Kadr z filmu "Śnieżny miś"
"Śnieżny miś" nie otrzymał nominacji do Oscara, choć na nią zasłużył. Cudowną animację obejrzycie za darmo Fot. materiał prasowy

Pamiętacie film "Mój brat niedźwiedź" Disneya? Krótkometrażowa animacja "Śnieżny miś", którą też stworzył Aaron Blaise, udowadnia, że stara dobra szkoła, jaką jest technika 2D, wciąż żyje i porusza do łez. Wielka szkoda, że Amerykańska Akademia Filmowa nie przyznała jej nominacji do Oscara. Film o niedźwiedziu polarnym przemierzającym topniejącą Arktykę obejrzycie z całą rodziną za darmo. A warto!

REKLAMA

"Śnieżny miś" znalazł się na oscarowej shortliście w kategorii "najlepszego krótkometrażowego filmu animowanego", lecz nominacji od Amerykańskiej Akademii Sztuki i Wiedzy Filmowej ostatecznie nie dostał. Na ostatniej prostej został wypchnięty z wyścigu po prestiżową statuetkę, choć należało mu się jakiekolwiek wyróżnienie.

W czasach, gdy nad animowanym medium zbierają się czarne chmury, a w ich kłębach czai się widmo sztucznej inteligencji, dzieło narysowane ręcznie przez Aarona Blaise'a, jednego z reżyserów "Mojego brata niedźwiedzia", stanowi swego rodzaju bunt przeciwko branżowym oczekiwaniom i kapitalistycznym tendencjom, które oczekują jak najlepszych efektów w jak najkrótszym czasie. Oczywiście intencją tych słów nie jest umniejszanie twórcom nominowanym do tegorocznych Oscarów, a podkreślenie wyjątkowości "Śnieżnego misia", jego upartości i próby podążania własną ścieżką.

"Śnieżny miś" to cudowny film. Krótkometrażową animację obejrzycie tu i teraz

Animacja w niecałych dwunastu minutach przedstawia podróż samotnego niedźwiedzia polarnego po arktycznej dziczy, w której wodach swoje palce powoli zatapia człowiek. Zwierzę poluje, by przetrwać, i jak niemalże każda żywa istota pragnie, by u jego boku ktoś był. A gdy tego kogoś w pobliżu nie ma, tytułowy miś lepi bałwana na swoje podobieństwo.

Aaron Blaise uchwycił smutek, poczucie bezsilności i chęć chwytania się ostatnich strzępów nadziei w dobie, w której nie jesteśmy w stanie przewidzieć przyszłości. "Śnieżny miś" przypomni widzom o Kreciku i ulepionym przez niego bałwanku: o odcinku, przez który wiele pokoleń nabawiło się oczu czerwonych jak królik. Tyle że dziś topnienie śniegu nie jest wyłącznie zwiastunem nadejścia wiosny, tak jak zakładano w czeskiej dobranocce.

Animację "Śnieżny miś" można obejrzeć za darmo w serwisie YouTube. Jej premiera odbyła się 28 listopada minionego roku. Od tamtej pory film zdobył ponad 4,3 mln wyświetleń.

"Śnieżny miś" poprzez delikatną antropomorfizację niedźwiedzia polarnego skłania się ku filozofii egzystencjalizmu, a przynajmniej jej ogólnym założeniom. Fabułę krótkometrażówki można zinterpretować jako próbę nadawania większego sensu rzeczom, relacjom, zjawiskom w przestrzeni, na którą teoretycznie nie mamy wpływu, aczkolwiek jest to najprostsza konkluzja z możliwych.

Zwierzę szuka towarzystwa, a gdy je znajduje, wykorzystuje każdą chwilę, by cieszyć się kontaktem z drugą istotą, nie bacząc na to, że wieczna zmarzlina znika, a "planeta płonie". Ono nie zdaje sobie sprawy z kryzysu klimatycznego; nie ma narzędzi, by ingerować w ewolucję.

I tutaj Blaise bez żadnych słów mówi, że to my – ludzie – mamy siłę sprawczą i możemy coś z tym zrobić; możemy pomóc prawdziwemu niedźwiedziowi, pod którym lód się topi. Można pokusić się nawet o stwierdzenie, że efekt przechodnia (bystander effect) tyczy się nie tylko relacji społecznych, ale i stanu, który nazwijmy roboczo ekologiczną niemocą.