Coraz więcej osób na TikToku odkrywa flow state, czyli momenty całkowitego zanurzenia w czynności.
Użytkownicy TikToka coraz częściej dzielą się doświadczeniami z tzw. flow state. fot. Jelena Zelen\ shutterstock.com

Dochodzi północ, a ty z zaangażowaniem i poczuciem misji doprawiasz rosół. Próbujesz, smakujesz. Łyżeczka przyjemnie parzy usta. Albo wreszcie porządkujesz swoje biurko. Z wypiekami na twarzy wyrzucasz stare dokumenty, drzesz niepotrzebne faktury. Najprawdopodobniej właśnie złapałaś/złapałeś swój "flow state". Co to oznacza? I czy tiktokowy trend jest dla ciebie dobry?

REKLAMA

Oczywiście, że miałeś czy miałaś to zrobić wcześniej. Ale ciągle coś cię odrywało. A to trzeba było odpisać komuś na WhatsAppie, przesłać maila, zamówić dziecku buty online, połączyć się na Teamsach.

Cały czas "na standby’u"

O tym, jak bardzo szkodzą nam nadmiarowe bodźce, opowiada mi Sylwia Sitkowska, znana i ceniona psycholożka i psychoterapeutka.

– Rozpraszacze wpływają na to, jak myślimy, czujemy i reagujemy, a także na poziom naszej energii. W pewnym sensie "przestawiają" układ nerwowy, bo mózg nie odróżnia bodźców ważnych od pilnych – tłumaczy.

– Gdy bodźców jest zbyt wiele, łatwo odciągają nas od tego, co naprawdę istotne – od priorytetów, myśli i spraw wymagających uwagi. Zamiast skupiać się na nich, reagujemy na wszystko, co w danym momencie przyciąga naszą uwagę: powiadomienia, obrazy, kolejne informacje – dodaje.

Jakie są tego skutki? – Układ nerwowy działa w trybie ciągłego czuwania. Nie ma przestrzeni na regenerację. Pojawia się napięcie, drażliwość i zmęczenie – często pozornie bez powodu. Jesteśmy cały czas "na standby’u", co zużywa energię, rozregulowuje emocje i oddala od kontaktu ze sobą. Trudniej usłyszeć własne potrzeby, poczuć ciało i zauważyć, co naprawdę przeżywamy – wyjaśnia Sitkowska.

Psycholożka zauważa też, że w efekcie zaczynamy się od tego uzależniać.  Gdy nagle dzieje się mniej, pojawia się oszołomienie i poczucie zagubienia – nie wiemy, co zrobić sami ze sobą. – Widać to choćby na urlopach, kiedy nagle mamy więcej przestrzeni tylko dla siebie – mówi Sitkowska.

W ciągu dnia powiadomienia atakują cię z każdej strony. Czas ucieka między palcami. Trudno się skupić.

Aż wreszcie nadchodzi wieczór i możesz wreszcie zrobić coś po swojemu – efektywnie i z prawdziwą satysfakcją. Nawet jeśli miałaby to być to najprostsza czynność na świecie.

Zdejmujesz pranie z suszarki i układasz je centymetr po centymetrze, z pełną pieczołowitością. Albo: dekorujesz tort dla dziecka, malujesz paznokcie, porządkujesz książki na półce.

Nagle wszelkie rozpraszacze przestają istnieć. Nic cię nie frustruje, nie przytłacza. Czujesz, że całkowicie panujesz nad sytuacją. Godziny mijają niezauważenie. To, co robisz, po prostu cię cieszy.

Nie zawsze chodzi o codzienne obowiązki. Może jesteś poetą i przez całe dni nosisz w głowie wersy, który nie chce ułożyć się w jeden wiersz? A potem siadasz i wersy płyną jeden po drugim. Może malujesz obraz, tworzysz projekt do pracy, układasz zdjęcia w albumie – i zapominasz o całym świecie, mimo że wcześniej było ci tak ciężko się zebrać i odkładałeś to tygodniami.

Co się wtedy dzieje? Nagle olśnienie? Przypływ mocy?

To właśnie flow state – stan przepływu. Psychologowie tak nazywają moment, w którym człowiek jest całkowicie pochłonięty tym, co robi, tracąc poczucie czasu i własnego "ja", a jednocześnie osiąga najwyższą efektywność i satysfakcję. Termin wprowadził węgiersko-amerykański psycholog Mihály Csíkszentmihályi.

Coraz więcej osób na TikToku odkrywa flow state, czyli momenty całkowitego zanurzenia w czynności. Ten stan dopada ich właśnie dopiero w bardzo późnych godzinach wieczornych.

Jak rozpoznać flow? Składa się na nie:

  • pełne zaangażowanie
  • równowaga między wyzwaniem a umiejętnościami
  • poczucie kontroli
  • utrata poczucia czasu
  • autoteliczność (satysfakcja, poczucie sensu)
  • jasność celu i natychmiastowa informacja zwrotna .
  • Kontemplacja

    Wracam do psycholożki i psychoterapeutki Sylwii Sitkowskiej: – Dlaczego tak chętnie wieczorem nadrabiamy to, co odkładaliśmy przez cały dzień? 

    – W nocy dociera do nas znacznie mniej bodźców, dlatego układ nerwowy się uspokaja. Wraca poczucie sprawczości, bo mniej rzeczy nas rozprasza. Pojawia się też większe poczucie kontroli – nikt niczego od nas nie oczekuje. Dzieci śpią, szef od nas niczego nie chce – zauważa psycholożka.

    Jak dodaje, wraz z ciszą rośnie koncentracja, refleksyjność i kreatywność. Nic dziwnego, że wielu z nas – także pod wpływem tiktokowej mody – zaczyna właśnie nocą "wchodzić we flow state".

    Czy to jednak dobre rozwiązanie?

    – Trzeba pamiętać, że to strategia ratunkowa. Działa doraźnie, ale na dłuższą metę rozregulowuje rytm biologiczny. Organizm potrzebuje światła dziennego do regulacji hormonów, takich jak kortyzol i melatonina. Nocna aktywność zaburza ten cykl – wyjątkiem są nastolatki, których neurobiologia funkcjonuje inaczej. Dla większości dorosłych oznacza to jednak przewlekłe rozregulowanie – tłumaczy.

    Odkładanie życia „na później”, czyli na wieczór i noc, bo wtedy pojawia się więcej przestrzeni, ma swoje konsekwencje. Najczęściej prowadzi to do przewlekłego zmęczenia, bo noc jest od spania, a sen jest jednym z podstawowych elementów podtrzymujących zdrowie ciała i psychiki. Bezsenność, zaburzony rytm dobowy i depresja często idą ze sobą w parze.

    Sylwia Sitkowska

    psycholożka i psychoterapeutka

    Czy  jednak od czasu do czasu można pozwolić sobie na przypływ energii po 23.00?

    – Oczywiście. Wszystko jest dla ludzi. Trudno funkcjonować w idealnie uregulowanym rytmie. Problem pojawia się wtedy, gdy staje się to normą – podkreśla psycholożka.

    A co pozytywnego daje nam nocne skupienie, chociażby przy prozaicznym parowaniu skarpetek czy porządkowaniu dokumentów?

    – Można to potraktować jak formę kontemplacji czy medytacji. To koncentracja na jednej czynności, która daje mózgowi chwilę odpoczynku od nadmiaru bodźców. Działa wyciszająco, szczególnie u osób przebodźcowanych i zmęczonych decyzyjnie. Robimy wtedy coś prostszego, niewymagającego poznawczo, co może przynosić ulgę. Ale na dłuższą metę "rzucanie się w noc" nie jest dobre dla organizmu – podsumowuje.