Strefa Czystego Transportu w Warszawie
W Warszawie od kwietnia ruszy monitoring SCT. Fot. Shutterstock

Strefa Czystego Transportu w Warszawie była dla wielu kierowców jedynie teoretycznym konstruktem. Choć przepisy zaostrzyły się wraz z początkiem 2026 roku, to szansa na spotkanie patrolu Straży Miejskiej z mobilną kamerą była mniejsza niż trafienie "szóstki" w totka. Ale żarty się skończyły. Od kwietnia wjeżdżasz do centrum na własne ryzyko, bo "Wielki Brat" zaczyna patrzeć i to bardzo uważnie.

REKLAMA

Jeśli myśleliście, że cztery mobilne kamery Straży Miejskiej to wszystko, na co stać stolicę, byliście w błędzie. Zarząd Dróg Miejskich (ZDM) właśnie wyciąga asa z rękawa. Już w kwietniu rusza monitoring tablic rejestracyjnych w Warszawie, oparty na systemie ANPR (Automatic Number Plate Recognition).

Co to oznacza w praktyce? Sieć kamer zainstalowanych na wjazdach, wyjazdach i kluczowych skrzyżowaniach będzie w czasie rzeczywistym skanować każdy numer rejestracyjny.

System błyskawicznie połączy się z bazą danych i sprawdzi, czy twój samochód ma prawo kręcić się po Nowym Świecie, czy może właśnie zarabiasz na mandat za wjazd do SCT. Nie będzie już tłumaczenia, że "panie władzo, ja tylko na chwilę". System jest nieubłagany i, co najważniejsze, w pełni automatyczny.

Kto musi drżeć o portfel?

Przypomnijmy, że od 1 stycznia 2026 roku w Warszawie obowiązują zaostrzone zasady drugiego etapu wdrażania Strefy Czystego Transportu. Według szacunków, wymogów nie spełnia już około 9 proc. pojazdów poruszających się po mieście. Jeśli twoje auto to: samochód benzynowy, to musi spełniać minimum normę Euro 3 (rocznik 2000 i nowsze). A jeśli masz diesela, to tutaj poprzeczka wisi znacznie wyżej, bo wymagana jest norma Euro 5 (rocznik 2009 i nowsze).

Dla posiadaczy starszych "ropniaków" to fatalna wiadomość. Jeśli twoje auto nie łapie się w te widełki, każda przejażdżka w okolicach Śródmieścia może cię kosztować mandat w wysokości 500 zł.

Fikcja staje się rzeczywistością. Czy są jakieś wyjątki?

Czy to oznacza, że Warszawa staje się twierdzą nie do zdobycia? Nie do końca. Twórcy systemu zostawili kilka bezpieczników, ale ich pilnowanie przez kamery będzie teraz banalnie proste.

  1. Limit czterech wjazdów: Każdy "nieuprawniony" samochód może wjechać do SCT cztery razy w roku bez kary. Dopiero piąta wizyta zakończy się mandatem. Dotąd nikt tego realnie nie liczył – od kwietnia system wyłapie to w sekundę.
  2. Mieszkańcy Warszawy: Jeśli płacisz tu podatki i miałeś auto przed 1 stycznia 2024 roku, masz spokój aż do 2028 roku.
  3. Seniorzy 70+: Osoby, które do końca 2023 r. ukończyły 70 lat, są zwolnione z obostrzeń (pod warunkiem, że były właścicielami aut przed końcem 2023 r.).
  4. Pojazdy zabytkowe i specjalne: Te grupy nadal mogą spać spokojnie.
Czytaj także:

Kraków wprowadził abonament i... zarabia miliony

Kraków wybrał trochę inną drogę, jeśli chodzi o wjazd do SCT samochodem, który nie spełnia norm. Mieszkańcy mogli bowiem wykupić abonament, który uprawniał ich do wjazdu. Efekt? Milionowy zarobek.

W zaledwie miesiąc od uruchomienia SCT miasto zainkasowało ponad 4 mln zł. Kierowcy wykupili blisko 30 tys. abonamentów i zapłacili za niemal 243 tys. wjazdów godzinowych.

To pokazuje skalę zjawiska. Kraków nie wyciął ruchu starego typu "chirurgicznym cięciem", ale postawił bramki, które dla wielu stały się podatkiem od posiadania starszego auta. System został sprawdzony już 1,85 mln razy.