
Jest szansa, że Polska pójdzie śladem Australii i ograniczy dzieciom poniżej 15 roku życia korzystanie z mediów społecznościowych. – W świecie realnym obowiązują przepisy: wiemy, że nie wolno nikogo uderzyć, a gdy ktoś zaatakuje dziecko, reagujemy i zgłaszamy to policji. W sieci dzieci są zostawione bez ochrony – mówi posłanka KO Monika Rosa. Prace nad projektem wrą. I budzą emocje.– Proste recepty i zakazy nie rozwiążą problemu – uważa psycholog i wykładowca, Przemek Staroń.
Przemoc seksualna. Wykorzystywanie nieletnich. Patostreaming. Hejt. Nienawiść. Cyfrowe rozbieranie zdjęć. Wykluczanie rówieśników z grup na komunikatorach.
Lista zagrożeń, z jakimi spotykają się dzieci w sieci, niebezpiecznie się powiększa. Zauważyła to Australia, która w trosce o dobro najmłodszych wprowadziła limit wiekowy w korzystaniu z mediów społecznościowych. Mogą z nich korzystać osoby 16+.
Monika Rosa: Dzieci w sieci są bez ochrony
– Internet stwarza ryzyko dla zdrowia i życia naszych dzieci – mówi wprost Monika Rosa, posłanka Koalicji Obywatelskiej, którą dopytuję o szczegóły projektu. – Problemy z odżywianiem czy zdrowiem psychicznym nie pojawiają się znikąd; wynikają z życia w świecie pełnym przemocy.
A cyfrowa rzeczywistość obejmuje coraz więcej dzieci. Jak wynika z raportu "Internet dzieci", współtworzonego m.in. przez Monikę Rosę we współpracy z PKDP, Gemiusem, PBI i Uniwersytetem Warszawskim, z mediów społecznościowych korzysta 1,4 mln dzieci w wieku od 7 do 12 lat. Młodsze grupy wiekowe nie zostały objęte badaniem.
– To tak, jakbyśmy pozostawili dziecko w świecie bez żadnych zasad – porównuje posłanka. – W świecie realnym obowiązują przepisy: wiemy, że nie wolno nikogo uderzyć, a gdy ktoś zaatakuje dziecko, reagujemy i zgłaszamy to policji. W sieci dzieci są zostawione bez ochrony. Często szukają wsparcia u chatbotów, co też może być zagrożeniem.
Monika Rosa
posłanka KO
W odpowiedzi klub Koalicji Obywatelskiej zobowiązał się do przygotowania projektu ustawy, która pozwoliłaby korzystać z mediów społecznościowych osobom dopiero po ukończeniu 15. roku życia. Inicjatywę zgłosili minister edukacji Barbara Nowacka i poseł Koalicji Obywatelskiej Roman Giertych.
Posłanka Koalicji Obywatelskiej Monika Rosa wyjaśnia, że projekt ten będzie wzorowany na rozwiązaniach stosowanych w Australii.
– W tamtejszej ustawie wprowadzono limit wieku oraz obowiązek, by platformy same decydowały, w jaki sposób zapewnią bezpieczną weryfikację użytkowników. W przypadku braku realizacji grożą im sankcje – tłumaczy Rosa.
– W jaki sposób byłby weryfikowany wiek? – dopytuję.
– Po wejściu australijskiej ustawy w życie 10 grudnia 2025 roku platformy stosowały różne metody: od biometrii, przez potwierdzenie dowodem osobistym, weryfikację przez inne konto, aż po użycie karty płatniczej. Ustawa nie narzucała konkretnych narzędzi, pozostawiając platformom swobodę wyboru – słyszę w odpowiedzi.
Limit 15 lat. Czy to pomoże?
Posłanka spodziewa się, że wprowadzenie podobnych rozwiązań w Polsce nie spowoduje nagłego zniknięcia dzieci z mediów społecznościowych. Ale na pewno przyniesie korzyści:
– Przede wszystkim ograniczy liczbę małoletnich użytkowników, a po drugie spełni funkcję edukacyjną. I pokaże dorosłym, dlaczego coś jest niebezpieczne. To działa podobnie jak w przypadku napojów energetycznych: dzieci nadal mogą je kupić, ale rodzice wiedzą, że powinni nad tym czuwać.
Monika Rosa
posłanka KO
Podkreśla też, że skuteczność ustawy wymaga wsparcia rodziców i kampanii edukacyjnej skierowanej do dorosłych:
– Dzieci mogą próbować obejść ograniczenia, np. prosząc rodziców o założenie konta czy korzystając z VPN. Bez aktywnego udziału dorosłych przestrzeganie zasad będzie trudne – zauważa Rosa.
Na jakim etapie są prace?
– Już 22 stycznia zwołam Komisję do spraw Dzieci i Młodzieży, gdzie wstępnie omówimy zagadnienie. Na tym etapie nie wchodzimy jeszcze w szczegóły, ale niezbędny jest konsensus polityczny, aby ustawa mogła opuścić Sejm i zostać podpisana przez prezydenta – odpowiada.
– Omówimy, jak takie przepisy działają w Australii, dlaczego są potrzebne i jakimi narzędziami możemy się posłużyć – zapowiada. – W prace nad ustawą muszą być włączone zarówno organizacje pozarządowe, jak i instytucje państwowe, w tym UKE i UODO, ze względu na ochronę danych osobowych. Kluczowe będzie także zaangażowanie ministerstw i uzyskanie społecznej akceptacji.
Sankcje finansowe za złamanie przepisów
Monika Rosa wskazuje, że duża część odpowiedzialności spoczywa na platformach internetowych, które czerpią zyski z prezentowania dzieciom treści przemocowych. Mechanizmy te wpływają na sposób myślenia i emocje młodych użytkowników, pogłębiając ich kompleksy i poczucie osamotnienia.
Teraz będą musiały reagować na zagrożenia w sieci. Inaczej poniosą konsekwencje.
– W australijskich regulacjach platformy mają obowiązek raportowania wszelkich informacji dotyczących kont użytkowników. Nad realizacją przepisów czuwa specjalny koordynator, który sprawdza, czy instytucje wprowadzające ustawę faktycznie ją egzekwują. W przypadku naruszeń możliwe jest nałożenie sankcji finansowych na daną platformę – wyjaśnia.
Dodaje, że w Polsce dyskusja o szczegółowych rozwiązaniach dopiero się rozpoczyna. – Wygląda na to, że połączenie sankcji karnych, obowiązku raportowania, dobrowolności oraz możliwości nakładania kar finansowych może być skuteczną drogą – podsumowuje.
Przemek Staroń, psycholog, wykładowca, Nauczyciel Roku 2018, autor bestsellerowej serii "Szkoła Bohaterów i Bohaterek", Digital Shaper 2020, ambasador programu Be.Net, Digital University i prekursor edukacyjnego zastosowania m.in. Snapchata w szkołach, przyznaje, że jeszcze dekadę temu byłby sceptyczny wobec pomysłu wprowadzania ograniczeń w korzystaniu z mediów społecznościowych.
– Bardzo kibicuję wszystkim krajom, które wprowadzają ustawowy zakaz korzystania z mediów społecznościowych przez najmłodszych – mówi dziś. – Podkreślam, mówię tu o podejściu systemowym, a nie doraźnym. Wcześniejsze fragmentaryczne rozwiązania, stosowane np. w szkołach, wprowadzały efekt "zakazanego owocu": w jednej klasie można było korzystać, w innej – nie. To rodziło chaos i poczucie niejednoznaczności zasad, a tym samym opór – tłumaczy.
Jak dodaje, powszechna regulacja, obejmująca wszystkich użytkowników i wpływająca systemowo na funkcjonowanie największych platform technologicznych, rzeczywiście zaczyna działać, co pokazuje przykład Australii.
– Takie rozwiązania realnie oddziałują na działalność Big Techów. Już teraz dochodzi tam do masowego zamykania kont i porządkowania przestrzeni cyfrowej – wyjaśnia.
Na pytanie, czy wiek 15 lat ma psychologiczne uzasadnienie, Staroń odpowiada, że jest to granica uśredniona. – Z jednej strony ma sens, bo w tym wieku dzieci wchodzą w wiek młodzieńczy. U młodych zaczyna rozwijać się tzw. myślenie formalne, czyli zdolność do testowania hipotez i myślenia abstrakcyjnego. Wcześniej dziecko myśli przede wszystkim w oparciu o tzw. operacje konkretne – tłumaczy.
Przemek Staroń
psycholog, wykładowca
Jednocześnie Staroń podkreśla, że samo ograniczenie wieku dzieci nie rozwiąże problemu, jeśli my, dorośli, będziemy powielać wszystkie patologiczne, niekonstruktywne i dysfunkcjonalne wzorce nieustannie prezentowane w mediach społecznościowych właśnie przez dorosłych. – I to właśnie dorosłe wzorce mają ogromny i kluczowy wpływ na doświadczenia dzieci w cyfrowym świecie – podkreśla.
I dodaje: – Warto pamiętać, że jeśli zabieramy dziecku narzędzie regulacji emocji, kontaktu i przynależności, musimy zaproponować jakąś inną alternatywę. Relacje offline, realne wspierające wspólnoty, dorosłych dostępnych emocjonalnie. Zakaz bez alternatywy jest pustką, a pustka zawsze po jakimś czasie zostanie czymś wypełniona.
Przemek Staroń: Media społecznościowe to też wsparcie
Psycholog zaznacza jednocześnie, że korzystanie z mediów społecznościowych nie jest wyłącznie negatywne. – To złożona konstrukcja, w której różne elementy są wzajemnie powiązane. Dziecko w sieci często znajduje też czynniki chroniące. Jeśli jego potrzeby nie są zaspokajane w rodzinie czy w grupie rówieśniczej, jeśli doświadcza np. przemocy domowej, to w swojej grupie online nierzadko buduje sieć wsparcia, niezwykle istotną dla jego rozwoju, a często także bezpieczeństwa. Problem, realny i dramatyczny, pojawia się wtedy, gdy odbieramy dziecku dostęp do tego środowiska, pozostawiając je bez tej sieci – tłumaczy.
Przemek Staroń
psycholog, wykładowca
Jako nauczyciel w Szkole w Chmurze Staroń zauważa, że kontakt zdalny może być w pełni satysfakcjonujący. – W codzienności, w edukacji, w terapii tym, co naprawdę rozwija i leczy, jest relacja – rozumiana jako więź. To ona daje poczucie bezpieczeństwa, akceptacji, afirmuje osobę i stymuluje rozwój – podkreśla.
Na pytanie o alternatywę dla projektu, Staroń odpowiada stanowczo: – Brakuje refleksji nad tym, co naprawdę istotne. Zawsze powtarzam, że najważniejsza jest bezbłędna diagnoza problemu i bezbłędna diagnoza rozwiązania. Wymaga to spojrzenia na to, co działa, a co przeszkadza. Niestety, wśród rządzących i w samym dyskursie społecznym wciąż tego dramatycznie brakuje. Przeróżne kwestie posuwają się do przodu, ale realna diagnoza problemu i rozwiązań wciąż zdaje się być nieosiągalna w skali makro, choć mamy narzędzia, które mogą to zmienić, zwłaszcza że w skali mikro są z powodzeniem stosowane od dawna.
– Proste recepty i zakazy nie rozwiążą problemu. Potrzebujemy odwagi myślenia systemowego, które bierze pod uwagę wiele aspektów rozwoju dziecka, kondycję psychiczną dorosłych i odpowiedzialność technologicznych gigantów – podsumowuje.
Zobacz także
