
Dania od lat prowadzi twardą politykę wobec imigrantów. Jej polityka azylowa jest dziś najbardziej restrykcyjna w UE. Ale Kopenhaga zapowiada jeszcze surowsze prawo – tym razem chce deportować zagranicznych przestępców. Zaskoczenie, że dzieje się to w UE? Jeszcze większe, że to dzieło szefowej lewicowego rządu, która wchodzi w buty skrajnej prawicy. Zastanawiacie się, jakim cudem to możliwe?
Mette Frederiksen stoi na czele duńskiego rządu od 2019 roku. Jest liderką Partii Socjaldemokratycznej, której polityka dotycząca spraw socjalnych generalnie nie różni się od innych ugrupowań podobnych światopoglądowo.
Ostatnio ogłosiła na przykład wprowadzenie bonów żywnościowych dla ponad 2 mln Duńczyków z najniższymi dochodami. Chce by najmłodsze klasy w szkołach zostały zmniejszone do 14 dzieci. Jej rząd zapowiedział też obniżenie opłat za opiekę nad dziećmi w żłobkach i przedszkolach. Choć z drugiej strony w 2025 roku Dania zdecydowała też o podniesieniu wieku emerytalnego do 70. roku życia.
Jako centrolewicowa premier Frederiksen szokuje jednak z innego powodu. Jej polityka azylowa uważana jest dziś za najbardziej restrykcyjną w całej UE. A z jej ust padają takie słowa, jak w orędziu noworocznym, skierowane do imigrantów:
– Do tych ludzi, którzy przyjechali tutaj i popełniają przestępstwa: nie powinniście tu być. Nie mamy ochoty na waszą szaloną jazdę i waszą kulturę dominacji. Niszczycie najpiękniejszy kraj na świecie. I nie pozwolimy wam na to.
Fredrkisen zapowiedziała wtedy plan jeszcze większego zaostrzenia przepisów deportacyjnych w Danii, o którym dziś huczy również w Polsce.
Fredriksen zagrała populistom na nosie
Można zapytać – dlaczego ona? Dlaczego tak? O duńskim modelu polityki, który łączy lewicową ideologię z prawicowym podejściem do migracji powstają już międzynarodowe analizy. Dania podawana jest jako przykład, nie mówiąc o tym, że wielu traktuje ją jak polityczny fenomen – ale również taki, który wywołuje oburzenie obrońców praw człowieka.
"Coraz więcej krajów zaczyna brać przykład z rozwiązań wprowadzanych przez Danię. Premier tego państwa, Mette Frederiksen, jest też dobrym wzorem dla współczesnej lewicy, jak łączyć wrażliwość socjaldemokraty z twardą polityką migracyjną" – analizował niedawno Adam Szymczyk, ekspert Klubu Jagiellońskiego.
Wszyscy dziś widzą, że Fredriksen nie dość, że ograniczyła napływ imigrantów do Danii, to jeszcze zagrała na nosie populistom ze skrajnej prawicy – osłabiła ich, pozbawiła argumentów, wytrąciła im pałeczkę z rąk i niejako sama weszła w ich rolę.
Może więc polska Lewica, którą Konfederacja bije we wszystkich sondażach na głowę, mogłaby się od niej czegoś nauczyć? Nie tylko ona ma o czym myśleć.
W pewnym sensie coś takiego wytknął już w Niemczech socjaldemokratom obecny kanclerz Friedrich Merz z CDU, gdzie, jak wiadomo, skrajna prawica rośnie w siłę.
– Dania, z socjaldemokratycznym rządem, w dużej mierze rozwiązała ten problem bardzo ostrą polityką migracyjną i prawicowi populiści zniknęli. A tu się podwoili i ma to coś wspólnego z państwa polityką migracyjną – beształ Olofa Scholza, zanim jeszcze przejął od niego władzę.
Tak narastała duńska niechęć do imigrantów
Co takiego robią Duńczycy, że wszyscy wskazują ich palcem? Bo Polska też nie ma prawicowego rządu i deportuje nielegalnych imigrantów, a za granicą raczej się o tym nie mówi.
"W 2025 r. Straż Graniczna przymusowo, drogą lotniczą, wydaliła do państw trzecich blisko 900 cudzoziemców. Zero tolerancji dla łamiących prawo" – napisał właśnie na X szef MSWiA Marcin Kierwiński.
Spójrzmy najpierw na duńskie tło.
Dania liczy 5,5 mln mieszkańców. Do 2015 roku przyjmowała nawet po 15 tys. imigrantów rocznie.
Rok 2015 był pod tym względem przełomowy w całej Europie. Po nim wszystko się zmieniło, Duńczycy też zaczęli mieć dość tych, którzy żyli tylko na zasiłkach. Jednak w Danii "nie" dla imigrantów przybrało zdecydowany i radykalny obrót. Jako pierwsza z krajów skandynawskich Dania bardzo szybko zaczęła u siebie robić porządki.
Do władzy doszła prawica. Populistyczna Duńska Partia Ludowa weszła do rządu, a na czele parlamentu stanęła Pia Kjærsgaard, współtwórczyni DPL, wielka przeciwniczka multikulti i imigrantów. W 2016 roku niechęć Duńczyków do imigrantów była tak duża, że Dania zaczęła ściągać na siebie uwagę i krytykę Europy. Sama pisałam wtedy:
"Dania, jako pierwszy kraj, opłaciła reklamy w libańskich gazetach zniechęcające muzułmanów do przyjazdu na jej terytorium. Wymyśliła kursy moralności dla imigrantów. Wprowadziła prawo zezwalające na zabieranie imigrantom kosztowności, co miało być sposobem na pokrycie kosztów ich pobytu w Danii. Nie znalazło to jednak zrozumienia w Europie".
Populistyczne pomysły padały na podatny grunt. W Danii utrudniono też łączenie rodzin uchodźców. Powstał nawet projekt ustawy umożliwiający deportację imamów, którzy wygłaszali radykalne kazania szerzące nienawiść. Generalnie w ciągu kilku lat podniesiono wymagania dla osób ubiegających się o azyl oraz ograniczono świadczenia socjalne dla nowych uchodźców i imigrantów. "Koniec raju dla imigrantów" – zaczynało się rozlegać.
Mette Frederiksen wzmacnia restrykcje wobec imigrantów
W takich okolicznościach i nastrojach – w 2019 roku – do władzy dochodzi centrolewicowa Mette Frederiksen. Jej rząd – ku zaskoczeniu wielu w Europie – nie tylko od początku kontynuuje politykę prawicowych poprzedników, ale sam jeszcze bardziej wzmacnia restrykcje wobec imigrantów.
Ogłasza cel "zero osób ubiegających się o azyl". Przegląda pozwolenia pobytowe wydane Syryjczykom. Kusi syryjskich uchodźców kwotą 33 tys. euro, żeby dobrowolnie wrócili do swojego kraju, jeśli pochodzą z bezpiecznych rejonów. Przyjmuje ustawę, która zezwala na przenoszenie osób ubiegających się o azyl do krajów trzecich – także poza Europą – aby ich wnioski były rozpatrywane tam (choć nic jeszcze nie wiadomo o umowach z tymi krajami).
Spada na nią za to międzynarodowa krytyka.
"Jeśli zbyt wiele osób spoza Europy przedostanie się do Europy, problemy z brakiem integracji będą po prostu zbyt duże i zbyt masowe" – tłumaczy Fredriksen w wywiadzie dla "Bloomberga" i dalej robi swoje.
Zaostrza inne regulacje, np. dotyczące obowiązku zgłaszania się w ośrodkach deportacyjnych przez imigrantów, którym odmówiono azylu. W sprawie imigrantów dogaduje się nawet z Georgią Meloni, premier Włoch. I idzie jeszcze dalej. Gdy w drugiej połowie 2025 roku Dania przewodniczy Radzie UE, wykorzystuje okazję, by mówić o twardej polityce wobec imigrantów.
– Z zewnątrz przybywają ludzie, którzy popełniają poważne przestępstwa i nie szanują naszych wartości i stylu życia. Nie sądzę, żeby było dla nich miejsce w Europie i powinni zostać wydaleni – słyszą od niej europosłowie.
Dziś po raz kolejny szokuje Europę.
"Dania zaostrza kurs wobec imigrantów", "Zaostrza deportacje", "Nadchodzi koniec migracyjnego tabu w Europie?" – znów się rozlega.
Automatyczna deportacja cudzoziemców z Danii
Tym razem chodzi o automatyczną deportację cudzoziemców, którzy w przeszłości byli skazani na karę pozbawienia wolności (co najmniej rok) za poważne przestępstwa, m.in. za gwałty.
Premier Fredriksen mówiła o tym orędziu do narodu 1 stycznia 2026 roku. Jej słowa, które cytuję na początku, w Polsce szybko podchwyciła TV Republika i narodowe środowiska.
"Premier Danii ma dość nielegalnych imigrantów!", "Zapowiada masowe deportacje uchodźców" – czytam na ich stronach. Na jednej z nich piszą: "Wygląda na to, że już nawet doszczętnie zlewaczała Skandynawia zaczyna iść po rozum do głowy, w kwestii szaleństwa multi-kulti. Lepiej późno niż wcale".
Inne portale piszą, że chodzi również o Polaków, którzy mieli problem z prawem.
Reformę sądownictwa, która ma umożliwiać deportacje, premier przedstawiła 30 stycznia 2026 roku. Przyznała, że mogą spotkać się z zarzutami o naruszanie Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, ale jej rząd uznaje ochronę bezpieczeństwa obywateli za absolutny priorytet.
Czytaj – dalej będzie robił swoje. Kopenhaga chce nawet utworzyć stanowisko specjalnego ambasadora, który ma zajmować się deportacjami.
Dlaczego socjaldemokratka prowadzi antyimigrancką politykę?
I teraz pytanie: dlaczego premier socjaldemokratycznego rządu prowadzi taką politykę? Czy to głos rozsądku, czy wyrachowanie, bo wie, jakie są nastroje społeczne?
Adam Szymczyk z Klubu Jagiellońskiego cofa nas w swojej analizie o kilka lat, do początków Mette Frederiksen – gdy socjaldemokraci stracili poparcie, a populiści doszli do władzy, a ona stanęła na czele partii.
Adam Szymczyk
Klub Jagielloński, fragment analizy
"Strategia przyjęta przez Frederiksen okazała się nad podziw skuteczna – w jej wyniku socjaldemokraci stopniowo zaczęli odzyskiwać poparcie w kluczowych dla nich grupach społecznych" – czytamy.
I jeszcze jedna analiza. Instytut Europy Środkowej wspomina o kampanii wyborczej z 2019 roku:
Instytut Europy Środkowej
fragment analizy
Klauzula opt-out, czy co może Dania
Na koniec ważna uwaga. Nawet jeśli w UE komuś nie podobają się duńskie rozwiązania i uważa, że są sprzeczne z zasadami/prawem UE, to trzeba przyznać – Dania ma do tego prawo. A jej sytuacja jest wyjątkowa.
W ramach wynegocjowanej w 1992 roku klauzuli opt-out, która wyłącza Danię z części prawa UE, nie musi ona stosować unijnych przepisów dotyczących polityki azylowej i migracyjnej. W praktyce oznacza to, że może np. wprowadzać surowsze prawo.
