
Ursus wraca do gry, legendarna polska marka szykuje nowe ciągniki i chce namieszać na polskiej wsi – na tę wiadomość czekało wielu, choć nie brakuje też takich, którzy wieszczą "kolejny odgrzewany kotlet". Ale tym razem sprawa wygląda poważniej niż kiedykolwiek.
Umówmy się, ostatnie lata dla Ursusa były jak jazda starym C-330 pod górę z pełną przyczepą, czyli ciężko, głośno i z dużą ilością dymu. Ale karta się odwróciła. W październiku 2024 roku stery przejęła spółka M.I. Crow, na której czele stoi Oleg Krot.
I choć wielu kręciło nosami na wieść o zagranicznym inwestorze z Ukrainy, to właśnie te pieniądze mają sprawić, że produkcja ciągników znów ruszy pełną parą.
Inwestor nie przyszedł z pustymi rękami. Rok 2025 upłynął pod znakiem modernizacji hal i instalacji nowych linii montażowych. Nie mówimy tu o dokręcaniu śrubek w garażu, ale o produkcji elektroniki i nowoczesnych systemach, które mają sprawić, że "nowy Ursus" nie będzie tylko sentymentalną podróżą w czasie, ale realnym narzędziem pracy.
Od 60 do 150 KM
To, co najbardziej grzeje fanów marki, to konkretne liczby. Nowe modele Ursusa mają celować w przedział mocy od 60 do 150 KM. Dlaczego to genialny ruch? Bo to absolutny "sweet spot" dla polskich gospodarstw rodzinnych. To maszyny, które uciągną pług, poradzą sobie w transporcie i nie zrujnują budżetu przy pierwszym serwisie.
Z nieoficjalnych informacji wynika, że projekt obejmuje nawet pięć różnych wariantów. Firma aktualnie walczy o homologację nowych ciągników, co w dzisiejszych realiach unijnych norm emisji spalin i bezpieczeństwa jest drogą przez mękę. Ale bez tego ani rusz, jeśli Ursus chce wyjechać na drogi publiczne, musi grać według zasad Brukseli.
Nie tylko stal i olej, czyli Ursus 2.0
Najciekawsze jest jednak to, co kryje się pod maską i w kabinie. Zapomnijcie o topornych wajchach i braku klimatyzacji. Nowy właściciel zapowiada rozwój własnych napędów, w tym, co brzmi jak science-fiction w kontekście polskiej marki, jednostek elektrycznych.
Do tego dochodzi rolnictwo precyzyjne. Ursus chce sprzedawać nie tylko traktor, ale cały ekosystem. Drony monitorujące uprawy, które dogadują się z ciągnikiem? To już nie są mrzonki.
Ale nie ma co ukrywać: będzie ciężko. Powrót po latach przerwy to skok na głęboką wodę z zawiązanymi nogami. Maszyny rolnicze to dzisiaj nie tylko produkt, to przede wszystkim sieć serwisowa i dostęp do części "na wczoraj". Rolnik nie może czekać tygodnia na czujnik, gdy pogoda pozwala na żniwa.
Ursus musi udowodnić, że jego nowe maszyny są bezawaryjne. Pierwszym wielkim testem będzie udział w targach AgroTech w Kielcach. To tam zobaczymy, czy te zapowiedzi to realny metal i nowoczesne oprogramowanie, czy tylko zgrabny marketing. Konkurencja w segmencie średniej mocy jest brutalna, a John Deere czy New Holland nie oddadzą pola bez walki.
