Urzędnicy sprawdzają deklaracje śmieciowe. Kto skłamał w liczbie mieszkańców zostanie ukarany
Gminy przestały się patyczkować z osobami oszukującymi na śmieciach. Mają wiele metod, na sprawdzanie, kto kłamie Fot. PawelKacperek / Shutterstock

Gminy w Polsce wypowiedziały wojnę osobom, które oszukują w deklaracjach śmieciowych. Urzędnicy sprawdzają, czy liczba domowników na papierze zgadza się z rzeczywistością. Jakie kary grożą za ukrywanie lokatorów?

REKLAMA

Takie działanie trudno pochwalić, ale można zrozumieć. Serwis Biznes Interia podaje, że np. w Braniewie stawka od kwietnia wzrośnie z 36 zł do aż 63 zł za osobę. Podobne podwyżki dotknęły mieszkańców Godowa (od 1 stycznia z 31 zł do 42 zł) czy Jaworzna (41 zł do 51 zł). Przy kilkuosobowej rodzinie to duży miesięczny wydatek, który sprawia, że ludzie zaczynają kombinować.

Kontrole deklaracji śmieciowych w gminach. To się naprawdę dzieje

Gminy nie zamierzają na patrzeć bezczynnie i biorą sprawy w swoje ręce. I nie tylko. We wspomnianym Jaworznie do akcji włączono nawet spółdzielnie i wspólnoty mieszkaniowe.

Artur Dzikowski, zastępca prezydenta miasta, przypomina, że "Koszty zagospodarowania odpadów – odbioru, transportu i przetwarzania – dzielone są pomiędzy osoby, które zadeklarowały zamieszkiwanie w danym lokalu". I dodaje, że "każdy z nas płaci taką samą stawkę, niezależnie od tego, ile odpadów faktycznie wytwarza".

Władze apelują o "sąsiedzką uważność", co w praktyce oznacza donoszenie na nieuczciwych mieszkańców. "Każda dodatkowa, niezgłoszona osoba to więcej odpadów, częstsze wywozy i wyższe koszty" – czytamy w liście na stronie Spółdzielni Mieszkaniowej Górnik.

Jak urzędnicy sprawdzają liczbę osób w mieszkaniu?

Urzędnicy mają teraz takie narzędzia, o których wcześniej mogli tylko pomarzyć. Ustalanie liczby domowników nie kończy się na pukaniu do drzwi i sprawdzeniu, ile osób jest w środku. Przypomina to bardziej śledztwo, w którym bada się dane z różnych źródeł i... zeznań świadków. Jakie metody są stosowane?

  • Analiza danych z baz ZUS, Straży Miejskiej oraz Urzędów Skarbowych w poszukiwaniu rozbieżności.
  • Sprawdzenie list uczniów w szkołach i przedszkolach.
  • Wywiady środowiskowe i podpytywanie sąsiadów o liczbę lokatorów.
  • Porównywanie zużycia wody, które często od razu pokazuje większą liczbę domowników.
  • Jak podaje Interia, powołując się na komunikat Spółdzielni "Zawiszów" informacje ze Świdnika, tamtejszy Wydział Gospodarki Odpadami na poważnie wziął się za weryfikację umów śmieciowych. I pieczołowicie sprawdza je do 5 lat wstecz, bo na tyle pozwalają przepisy.

    "Obecnie kontrolowany jest okres od 2021 roku. Jeśli okaże się, że liczba osób mieszkających w lokalu była zaniżona, mieszkańcy będą musieli dopłacić należne kwoty wraz z odsetkami. Powyższe dane są weryfikowane na podstawie informacji uzyskanych m.in. z Urzędu Skarbowego, ZUS, kontroli Straży Miejskiej, zeznań sąsiadów, szkół oraz innych instytucji" – wylicza spółdzielnia.

    Kara za fałszywą deklarację śmieciową. 5000 zł grzywny to nie wszystko

    Jeśli wyjdzie na jaw, że zaniżaliśmy liczbę osób, będziemy musieli oddać zaległe kwoty z odsetkami, co przy wieloletnim ukrywaniu kilku domowników urośnie do tysięcy złotych. Na tym jednak nie koniec wydatków.

    Prawnicy z Kancelarii Prawa Gospodarczego na swojej stronie podają, że za samo niezłożenie deklaracji w terminie grozi grzywna od 20 zł do 5000 zł, a strażnik miejski może na miejscu wypisać mandat w wysokości 500 zł.

    Gminy mają wręcz obowiązek poinformowania odpowiednich służb. Jak przypomina dr hab. Rafał Dowgier, burmistrzowie czy prezydenci miast są prawnie zobowiązani, aby o takich nadużyciach "bez zbędnej zwłoki zawiadomić właściwy finansowy organ postępowania przygotowawczego".

    Jeśli sprawa zostanie uznana za oszustwo i wykroczenie skarbowe, kary drastycznie rosną. W 2026 roku maksymalny mandat skarbowy może wynieść nawet ponad 24 000 zł. W przypadku przestępstwa skarbowego, gdy zaległa kwota jest bardzo wysoka, stawki idą już w miliony złotych.