Tusk deportuje migrantów w "duńskim stylu". Po cichu w Europie coś się zmienia

Nie Orbán, nie Meloni, nie "skrajna prawica". Najtwardszą politykę migracyjną w Unii Europejskiej prowadzi dziś lewicowa premier Danii. I co gorsza dla ideologów – wyborcy są zachwyceni. Podobną drogę powoli obiera także Donald Tusk w Polsce. Czy Europa właśnie uczy się, że w sprawach migracji liczy się skuteczność, a nie barwy partyjne?

Jeśli ktoś jeszcze nie wie, kim jest Mette Frederiksen – warto nadrobić. To premier Danii, socjaldemokratka, twarz europejskiej lewicy starego typu. I jednocześnie postrach konserwatystów, bo odebrała im jeden z ich najmocniejszych argumentów: "tylko prawica potrafi być twarda wobec migracji".

Dania na wojnie z imigrantami

Otóż nie. W Danii to właśnie lewica prowadzi najbardziej restrykcyjną politykę azylową w całej Unii Europejskiej. Pierwsze zaostrzenia weszły w życie już w 2019 roku. A od 1 maja tego roku Dania idzie jeszcze dalej: każdy cudzoziemiec skazany na ponad rok więzienia będzie automatycznie deportowany. Bez dyskusji. Bez ideologicznych lamentów. Prawo złamane? Do widzenia.

Duńskie statystyki są bezlitosne i dla wielu niewygodne. Zdecydowana większość poważnych przestępstw popełnianych przez osoby bez duńskiego obywatelstwa dotyczy przybyszy z krajów muzułmańskich. W czołówce niechlubnych rankingów pojawiają się m.in. Maroko, Liban, Bośnia, Turcja czy Pakistan.

Efekty? Liczba wniosków azylowych spada. Deportacji przybywa. A co na to Duńczycy? Tu pojawia się słowo, które w europejskiej debacie migracyjnej bywa traktowane jak bluźnierstwo: akceptacja społeczna. Tak – obywatelom się to podoba.

Rząd Frederiksen zapowiedział także likwidację tzw. gett muzułmańskich do 2031 roku. Maksymalny udział "niezachodnich" mieszkańców w dzielnicach ma spaść z 50 do 30 procent – nawet jeśli oznacza to przymusowe eksmisje. Gdy socjaldemokraci powoli żegnali się z władzą, wypychani przez populistów ze skrajnej prawicy, nagle nastąpiło odbicie w sondażach. Euforia wśród wyborców.

Cynizm? Pragmatyzm? Nieważne, po prostu działa. W biznesie pracuje się tak, żeby mieć klientów i zwiększać przychody, albo utrzymywać je na stabilnie wysokim poziomie. W polityce – czy nam się to podoba, czy nie – liderujący partiom i szefujący rządom muszą zwiększać liczbę wyborców lub utrzymywać ich na stabilnie wysokim poziomie. Partie, które ignorują nastroje społeczne, kończą w opozycyjnym czyśćcu. Dania to zrozumiała.

Donald Tusk deportuje migrantów w "duńskim stylu"

Coraz twardszą politykę migracyjną zaczyna stosować także rząd Donalda Tuska. Minister spraw wewnętrznych Marcin Kierwiński poinformował niedawno o kolejnej operacji deportacyjnej – Straż Graniczna wydaliła z Polski 25 obywateli Pakistanu łamiących polskie prawo. W całym 2025 roku deportowano około 900 cudzoziemców.

Komentarz MSWiA był krótki i jednoznaczny: zero tolerancji dla łamiących prawo. Czy to wystarczy, by zyskać polityczne punkty? Za wcześnie na werdykt. Ale jedno jest jasne: migracja przestała być domeną jednej strony sporu. Dziś nie wygrywa ten, kto głośniej krzyczy o wartościach, tylko ten, kto potrafi pokazać sprawczość.

Europa się zmienia. Pytanie brzmi: czy potrafimy o tym rozmawiać bez ideologicznych okopów i bez udawania, że problemu nie ma?

Czytaj także: