gospodarstwie, albo być serwowane przez cały rok śniadanie, składające się z co najmniej czterech produktów z gospodarstwa – tłumaczy Kaserer.

– Gospodarstwa spełniające kryteria oznaczone 5 kwiatami mają kącik handlowy lub sklepik z produktami rolnymi z co najmniej czterema produktami własnej produkcji, wytwarzanymi na farmie, a poza tym przez cały rok są tam serwowane śniadania, składające się z co najmniej sześciu produktów. Oprócz tego w sypialniach muszą być drewniane podłogi, a goście mogą obserwować życie i pracę rolników. Poza tym jeden członek rodziny goszczącej musi być obecny na farmie przez cały dzień – dodaje.

Spokojny punkt wypadowy w Dolomity

Ja pobyt w Południowym Tyrolu rozpocząłem w Innichen (po włosku San Candido). To jedno z najstarszych miasteczek regionu, którego historia sięga wczesnego średniowiecza. Jego centrum zachowało kameralny charakter, a romańska kolegiata pozostaje nie tylko zabytkiem, lecz także punktem orientacyjnym codziennego życia mieszkańców i ich gości.

Innichen nie pełni roli kurortu w sensie znanym z turystyki masowej, której w Alpach przecież też nie brakuje. Położenie w dolinie Hochpustertal sprawia, że miasto funkcjonuje jako naturalna brama w Dolomity. Widok masywów górskich jest tu stale obecny, a styl architektury i lokalna infrastruktura podporządkowane codziennym potrzebom.

Kilka kilometrów dalej znajduje się Toblach (Dobbiaco), miejscowość o nieco innym charakterze, znana m.in. z rozległych łąk i bliskości oferującego bajkowe krajobrazy jeziora Toblacher See. To także ważny węzeł komunikacyjny regionu i punkt wyjścia na liczne trasy piesze, rowerowe, a zimą ważny punkt dla ściągających tu z całego świata narciarzy.

logo
Fot. Jakub Noch / naTemat.pl

W przeciwnym kierunku, bliżej masywu Tre Cime di Lavaredo i granicy austriackiej, leży Sexten (Sesto) – miejscowość wyraźnie bardziej górska, skupiona wokół doliny Sextental i zachowująca bardziej wioskowy charakter, w której turystyka funkcjonuje obok rolnictwa, a nie zamiast niego. Jednocześnie to jedna z ulubionych miejscówek pasjonatów białego szaleństwa, która daje szybki dostęp do wielu popularnych stoków.

Wróćmy jednak do mojego Innichen, gdzie na zboczu ponad miasteczkiem znajduje się gospodarstwo Im Kranzhof. Tutejsze zabudowania są proste, funkcjonalne i wpisane w otoczenie. Nic nie wydaje się przypadkowe ani nadmiernie wystylizowane.

– Postanowiliśmy się tu przeprowadzić w 1999 roku. Zaczęliśmy z ośmioma krowami. Zbudowaliśmy stodołę i pięć apartamentów wakacyjnych, bo dziś nie da się przeżyć tylko ze stodoły, choćby z już 20 mlecznymi krowami. Agroturystyka to nasze główne źródło dochodu, rolnictwo jest już trochę na drugim planie, ale musimy je uprawiać, aby prowadzić działalność agroturystyczną – stwierdzają szczerze Anna i Hannes Bruggerowie.

Gospodarstwo Roter Hahn, czyli bez zbędnych deklaracji

Moje wrażenia z pobytu w Im Kranzhof? Jest przede wszystkim bezpretensjonalne, co w tym przypadku należy uznać za ogromną zaletę. Nie uświadczymy tu recepcji pełnej broszur ani powitalnych rytuałów hotelowych, które często trącą po prostu plastikiem. Gospodarze nie przedstawiają rozbudowanej oferty ani wyuczonej narracji o wyjątkowości miejsca czy pozbawionej odcieni szarości historii rodziny. Po prostu otwierają drzwi i pokazują, jak wygląda ich codzienność. I Bruggerowie wierzą w jej siłę.

– Agroturystyka może skutecznie konkurować z hotelami, ponieważ jest znacznie tańsza, a oferta nie jest dużo gorsza niż w trzy- czy czterogwiazdkowym hotelu. Jest za to o wiele bardziej osobista, kameralna i zorientowana na rodziny. To z pewnością jedna z naszych mocnych stron – mówią Anna i Hannes.

Samo obejście szybko zdradza charakter tego miejsca. Pod szerokim dachem stodoły, na tle bielonych ścian i drewna, stoją oparte o mur widły, robocze buty i inne gotowe do użycia w każdej chwili narzędzia. Czuć, że nie są ustawione jako dekoracja. Ciekawość przyciąga też zaparkowany w stodole obok potężny ciągnik i specjalistyczne maszyny rolnicze do sianokosów. Wszystkiego można dotknąć, zapytać jak to działa.

Wystarczy zajrzeć do obory, by zobaczyć rzędy krów rasy simentalskiej spokojnie przeżuwających paszę czy kozy spacerujące po ośnieżonym wybiegu. Gospodarz z dumą prezentuje pachnące wiązki siana czy to, jak obsługiwać nowoczesną instalację do dojenia krów.

Sam apartament, który przygotowali dla mnie Bruggerowie, był przestronny i urządzony z dominacją surowego drewna, które wypełniało wnętrze charakterystycznym alpejskim zapachem. Temu towarzyszyły inne naturalne materiały – kamień, wełna i len, które tworzyły atmosferę domowego ciepła. Wnętrze nie dominowało nad tym, co działo się za oknem, stanowiąc ramkę dla krajobrazu.

Musimy przestrzegać wytycznych Roter Hahn. Drewno i kamień są bardzo tradycyjne – to naprawdę ważne kryteria. Drewniane meble to wymóg. Nie możemy po prostu wynajmować noclegów, jak chcemy. Latem oferujemy też osiem ziół, które goście mogą zbierać bezpośrednio z ogrodu.

Anna i Hannes Brugger

gospodarze z Im Kranzhof w Innichen

Przez proste, drewniane ramy okienne do mojego pokoju wpadał widok na ośnieżone stoki i miasteczko, tworząc naturalny, zmieniający się o każdej porze dnia obraz. A poranki – jak to w Dolomitach – zaczynały się od "enrosadira", czyli spektaklu światła powoli przesuwającego się po różowiejących zboczach.

Poranek i wieczór przy stole

Śniadanie w obiektach Roter Hahn, takich jak Im Kranzhof, ma charakter prosty, powtarzalny, ale przez to wręcz kojący. W jasnej izbie, przy solidnym – oczywiście drewnianym – stole, pojawiały się produkty, które nie wymagały krzykliwych etykiet. Mleko prosto od krowy, naturalny jogurt, chrupiący chleb, domowe dżemy o intensywnym smaku owoców i jajka od kur biegających po podwórku. Smak bronił się sam.

Kulinarna narracja tego miejsca nie kończy się jednak na poranku. Wieczory przynoszą okazję do poznania innej tradycji regionu, jaką jest Marende. Na stole ląduje wówczas drewniana deska wypełniona lokalnymi specjałami. Mamy tu cienkie plastry dojrzewającego specku, kawałki wyrazistego górskiego sera, gotowane jajka, pikle itd. Temu zestawowi towarzyszy chrupiące pieczywo w koszyku i butelka regionalnego czerwonego wina.

Uczta to w sumie mała, pozbawiona przepychu, ale jakże mocno skupiona na esencji smaku i jakości produktu, który powstaje tuż za ścianą lub najdalej w najbliższej dolinie.

Agroturystyka, czyli między ruchem a bezruchem

Lokalizacja Im Kranzhof – jak każdego gospodarstwa spod szyldu Roter Hahn – stwarza optymalne warunki do aktywnego wypoczynku, zapewniając bezpośredni dostęp do stoków, tras biegowych, a latem gęstej sieci szlaków pieszych i rowerowych.

– Wszystkie certyfikowane gospodarstwa położone są w otoczeniu natury. To oznacza powietrze dobrej jakości i wiele fantastycznych miejsc do pieszych wędrówek czy spacerów. Około 500 naszych gospodarstw znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie stoków narciarskich – podkreśla Sonja Kaserer. – Narciarzom oferujemy syte śniadanie rano i saunę po zabawie na stokach. To oczywiście nie jest prawdziwy wellness jak w hotelu, ale ceny też są inne – dodają Anna i Hannes Bruggerowie.

logo
Fot. Jakub Noch / naTemat.pl

Brak presji wynikającej ze sztywnego harmonogramu dnia sprawia, że podjęcie aktywności górskiej staje się wyborem równoważnym z wypoczynkiem na terenie gospodarstwa. Na przykład dla mnie szczególnym momentem wytchnienia jest chwila spędzona na drewnianym balkonie, gdy w słońcu można delektować się kieliszkiem wina, mając przed oczami panoramę Dolomitów i "upudrowane" dachy domów w miasteczku.

W godzinach wieczornych następuje stopniowe wyciszenie krajobrazu. Gospodarstwo, otulone ciemnością nocy, staje się samotną wyspą ciepłego światła bijącego z okien, co w kontraście z zimnym granatem górskiego nieba buduje atmosferę spokoju i naturalnej intymności.

Pamiętać jednak trzeba, że taki model wypoczynku proponowany przez Roter Hahn jest skierowany do świadomego odbiorcy. Wymaga on akceptacji wolniejszego tempa życia oraz zrozumienia, że infrastruktura gospodarstwa nie została podporządkowana wyłącznie potrzebom przyjezdnych. Jednak w zamian jest wartość dość unikalna na współczesnym rynku turystycznym.

Czytaj także:

Materiał powstał w ramach zaproszenia na wyjazd prasowy.