Mitsubishi Grandis
Mitsubishi Grandis pokazany. Wygląda znajomo? Fot. Adam Nowiński / naTemat.pl

Japończycy od pewnego czasu budują swoją tożsamość, korzystając z technologii Renault. Najświeższym owocem tego związku jest właśnie nowy SUV segmentu C, który technicznie bazuje na modelu Renault Symbioz. Podczas polskiej premiery przedstawiciele marki dwoili się i troili, by udowodnić, że auto ma "własną osobowość". I powiem wam, że część z tego kupuję.

REKLAMA

To może pomówmy najpierw o tym, co odróżnia japoński projekt od francuskiego protoplasty, czyli Renault Symbioz.

Mitsubishi Grandis dostał pas przedni w stylu "Dynamic Shield", czyli czarny, masywny grill i charakterystyczne przetłoczenia w kształcie litery C sprawiają, że auto wygląda poważniej i agresywniej niż jego pierwowzór.

logo

Z tyłu postawiono na minimalizm, ale z pazurem, bo motyw heksagonu na ledowych światłach robi robotę. Do tego 19-calowe felgi w wyższych wersjach i pięć kolorów nadwozia do wyboru. Efekt? Moim zdaniem Grandis wygląda po prostu ciekawiej i bardziej zadziornie niż Symbioz, ale to tylko osobista preferencja.

logo

Wnętrze... no Symbioz

Wsiadam do środka i pierwsze, co czuję, to ulga. Dlaczego? Bo projektanci nie ulegli modzie na usuwanie wszystkiego, co da się kliknąć. Fizyczne przyciski do obsługi klimatyzacji pod ekranem głównym to w dzisiejszych czasach luksus, za który dziękuje się na stojąco. Nie trzeba walczyć z dotykowym menu, żeby zmienić temperaturę o pół stopnia.

logo

System multimedialny oparto na technologii Google, więc mamy dostęp do sklepu Google Play, map i asystenta, ale fani Apple nie zostali na lodzie, bo bezprzewodowy CarPlay śmiga aż miło.

Ciekawostką rodem z segmentu premium jest elektrochromatyczny dach panoramiczny. Nie ma tu klasycznej rolety i zamiast tego tafla szkła potrafi się "zabielić" segmentami, odcinając nas od słońca. Nie jestem jego fanem, oczywiście jest efektowne, ale niezbyt praktyczne w naprawdę duże upały. Ale podobne zarzuty miałem jeżdżąc Symbiozem, bo to rozwiązanie zaczerpnięte od Francuzów. Zresztą jak całe wnętrze.

logo

A co z praktycznością? Pojemność bagażnika zależy od napędu. W miękkiej hybrydzie mamy od 576 do 1681 litrów, z kolei w pełnej hybrydzie (HEV) od 492 do 1582 litrów.

Dwa układy napędowe: ile to pali?

Pod maską nie ma rewolucji, ale jest solidny wybór. Mitsubishi Grandis oferuje dwa warianty napędowe, które mają zadowolić zarówno tradycjonalistów, jak i fanów oszczędzania.

Jak już wspomniałem, jest:

  1. Miękka hybryda (Mild Hybrid): Silnik 1.3 o mocy 140 KM. Do wyboru 6-biegowy manual lub 7-stopniowy automat. Spalanie? Producent obiecuje okolice 6 l/100 km.
  2. Pełna hybryda (HEV): Silnik 1.8 l wspomagany baterią 1,4 kWh. Łączna moc to 157 KM. To propozycja dla tych, którzy chcą oglądać na komputerze wyniki rzędu 4,3-4,5 l/100 km.

Na pokładzie czuwa aż 20 systemów bezpieczeństwa, w tym adaptacyjny tempomat i asystent Mi-Pilot, który realnie odciąża kierowcę w trasie.

logo

Cena i gwarancja, czyli asy w rękawie Japończyków

Najważniejsze pytanie brzmi: dlaczego wybrać Mitsubishi, skoro obok stoi niemal identyczne Renault? Odpowiedź jest prosta i sprowadza się do dwóch kwestii: pieniędzy i spokoju ducha.

Cena Mitsubishi Grandis startuje od 120 500 zł (uwzględniając obecną zniżkę 9 tys. zł), podczas gdy francuski bliźniak jest o kilka tysięcy droższy. To jednak nie wszystko. Japoński producent oferuje aż 8 lat gwarancji (lub 160 tys. km), co w tej klasie jest argumentem niemal nie do przebicia.

Czytaj także:

Dostajemy auto z dopracowaną, europejską technologią, ale "opakowane" w japońską niezawodność i dłuższą ochronę. Czy to wystarczy, by nowy Grandis stał się hitem? Przy takich warunkach finansowych i bogatym wyposażeniu standardowym (pakiet zimowy z podgrzewaną szybą i kierownicą dostajemy w każdej wersji), wróżę mu spore sukcesy na polskich drogach.