
Donald Tusk rozpoczął 2026 rok od świetnego spotu, którego adresatem jest Europa, a tak naprawdę uszy całego świata. To kawał dobrej roboty w interesie naszego państwa.
To nie jest tak, że bez reklamy Coca-Cola nie rozlałaby swojego drogocennego nektaru do butelek i nie wystawiłaby go na sklepowych półkach. Albo że samochody Mercedesa nie zjechałyby z linii produkcyjnych. Ale każda duża marka, nawet taka, co sprzedaje się sama, wie, że reklama jest ważna - pozwala zwiększyć konsumpcję i zainteresowanie produktem, ale nie tylko. Daje też kontrolę przekazu, narzucenie agendy i jej kierunku, dotarcie z nim do odpowiednich grup, a nawet możliwość wypozycjonowania się w pożądany sposób na tle konkurentów.
Państwo jest w pewnym sensie produktem rynkowym, jak wszystko inne. A my w Polsce jeszcze do końca nie przyzwyczailiśmy się do tej świadomości, ale mamy naprawdę świetny, wyróżniający się produkt na tle reszty świata.
Nie chciałbym popadać w przesadnie nacjonalistyczne tony, operujmy jednak na faktach
Po latach sowieckiej okupacji, startując z bardzo słabej pozycji, stworzyliśmy tutaj fantastyczną gospodarkę. Społeczeństwo i biznes są zakochane w technologiach do tego stopnia, że bogata i nowoczesna Europa regularnie wypada na naszym tle jak skansen. Odbudowaliśmy z gruzów zbombardowaną przez Niemców Warszawę, czyniąc z niej jeden z najbardziej pożądanych kierunków migracyjnych świata - dla firm i dla ludzi.
Zaraz będziemy w G20, mamy armię w TOP20. Mamy najlepszą “9-tkę” ostatniej dekady w piłce nożnej i najlepszą tenisistkę świata, nawet gry komputerowe zaczęliśmy robić - zdaniem wielu - najlepsze. No żre nam, żre nam do tego stopnia, że zastanawiam się, czy to pracowitość, szczęście, a może ktoś podpisał narodowy cyrograf. A kojarzycie te historie o Polakach wracających z Wielkiej Brytanii i Brytyjczykach, którzy chcieliby przyjechać do pracy do Polski? Na to też są już liczby - to nie tylko clickbaity z Daily Mail.
I pomyśleć, że wszystko to dzieje się w strefie zgniotu oraz w atmosferze wiecznego konfliktu: od lat pomiędzy Rosją i Niemcami, pomiędzy Donaldem Tuskiem i Jarosławem Kaczyńskim. Gdy Włosi i Francuzi zachwycają się swoim tryumfem cywilizacyjnym, miliony Polaków nadal są niezadowolone i na każdym kroku pokazują, co jeszcze jest nie tak - z rynkiem nieruchomości, ze służbą zdrowia, z bogatymi, którzy robią się za bogaci, i na dodatek poprzez system skonstruowany tak, by działo się to kosztem tych średnich oraz ubogich.
Mamy wiele i nadal jesteśmy bardzo głodni. To nasza narodowa siła, z której jestem dumny.
Wygrywamy i taka jest prawda
Ale w dobrym tonie jest jeszcze umieć o tym opowiadać. Ja sam mam bardzo mieszane uczucia co do Donalda Tuska - odsyłam do mojego tekstu „Stary premier mocno śpi” - i drażni mnie jego koncentracja nie na rządzeniu, tylko na zabiegach PR-owych na użytek zewnętrzny.
Ale jego dzisiejszy spot, przez niektórych krytykowany, przez innych chwalony, to nie tylko pusty PR, lecz realny instrument polityki zagranicznej i polityki biznesowej. Tusk, przez niektórych nazywany politykiem proniemieckim (zapewne słusznie, ale przy tej dynamice relacji z Merzem nie zdziwię się, jeśli swoje rządy będzie kończył jako najbardziej antyniemiecki z premierów), rozpoczyna wystąpienie od ostentacyjnych prztyczków w nos Europy Zachodniej.
Premier opowiada o sukcesach Polski, ale w sposób dorozumiany szturcha też naszych niemieckich sąsiadów. Sposób ochrony naszej granicy z Białorusią jest tu prezentowany z dumą i energią prawdziwych „Chadów” (bardzo lubi tym grać prezydent Karol Nawrocki). Sojusznikom przypominamy, że chronimy też ich granice, jednocześnie dając trochę do zrozumienia, że ich polityka migracyjna, forsowana przez lata drogami przymusu prawnego i ekonomicznego, jest tragedią współczesnej Europy. W podobnym tonie regionalnych liderów poruszona jest kwestia Ukrainy.
Tusk epatuje siłą polskiej armii oraz dynamiką transformacji rodzimego sektora energetycznego. Wskazuje na projekty infrastrukturalne, wzrosty PKB, zielone wyspy inflacji i bezrobocia.
Jest to też oczywiście PR na użytek wewnętrzny
Chciałbym też wspomnieć - bo staram się być w swoich ocenach uczciwy - że za lwią częścią sukcesów, pod którymi podpisuje się w tym filmie Donald Tusk, stoi też rząd premiera Morawieckiego. Takim najbardziej oburzającym przykładem jest chyba kwestia obrony wschodniej granicy, którą Koalicja Obywatelska przed wyborami w 2023 roku torpedowała, sabotowała niemal na każdym kroku, a obecnie czyni z tego flagowy element swoich sukcesów. Nie mam tu nadziei na przeprosiny czy porozumiewawczy ukłon w stronę PiS, bo obie partie utrzymują niski poziom wzajemnej komunikacji, ale z uczciwości warto to odnotować. Tak jak wspomniałem, od 20 lat jesteśmy rozdarci między popisem, a karawana i tak jedzie dalej. Na szczęście.
Konrad Bagiński dziwił się dziś rano, że Tusk zaczyna rok od orędzia dla Europy. Oczywiście, że ten film jest też na użytek wewnętrzny, może nawet bardziej niż międzynarodowy. Ale świat odnotowuje te materiały: inwestorzy, duży biznes, turyści, wartościowi migranci, opinia publiczna na wschodzie i zachodzie - wszyscy są konfrontowani z tymi danymi i widzą historię sukcesu, która w ten czy inny sposób zaprocentuje. I to jest dobry PR Tuska, z którego kiedyś słynął, a nie to, że nieporadnie gra na keyboardzie kolędę.
Ciągle jesteśmy głodni. Dlatego tak bardzo nas oburza, że nie ma nas przy jednym stole z decydującymi o losie Ukrainy, choć są tam Anglicy, Francuzi i Niemcy. To dobrze pokazuje skalę naszych ambicji. Wykonaliśmy też świetną pracę, by znaleźć się przy tym stole - mamy liczby i argumenty. Ale tak jak w biznesie, tak i w polityce, czasem trzeba mieć dobry produkt i przy okazji sypnąć budżetami na reklamę. Dobrą reklamę.
