
Pamiętacie pierwsze BYD Atto 3? To auto, które wjechało do Polski z gitarowymi strunami w kieszeniach drzwi i klamkami zintegrowanymi z głośnikami, co u wielu budziło albo uśmiech, albo lekkie uniesienie brwi. Teraz Chińczycy zebrali opinie, wprowadzili modyfikacje i tak na naszym rynku debiutuje wersja EVO. Sprawdziłem, co się zmieniło i muszę przyznać: jeśli myśleliście, że BYD to tylko ciekawostka, to te dane techniczne mogą was mocno zdziwić. Szczególnie gdy spojrzycie na cennik.
To nie jest tylko zwykły lifting, po którym zmienia się kształt reflektorów. BYD ATTO 3 EVO przeszedł niemal operację na otwartym sercu i w sumie to określenie oddaje najbardziej całość zmian, które głównie zaistniały w środku samochodu.
Przede wszystkim auto przesiadło się na nowszą wersję architektury e-Platform 3.0, a to pociągnęło za sobą rewolucję w układzie jezdnym. Zapomnijcie o napędzie na przód.
Teraz bazowa wersja Design ma napęd na tylną oś i generuje solidne 313 KM. Jeśli to dla kogoś mało, wersja Excellence dorzuca drugi silnik z przodu, oferując napęd AWD i atomowe 449 KM.
Efekt? Rodzinny SUV, który katapultuje się do "setki" w 3,9 sekundy. Tak, dobrze czytacie, w tym całkiem budżetowym (o cenie dokładniej za chwilę) elektryku dostajemy osiągi, które jeszcze dekadę temu były zarezerwowane dla superaut.
Architektura 800 V i ładowanie w czasie kawy
Największym "gamechangerem" jest jednak technologia ukryta pod podłogą. Nowy BYD ATTO 3 EVO korzysta z architektury 800 V, co w segmencie C jest wciąż rzadkością spotykaną raczej w autach premium. Co to oznacza dla użytkownika? Przede wszystkim szybkie ładowanie DC o mocy do 220 kW, co jest wynikiem bardzo przyzwoitym.
W praktyce uzupełnienie energii od 10 do 80 proc. zajmuje zaledwie 25 minut. Przy baterii o pojemności 74,8 kWh, zasięg WLTP wynosi do 510 km w cyklu mieszanym (dla wersji RWD). To już parametry, które pozwalają bezstresowo myśleć o dłuższej trasie, zwłaszcza że auto dostosowano pod nasze chłodniejsze klimaty i standardowo wyposażono w wydajną pompę ciepła.
Bagażnik, który urósł, i wnętrze z Google
BYD posłuchał głosów krytyki dotyczących praktyczności. W wersji EVO pojemność bagażnika tylnego urosła o 50 litrów i wynosi teraz 490 litrów. Ale to nie koniec dobrych wiadomości dla rodzin, bo pod maską z przodu pojawił się 101-litrowy frunk, idealny na kable do ładowania lub mniejsze zakupy.
W środku nadal jest nowocześnie, ale bardziej ergonomicznie. Wybierak biegów powędrował na kolumnę kierownicy, co zwolniło miejsce na konsoli środkowej. Króluje tu ogromny system multimedialny BYD o przekątnej 15,6 cala, który teraz ma zintegrowane usługi Google. Mapy Google czy sklep Play działają natywnie, co drastycznie poprawia komfort obsługi względem poprzednika.
Fajnie, że nie zrezygnowano z fizycznych przycisków. Co do materiałów, to nie budzą zastrzeżeń, mamy sporo ekoskóry oraz całkiem solidne spasowanie plastików.
Cena w Polsce i wyposażenie standardowe
Przejdźmy do konkretów, czyli do portfela. Cena od 176 300 zł za wersję Design (313 KM) wygląda bardzo konkurencyjnie, biorąc pod uwagę, że dostajemy auto niemal kompletnie wyposażone. W standardzie mamy m.in.:
Mocniejsza odmiana Excellence za 189 200 zł dorzuca do tego m.in. wyświetlacz head-up i panoramiczny dach. BYD gra też kartą bezpieczeństwa, czyli bateria Blade (LFP) w technologii Cell-to-Body nie tylko usztywnia nadwozie, ale jest uważana za jedną z najbezpieczniejszych na świecie.
Producent dorzuca do tego 6 lat gwarancji na auto i 8 lat na akumulator.
Czy "chińczyk" z 800-woltową instalacją i osiągami sportowca namiesza na polskim rynku? Z taką wyceną ma szanse. To już trzynasty model w ofercie BYD Polska, co pokazuje, że ofensywa tej marki dopiero się rozkręca.
