
Karol Nawrocki zawetował nowelizację ustawy o usługach cyfrowych. Uznał, że proponowane przez rząd prawo ogranicza wolność słowa i lepiej, żeby zabezpieczeń nie było żadnych. Tymczasem nawet sam Elon Musk właśnie zorientował się, że sztuczna inteligencja wymyka mu się z rąk. I ograniczył możliwość robienia ludziom krzywdy przy pomocy swojego Groka.
Orwellowski argument Nawrockiego
Karol Nawrocki, uzasadniając zawetowanie ustawy wdrażającej unijny akt o usługach cyfrowych, uznał, że polski rząd chce wprowadzić coś na miarę orwellowskiego Ministerstwa Prawdy. Niczym w powieści "1984" bezduszny urzędnik miałby - zdaniem głowy państwa - na mocy nowego prawa z automatu blokować treści, które będą niezgodne z narracją rządu. Nawrocki najwyraźniej nie zorientował się, że internetowa rzeczywistość w 2026 roku przypomina raczej połączenie kilku innych popkulturowych dzieł - "Idiokracji", "Her" i "Matrixa".
Polska nie zaimplementuje Digital Service Act jako jeden z ostatnich krajów wspólnoty. Straci więc możliwość posiadania choć minimalnego wpływu na to, co dzieje się na platformach społecznościowych. Nie będzie krajowej procedury wydawania nakazów blokowania treści dotyczących poważnych przestępstw, takich jak na przykład handel ludźmi czy wykorzystywanie seksualne małoletnich. Z drugiej strony nie będzie też mechanizmu odwoływania się od odgórnych decyzji platform co do usunięcia materiałów publikowanych przez użytkowników. Zostajemy w trybie chaosu i grania tak, jak nam BigTechy zagrają.
Karol Nawrocki przekonuje, że co do zasady nie jest przeciwny wprowadzaniu ograniczeń, zwłaszcza dotyczących możliwych działań przestępczych wobec dzieci. Ale, jak przekonuje prezydent, procedury przyjęte przez rząd są kulawe. Prezydent podkreśla, że użytkownik dostałby do dyspozycji sprzeciw wobec decyzji urzędnika, który może wnieść w ciągu 14 dni. A powinien - według Nawrockiego - mieć do tego jasną drogę sądową, najlepiej 24-godzinną. Oczywiście brzmi to sensownie, ale tylko jeśli nie uwzględnimy tego, jak w tej chwili obłożone, i po prostu powolne, są polskie sądy, (głównie za sprawą pisowskich deform) i jak jeszcze trudniejsza byłaby dla użytkownika taka droga.
Nawet Musk robi krok w tył
O podpisanie ustawy wdrażającej DSA politycy polskiego rządu szczególnie mocno zaczęli apelować do Nawrockiego na początku roku. Po tym, jak Grok Elona Muska zerwał się z łańcucha i zaczął, na życzenie użytkowników portalu X, "rozbierać" innych użytkowników, polityków, znane osoby, kobiety domagające się ochrony ich prywatności, a także dzieci. Nowe przepisy dałyby narzędzia do obrony przed takimi działaniami, ale Karola Nawrockiego to nie przekonało.
Tymczasem w momencie, gdy polski prezydent wetował ustawę, Musk zarządził krok w tył w sprawie nieograniczonej swobody w korzystaniu z jego Groka. Jak donosi BBC, w piątek 9 stycznia możliwość tworzenia przy pomocy sztucznej inteligencji różnorakich obrazków (w tym majstrujących w zdjęciach prawdziwych ludzi) została ograniczona. Teraz mogą z niej korzystać tylko osoby, które wykupią na X płatną subskrypcję. Co nie zatrzyma w pełni fali koszmarnych obrazków, ale znacznie ograniczy ich liczbę.
Musk podjął tę decyzję po tym, jak kolejne rządy, głównie europejskie (między innymi brytyjski i francuski), zaczęły grozić X-owi surowymi konsekwencjami za masowe naruszanie dobrego imienia tysięcy osób. Polski rząd do tej pory był w tej sprawie praktycznie bezbronny. I bezbronnym pozostanie. Nie z własnej woli. Tylko z woli prezydenta, który uznał, że woli walczyć z rzekomymi ograniczeniami wolności słowa.
Takimi, które uderzyłyby w jego najbardziej skrajny elektorat, domagający się możliwości szkalowania w sieci oponentów bez żadnych ograniczeń. Od dziś zatem za każdą tragedię, do jakiej dojdzie na skutek samowolki w mediach społecznościowych, pośrednią odpowiedzialność będzie ponosił Prezydent RP.
