Dyskonty robią WOŚP niedźwiedzią przysługę
Dyskonty robią WOŚP niedźwiedzią przysługę Fot. Shutterstock. Montaż: naTemat.pl

W niedzielę 34. finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Jak co roku tego dnia poszukam chodzących po mieście wolontariuszy, wrzucę im do puszki wybraną przez siebie kwotę i odbiorę od nich serduszko. Nie potrzebuję do tego ciągłych przypominajek o wpłacie na WOŚP, jakie serwują nam przy każdych zakupach dyskonty spożywcze. To, co robią od kilku tygodni, to niedźwiedzia przysługa dla Jurka Owsiaka. I wspieranie polaryzujących nastrojów wokół tej pięknej inicjatywy.

REKLAMA

Zacznijmy od wyjaśnienia podstawowej sprawy. Piszę ten tekst jako wielki entuzjasta Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Cały świat powinien nam jej zazdrościć, Jurek Owsiak to nasze dobro narodowe, a to ile żyć udało się uratować dzięki WOŚP jest czymś absolutnie bezcennym. I chciałbym, żeby Orkiestra grała - że zacytuję klasyka - do końca świata i jeden dzień dłużej. To wszystko nie zmienia jednak faktu, że nie wszystko działa wokół tej akcji idealnie. Zwłaszcza jeśli chodzi o to, co robi chętnie ocieplający się przy tej akcji wizerunkowo biznes, który czasami - jak w opisanym poniżej przypadku - przegrzewa temat.

Kliencie, określ się przy kasie

Od kilku tygodni zakupy w największych dyskontowych sieciach spożywczych w Polsce wiążą się z obowiązkową deklaracją: wspierasz WOŚP czy nie? Niezależnie od tego, czy wpadłeś po bułki, czy robisz duże zakupy na cały tydzień, w kasie jesteś pytany o to, czy przy okazji płatności chciałbyś przekazać datek na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Portugalczycy podsuwają datek na WOŚP przy okazji wyboru produktu na wadze, Niemcy z kolei pytają o wpłatę już po zapłaceniu za całość, ale jeszcze przed wydaniem paragonu pozwalającego na wyjście ze strefy kas samoobsługowych.

Efekt był łatwy do przewidzenia. Ludzie, którym z gruntu nie podoba się inicjatywa Jurka Owsiaka, zaczęli kolportować informacje o de facto wymuszaniu wspierania Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy przez dyskonty. Jedni mówią o przymusowym podatku na WOŚP, inni o tym, że zgoda na wpłatę oznacza z automatu przekazanie 1 procenta na fundację. I choć są to oczywiste bzdury - wszak wystarczy odmówić wpłaty i przejść w procedurze zakupowej dalej - to trudno się dziwić, że wybór tak nachalnego sposobu promocji dobrowolnej inicjatywy charytatywnej zadziałał na wielu, jak płachta na byka.

Ale konieczność każdorazowego zadeklarowania podczas zakupów tego, czy chcę wpłacić jakieś pieniądze na WOŚP, budzi niesmak również wśród tych, którzy inicjatywę Owsiaka cenią. Na przykład mnie. Każdego roku wspieram Orkiestrę raz, a dobrze. Dlatego rutynowo odmawiam takiej wpłaty w dyskoncie, również dlatego, że uważam, że kasa samoobsługowa, do której ciągnie się długa kolejka, to nie jest miejsce na podejmowanie takich decyzji. To samo czułem, gdy już kilka miesięcy temu podobną deklarację - ale dotyczącą innej fundacji - wymuszała na mnie przed dokonaniem płatności jedna z francuskich sieci sklepów. Proponując wpłatę na szerzej nieznany podmiot, wiedząc, że spieszący się klient nie będzie miał czasu sprawdzić, na co pójdą jego pieniądze.

WOŚP to od zawsze puszki i wolontariusze

Dla wielu osób Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy to w dużej mierze dzień jej wielkiego finału. Ta jedna niedziela w roku, kiedy ulice polskich miast i miasteczek wypełniają się uśmiechniętymi wolontariuszami. Idealna okazja na zimowy spacer w poszukiwaniu ludzi z puszkami, żeby podzielić się za ich pośrednictwem dobrem z potrzebującymi, a potem z satysfakcją nakleić sobie serduszko. Od kilku lat furorę robią też internetowe puszki zakładane na przykład przez osoby prowadzące popularne konta w mediach społecznościowych, które nakręcają swoich followersów do bicia kolejnych rekordów. Do tego niezwykłe licytacje cudacznych przedmiotów i wyjątkowych spotkań (spuśćmy zasłonę milczenia na inicjatywy pokroju kolacji z influencerką, którą ona zje, a zwycięzca za nią zapłaci).

Wszystko to, co wymieniłem, czyni Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy wspólnotowym, integrującym ludzi przeżyciem. Tymczasem każdorazowe, automatyczne wypytywanie o datek przy kasie, wspólnotowym przeżyciem nie jest. Co najwyżej integruje zirytowanych tym przeciwników Owsiaka. Pamiętajmy też, że sieci sklepów w dużej mierze robią to także po to, by zbudować swój pozytywny wizerunek. Na koniec wpłacone przez ludzi datki będą prezentowane po prostu jako część wsparcia, jakie dana sieć przekazała fundacji. Czy nie lepiej ruszyć się po prostu z domu i ucieszyć wolontariusza wypełnieniem jego puszki?

Czytaj także: