Skoda Elroq RS
Skoda Elroq RS to kolejny elektryk, którym jeździłem, ale dopiero drugi o ewidentnie sportowym charakterze. Fot. Kuba Mucha

Czesi są prekursorami elektromobilności wśród europejskich producentów samochodów, ale gdy konkurencja nie śpi, utrzymanie się na czele peletonu nie jest łatwe. Skoda Elroq RS to kolejny elektryk, którym jeździłem, ale dopiero drugi o ewidentnie sportowym charakterze. W tym miejscu niejeden purysta złapał się za głowę, bo "sportowy samochód elektryczny" to wśród automobilistów często wciąż oksymoron. Elroq RS pokazuje, że niesłusznie.

REKLAMA

Motorsportowa historia Skody sięga czasów międzywojennych, więc nasi południowi sąsiedzi mieli mnóstwo czasu, aby odrobić lekcje z tworzenia wyczynowych maszyn. Nawet w ciężkich latach komunizmu Czesi z powodzeniem startowali w rajdach samochodami swojego narodowego czempiona.

To wtedy pierwsze auto otrzymało oznaczenie RS (rajdowa Skoda 200 RS w 1974 roku), będące oczywiście akronimem od "Rallye Sport".

logo
W 1974 roku pierwsze auto – rajdowa Skoda 200 RS – otrzymało oznaczenie RS, będące oczywiście akronimem od "Rallye Sport". Fot. Kuba Mucha

Nierozumiany czeski geniusz

Pomimo wspaniałego dziedzictwa wciąż wielu moich znajomych patrzy na Skodę przez pryzmat pierwszej, wyprodukowanej już pod egidą Volskwagena, Skody Octavii i jej wąsatych kierowców. Najpewniej nie mieli okazji zetknąć się ze współczesnymi samochodami tej marki i zobaczyć, jak kolosalny postęp poczynili Czesi i jak świetne wozy robią.

Po pierwsze, uwielbiam Skodę Superb. Wszystkie jej generacje były absolutnie genialne i oferowały tak dużo w tak niewygórowanej cenie, że zakrawało to na rozbój. Nie zapraszam do dyskusji.

logo
Jadowicie zielony lakier Mamba, 21-calowe obręcze z aerodynamicznymi osłonami i groźne spojrzenie wąskich matrycowych reflektorów LED dopełniają dzieła. Elroq RS to bestyjka gotowa do ataku. Fot. Kuba Mucha

Po drugie, miałem kiedyś szczęście uczestniczyć w kultowym wydarzeniu w świecie dziennikarstwa motoryzacyjnego, jakim była "Kotlina mocy", organizowana przez moich kolegów (Piotr, Błażej – pozdrawiam Was).

Przez kilka dobrych dni ujeżdżaliśmy najmocniejsze, najdroższe i pachnące nowością supercary i… Skodę Octavię III RS. Zgadnijcie, które auto było rewelacją zawodów i na krętych OS-ach Kotliny Kłodzkiej dotrzymywało tempa 3 razy mocniejszym konkurentom.

Po tym przydługim wstępie spodziewacie się już pewnie, jak oceniam Elroqa RS. No cóż poradzę, że już od pierwszych sekund rozgościłem się w jego wnętrzu, czując się, jakbym zarzucił na zmarznięte stopy ciepłe, wysłużone kapcie. Mój umysł łaskotało to przyjemne uczucie, że już to znam, choć nie zabrakło też nowości w postaci sportowych akcentów.

logo
Od pierwszych sekund rozgościłem się we wnętrzu Elroqa, czując się, jakbym zarzucił na zmarznięte stopy ciepłe, wysłużone kapcie. Fot. Kuba Mucha

RS Lounge, znaczy agReSywny

Kabina, a raczej "RS Lounge", jak woli nazywać ją Skoda, obszyta jest ekoskórą i mikrofibrą "Suedia". Tapicerka przeszyta jest limonkową nicią, a i karbonowych smaczków nie zabrakło.

Dodajmy sportowe fotele ze zintegrowanymi zagłówkami, o doskonałym podparciu bocznym i – co nie mniej istotne – bardzo wygodne, a nie sposób nie zauważyć, że to agresywniejsza wersja RS.

logo
Przez sportowe fotele ze zintegrowanymi zagłówkami, o doskonałym podparciu bocznym i – co nie mniej istotne – bardzo wygodne, nie sposób nie zauważyć, że to agresywniejsza wersja RS. Fot. Kuba Mucha

Nad tunelem centralnym góruje oczywiście duży, 13-calowy ekran systemu infotainment, który raczy kierowcę i pasażerów wszelkimi nowinkami technologicznymi, jakich dusza zapragnie, zaczynając od Apple CarPlay i Android Auto. Z kolei za kierownicą, w miejscu tradycyjnych zegarów, znajdziemy 5-calowy wyświetlacz Digital Cockpit.

logo
Za kierownicą, w miejscu tradycyjnych zegarów, znajdziemy 5-calowy wyświetlacz Digital Cockpit. Fot. Kuba Mucha

Mamba zielona, pani miejskiej dżungli

Kompaktowy SUV Skody może się pochwalić odważnie zaprojektowanym, zadziornym nadwoziem. Śmiałe linie kanciastej karoserii indukują grzeszne myśli o prędkości już od pierwszego wejrzenia, a prawa stopa mimowolnie jakoś mocniej stąpa po ziemi.

Jadowicie zielony lakier Mamba, 21-calowe obręcze z aerodynamicznymi osłonami i groźne spojrzenie wąskich matrycowych reflektorów LED dopełniają dzieła. Elroq RS to bestyjka gotowa do ataku.

logo
Śmiałe linie kanciastej karoserii indukują grzeszne myśli o prędkości już od pierwszego wejrzenia, a prawa stopa mimowolnie jakoś mocniej stąpa po ziemi. Fot. Kuba Mucha

Za wspomniany atak odpowiadają dwa silniki elektryczne o łącznej mocy 340 KM. W połączeniu z napędem na wszystkie koła katapultują Elroqa do pierwszej setki w 5,4 s. Wystarczy, aby zostać królem miejskiej dżungli, albo chociaż królewiczem. A jak z apetytem takiego narwańca na energię? Całkiem nieźle.

Skoda deklaruje nawet 549 km zasięgu dzięki wysokonapięciowemu akumulatorowi o pojemności 84 kWh. Baterie można naładować od 10 do 80 proc. w zaledwie 26 minut.

Czytaj także:

Underdog, postrach mistrzów sportu

Inżynierowie Skody, jak przystało na fachowców wprawionych w sporcie samochodowym, wiedzą, że auto powinno nie tylko rozpędzać się, ale i zatrzymywać oraz trzymać w zakrętach.

Mocne hamulce RS z dwutłoczkowymi zaciskami pozwalają skutecznie wytracać prędkość, zaś adaptacyjne zawieszenie DCC zapewnia precyzję prowadzenia na krętych szosach. System Driving Mode Select umożliwia wybór trybu trakcji, a prawdziwym nerdom pozwala indywidualnie regulować aż 15 parametrów zawieszenia.

logo
Mam sentyment do Skody, bo pomimo niezaprzeczalnych zalet wciąż jest underdogiem świata samochodów, a ja lubię underdogów – szczególnie takich, przed którymi mistrzowie trzęsą portkami. Fot. Kuba Mucha

Właśnie to wyróżnia sportowego elektryka Skody od reszty prądolubnych pojazdów. Większość samochodów elektrycznych jest zatrważająco szybka na prostej, ale przed zakrętami zmuszają kierowcę do szybkiego odszukania w pamięci, jak leciał ten cały pacierz.

Mam sentyment do Skody, bo pomimo niezaprzeczalnych zalet wciąż jest underdogiem świata samochodów, a ja lubię underdogów – szczególnie takich, przed którymi mistrzowie trzęsą portkami.