Czy debata o ACTA miała sens?

Fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta
Dla części przeciwników ACTA problemem nie były same prawne rozwiązania tego porozumienia (nie oszukujmy się, dokumenty są tak tworzone, że laicy ich nie zrozumieją), a brak konsultacji. No i wczoraj je mieliśmy. Premier tłumaczył się z jednej strony i atakował z drugiej. Mistrz debat potknął się jednak w kilku punktach. Między innymi w kwestii wcześniejszych konsultacji w sprawie ACTA.


Przez wiele lat rządzącym trudno było wytłumaczyć, że demokracja nie kończy się po odejściu od urny. Zresztą polskie społeczeństwo nie domagało się większej partycypacji, ponieważ nie było jej nauczone przez lata komunizmu. Kiedy ludzie poznali możliwości nowego ustroju - zaczęli się organizować, spierać z rządzącymi (przez burmistrzów po premiera) i wymagać od nich więcej. Chcieli mieć większy wpływ na rzeczywistość wokół, a nie liczyć tylko na to, że ich przedstawiciele nie zapomną o nich zaraz po wyborach. I tak zaczęła się między innymi idea konsultacji.


Mechanika debatowania
Politycy zakorzenieni w starych schematach myślenia przekuli jednak debaty społeczne tak, aby im za bardzo nie przeszkadzały. Pierwsza zasada jest taka, że ludzie lubią się wygadać, a niekoniecznie chcą zmian i będą ich wymagać. W prywatnych rozmowach z politykami słyszałem, o podobno wysłużonej technice negocjacji, która jest prosta jak drut i bardzo skuteczna. Wymaga ona długopisu i papieru. Gdy na konsultacjach obywatel przekazuje swoje żale, to choćby były totalnie nierealne i nie do zaspokojenia, należy zapisać coś w notatkach i skinąć ze zrozumieniem. Można wzmocnić efekt klepnięciem w kartkę i potwierdzeniem słownym - "zapisałem". A potem po spotkaniu wyrzucić zapiski i już nigdy o nich nie myśleć. Obywatel wykrzyczy się, wypłacze, poczuje się zrozumiany, a potem tylko lekko się zdziwi, gdy rządzący zrobią odwrotnie niż chciał.


Druga technika, to uczynić konsultacje jak najmniej licznymi. To także proste. Wystarczy skomplikować procedury, zaprosić przychylnych i nie nagłaśniać debaty. Zaspokaja się możliwością rozmów, tych uprzykrzających życie politykom wiecznymi prośbami i wnioskami. Z drugiej strony łatwo ich później zbagatelizować, tłumacząc się, że są w mniejszości.

Zagubieni w ACTA

Rząd zastosował te i podobne sposoby negocjacji na wielką skalę właśnie w sprawie ACTA. Donald Tusk tłumaczył się wczoraj, że przecież rozmowy były, nikt wcześniej nie sprzeciwiał się, a wybuch protestów był tak nagły. Między innymi Paweł Śpiewak z fundacji Kid Protect mówił wczoraj, że wielu zgłaszało podczas rozmów swoje wątpliwości. I premier mówił wtedy to samo co wczoraj - Tak długo jak nie będę miał 100% pewności, że ta debata była otwarta i rzetelna, nie będziemy kierować ACTA do ratyfikacji - itd. Nie zdziwiłbym się, gdyby były to nawet identyczne słowa, tylko zamiast o ratyfikacji, Donald Tusk mówił wtedy o podpisaniu ACTA.


Zarzutów do sposobu prowadzenia konsultacji możemy jeszcze sformułować wiele. Premier przerzuca część winy na Komisję Europejską (powtórzył wczoraj parę razy, że to ona głównie negocjowała ACTA), ciągle powtarza, że musimy rozmawiać, a rozmów nie zawsze słucha, tłumaczy się infantylnie, że nie tylko Polska podpisała ACTA, ale także wiele starych demokracji, zaprosił znanych blogerów i organizacje pozarządowe, żeby na samej ich obecności stworzyć wrażenie gotowości do rozmów (to się prawie zupełnie nie udało).

Donald Tusk zawsze dobrze radził sobie z prowadzeniem bezpośrednich konsultacji, politolodzy powtarzają, że ma wysoką inteligencję emocjonalną i spore polityczne umiejętności. Tym razem także próbował zastosować sprytne sztuczki. Społeczeństwo jednak jest mądrzejsze niż parę lat temu i bardziej chce uczestniczyć w demokracji, dlatego już nie będzie politykom tak łatwo.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
O TYM SIĘ MÓWI 0 0Wywiad Jakiego pokazał, czego muszą bać się politycy PiS. Dorasta elektorat, który może ich zmieść
WYWIAD 0 0"To kwestia dobrego wychowania". Mamadou Diouf tłumaczy prezydentowi niestosowność jego "żartu"
FELIETON 0 0Dlaczego PiS zajmuje się seksem? Nie chodzi o prywatną obsesję, ale o coś innego...
0 0Czy istnieje męska depresja poporodowa? Terapeuta o tym, z czym przychodzą do niego polscy mężczyźni
0 0Chcesz być eko, ale nie wiesz, jak zacząć? Oto 15 BANALNYCH sposobów na zero waste
0 0Podstawowy argument antyszczepionkowców obalony! Prawnik wyjaśnia najprościej, jak się da
0 0Wypijają 18 l mleka na śniadanie. Liczba porodów 44-latki zadziwia, a wkrótce kolejny

DZIEJE SIĘ

0 0"Gwarantuję, że idę do Sejmu". To on miał oddać mandat Piotrowiczowi
0 0Piotrowicz jednak nie trafi do Sejmu! PiS ucina spekulacje