
Jeśli planowaliście tankowanie do pełna "na później", to mam złą wiadomość, bo prawdopodobnie właśnie straciliście kilkanaście, a może nawet kilkadziesiąt złotych. Wojna na Bliskim Wschodzie przestała być tylko nagłówkiem w serwisach informacyjnych, a stała się realnym obciążeniem dla naszych portfeli. W Polsce czujemy dopiero przedsmak tego, co nadchodzi z Zachodu.
To, co wydarzyło się między 2 a 3 marca w polskich rafineriach, można nazwać krótkim, ale bolesnym wstrząsem. Jak wynika z danych serwisu e-Petrol, hurtowe ceny paliw dosłownie wystrzeliły w kosmos. Cena metra sześciennego oleju napędowego wzrosła z 4811 zł do poziomu 5237 zł.
Przekładając to na język zrozumiały dla każdego, kto trzyma pistolet na stacji: olej napędowy podrożał w hurcie o blisko 43 grosze na litrze (netto!) w ciągu zaledwie jednej doby.
Benzyna również nie pozostała dłużna, notując wzrost o kilkanaście groszy. Historia uczy nas jednego, o ile obniżki w hurcie docierają na pylony stacji tygodniami, o tyle podwyżki na stacjach zobaczymy prawdopodobnie już jutro rano, o ile nie dzisiaj wieczorem.
Dlaczego ceny paliw rosną tak gwałtownie?
Powód jest jeden i niezwykle konkretny: eskalacja konfliktu w regionie Zatoki Perskiej. Kluczowym punktem na mapie świata stała się Cieśnina Hormuz, którą Iran zdecydował się zablokować. To wąskie gardło globalnego handlu, przez które przepływa około jedna piąta światowego zapotrzebowania na ropę.
Efekt? Baryłka ropy typu Brent, która jeszcze w piątek kosztowała około 72 dolary, w poniedziałek rano osiągnęła poziom 80 dolarów i nic nie wskazuje na to, by na tym poprzestała. Analitycy rynkowi ostrzegają, że jeśli dyplomacja zawiedzie, a USA i Izrael nie znajdą porozumienia z Teheranem, cena surowca może szybko przebić barierę 100 dolarów.
Europa już płaci rekordowe stawki
Patrząc na to, co dzieje się u naszych sąsiadów, możemy przewidzieć najbliższą przyszłość w Polsce. W Niemczech ceny benzyny i diesla osiągnęły poziomy najwyższe od blisko dwóch lat. Niemiecki ADAC alarmuje, że Super E10 podrożało o ponad 6 centów w jeden dzień, a diesel o 7 centów.
Jeszcze gorzej sytuacja wygląda w Holandii, gdzie średnia cena litra benzyny E10 wzrosła do poziomu 2,32 euro, a diesla do 2,19 euro. To pokazuje skalę paniki na rynkach, ponieważ paliwo drożeje wszędzie, niezależnie od lokalnych podatków, bo strach przed brakiem surowca jest silniejszy niż jakiekolwiek fundamenty ekonomiczne.
Zobacz także
Jak nie zbankrutować pod dystrybutorem?
Choć sytuacja wygląda mało optymistycznie, jako kierowcy wciąż mamy kilka narzędzi, by nieco złagodzić ten cios. Oto co warto zrobić teraz:
Sytuacja jest dynamiczna i, mówiąc wprost, niepokojąca. Branżowi eksperci, jak Christian Laberer z ADAC, nie pozostawiają złudzeń: "Szybka poprawa nie jest widoczna na horyzoncie". Pozostaje nam liczyć na to, że zapowiadane przez OPEC+ zwiększenie wydobycia dojdzie do skutku, a napięcie na Bliskim Wschodzie opadnie równie szybko, jak się pojawiło.
