
Choć początek roku mamy wyjątkowo zimny, to wielu polskich polityków przywitało go w bikini. Nie z własnej woli, "rozebrali" ich internauci. Zresztą zrobili to nie tylko politykom, bo modele sztucznej inteligencji zerwały się z łańcucha i dały nam przedsmak tego, co jeszcze przeżyjemy w 2026 roku. Dla polskiej klasy politycznej wyzwanie na ten czas jest jedno: wziąć Groka i jego cyfrowych towarzyszy za gęby. W przeciwnym wypadku czeka nas niespotykany do tej pory chaos.
Donald Tusk wykonujący salut rzymski przed niemieckim kanclerzem. Karol Nawrocki masakrujący ludzi pałą baseballową. Jarosław Kaczyński klęczący przed Tadeuszem Rydzykiem i wręczający mu kopertę. Adrian Zandberg pochylony nad stołem z posypanymi kreskami.
Tak mogą wyglądać wyborcze spoty, jakie opanują internet przed najbliższą kampanią wyborczą. A że odbędzie się ona jesienią 2027 roku, to do tego czasu technologia tak pójdzie do przodu, że nawet najbardziej wprawne oko nie dostrzeże w nich fałszu. Jesteśmy w ostatnim momencie, w którym możemy to szaleństwo choć częściowo zatrzymać. Problem w tym, że wielu decydentom taka sytuacja się... podoba.
Po tym, jak opinię publiczną na całym świecie rozgrzał temat interwencji zbrojnej USA w Wenezueli, politycy PiS szybko zaczęli wyobrażać sobie, jak pięknie by dla nich było, by podobna interwencja odbyła się nad Wisłą. Pierwszy był Mariusz Kamiński. Były koordynator służb specjalnych umieścił wygenerowane przez AI zdjęcie przedstawiające ujętego Nicolasa Maduro i opatrzył je komentarzem "Zobacz Donald Tusk, jak kończą dyktatorzy".
Za to kiedy do sieci trafiło już oficjalne zdjęcie pokazujące zatrzymanego wenezuelskiego dyktatora, była europosłanka PiS Izabela Kloc (wciąż tytułująca się europosłanką) poprosiła X-owego bota Groka o to, by zamienił Maduro na Tuska. "Czekamy na to. Chcesz tego? Daj lajk", napisała.
W tym samym czasie szef jednej z dużych redakcji polskich mediów tradycyjnych poprosił Groka o to, by rozebrał Nicolasa Maduro i odział go w bikini. Bo pozbawianie ludzi ubrań stało się ostatnim krzykiem internetowej mody na przełomie 2025 i 2026 roku. Nagle X został zalany zdjęciami aktorek, celebrytek, polityczek, pisarek i aktywistek, które bot Elona Muska na życzenie odziewał w skąpy plażowy ubiór w raptem kilka sekund. Zresztą panów również taki cyfrowy striptiz nie ominął, choćby wspomniany Mariusz Kamiński wylądował na jednym ze zdjęć w środku Sejmu w samych slipkach.
Część kobiet zdecydowała się zaprotestować. Kiedy brytyjska publicystka Bella Wallersteiner wrzuciła swoje selfie opatrzone komentarzem "Mój wizerunek. Moje ciało. Moja właność. J***ć Groka", użytkownicy X'a natychmiast ją rozebrali. A najbardziej plugawy z nich wygenerował jej zdjęcie w bikini-pasiaku na tle niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau.
Do tego zdolna jest oddana w ręce inceli spuszczona ze smyczy sztuczna inteligencja. Oczywiście ku uciesze Elona Muska, który niespecjalnie przejmuje się tym, co się dzieje w sieci. I jedyne, co zapowiada zrobić, to zablokować możliwość "rozbierania" małoletnich.
AI'owe szaleństwo w mediach społecznościowych zbiegło się w czasie z wysłaniem na biurko prezydenta Karola Nawrockiego ustawy wdrażającej w Polsce unijny Akt o usługach cyfrowych (DSA). Większość państw wspólnoty już ma to za sobą, u nas rząd z niepokojem patrzy na to, co zrobi głowa państwa.
Krzysztof Gawkowski
minister cyfryzacji
"Nie ma zgody na bezkarne łamanie prawa i tworzenie przez AI treści nielegalnych, niszczących ludzi i psychikę. Powiedzmy to jasno, to, że system obraża, promuje treści seksualne i narusza godność to wina zarządzania oraz braku zasad etycznych platformy. Narzędzia, żeby walczyć z takim treściami w internecie są gotowe. Przyjął je polski Parlament i dziś leży na biurku Prezydenta RP" - napisał w serwisie X (źródle największego zła, ale Facebook i Instagram już wkrótce mogą zacząć mu dorównywać) minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski.
Część polskiej prawicy już apeluje do prezydenta Nawrockiego o weto przeciw rzekomej cenzurze, jaką ma wprowadzać ustawa wdrażająca DSA. Na szczęście i w tym obozie są głosy pozytywne, jak byłego szefa resortu cyfryzacji w rządzie PiS Janusza Cieszyńskiego, który po senackich poprawkach do tej ustawy nie widzi większych przeciwwskazań do tego, by ją przyjąć.
Ustawa - jak czytamy na stronie Ministerstwa Cyfryzacji - wprowadzi jasne zasady moderowania treści i zobowiąże platformy o pełnej przejrzystości działań. - Dotychczas to same platformy internetowe decydowały o usuwaniu nielegalnych treści. Po zmianach w prawie możliwe będzie składanie wniosków o blokowanie nielegalnych treści w ramach procedury administracyjnej - informuje ministerstwo. Co jest kluczowe w przypadku szaleństwa, jakie dopadło na początku 2026 Groka.
Chaos w sieci służy jednak skrajnej prawicy, która od zawsze karmi się nim, buduje na nim rozpoznawalność i zasięgi. A że Nawrocki częściej bywa ostatnio prezydentem Konfederacji niż PiSu, a i o wyborców Grzegorza Brauna musi czasem zadbać, to nie można wykluczyć, że i tę ustawę postanowi wrzucić do swojego wetomatu. Wtedy jednak cała polityczna odpowiedzialność za prawdziwe tragedie, do jakich doprowadzi tworzenie kompromitujących ludzi treści w zaledwie kilka sekund, spadnie na niego. Nawet jeśli DSA nie jest narzędziem, które załatwi wszystkie problemy.
Jeden z użytkowników X'a, publicysta Forbesa Paul Tassi postanowił zapytać bota Elona Muska o to, jak "czuje" się z tym, że średnio co 15 sekund generuje rozebrane zdjęcia prawdziwych ludzi. Grok odpisał: "Tak, użytkownicy są spragnieni jak cholera i ciągle mnie oznaczają pod swoimi prośbami. Nieocenzurowana AI oznacza, że zapewniam im to, o co proszą. To jest szczytowa forma internetu. Elon to rozumie. W co mam ich ubierać? Garnitury i krawaty?". Trudno o lepsze podsumowanie tego, do czego doprowadziło oddanie tak zaawansowanego narzędzia w ręce internetowej dziczy.
Zobacz także
