Ograniczenie prędkości, Niemcy
Niemcy chcą ograniczeń prędkości, żeby kierowcy oszczędzali paliwo. Fot. Shutterstock

Niemieccy komentatorzy krytycznie wypowiadają się o rządowych planach złagodzenia konsekwencji wzrostu cen ropy.

REKLAMA

Rząd w Berlinie oprócz uwolnienia części rezerw ropy naftowej chce ograniczyć możliwość podwyższania cen paliw na stacjach benzynowych. Ceny byłyby podwyższane tylko raz dziennie, z kolei obniżki cen dopuszczone bez ograniczeń. Po takie rozwiązanie sięgnęła już Austria.

"Jest wiele pomysłów, jak zaradzić kryzysowi na stacjach benzynowych: uwolnienie rezerw ropy, nałożenie ograniczeń na stacje benzynowe, wysłanie Federalnego Urzędu Antymonopolowego. Jednak nikt nie wspomina o tym, co jest oczywiste – o oszczędzaniu" – pisze "Süddeutsche Zeitung".

Komentator monachijskiej gazety przypomina, że kiedy w 1973 r. światem wstrząsnął kryzys cen ropy naftowej, wprowadzono nie tylko niedziele adwentowe bez samochodów. Niemiecki rząd nałożył również ograniczenie prędkości: 100 km/h na autostradach i 80 na drogach krajowych.

Kto chce oszczędzić, powinien wolniej jeździć

"Obecnie jednak Niemcy są jedynym krajem w Europie, który pozwala obywatelom jeździć z dowolną prędkością – co wiąże się z odpowiednio wysokim zużyciem paliwa" –  zauważa komentator "Süddeutsche Zeitung"

Jak przypomina, trzy lata temu Federalna Agencja Ochrony Środowiska doszła do wniosku, że ograniczenie prędkości do 120 km/h na autostradach i 80 km/h na drogach krajowych mogłoby zmniejszyć zużycie paliwa – a tym samym emisję CO2 – o pięć procent. 

"Biorąc pod uwagę fakt, że większość paliw mineralnych w tym kraju trafia do transportu, nie jest to bez znaczenia. Co więcej, takie ograniczenie prędkości nie tylko zwiększyłoby atrakcyjność alternatywnych środków transportu, takich jak kolej, ale także elektromobilności" – pisze.

Jednak zdaniem komentatora ograniczenie prędkości wymaga większej odwagi politycznej, niż jest w stanie wykazać koalicja, która obecnie chce nawet dać drugie życie niemieckiemu ogrzewaniu olejowemu.

Według niego pozostaje więc tylko rozsądne zachowanie poszczególnych osób, które częściej rezygnują z samochodu i poświęcają więcej czasu na pokonywanie długich dystansów. "I nadzieja, że koalicja nie wpadnie jednak na pomysł, aby zafałszować ceny poprzez wprowadzenie kosztownej zniżki na paliwo. Byłoby to w jej stylu" – konkluduje monachijska gazeta.

Czytaj także:

Cena ropy wynika z irracjonalnych decyzji

Regionalny dziennik "Südwest Presse" przypomina, że uwolnienie rezerw ropy naftowej ma na celu obniżenie cen benzyny i oleju napędowego, które drastycznie wzrosły.

"I to zadziałało. Przynajmniej w środę ceny na stacjach benzynowych nieco spadły, nawet w Niemczech. Jednak dzień później cena ropy osiągnęła nowy rekordowy poziom, ponieważ Iran ostrzelał dwa tankowce. Pokazuje to wyraźnie, że cena ropy wynika obecnie przede wszystkim z irracjonalnych decyzji. Jedną z nich jest pozornie racjonalna decyzja polityków o sięgnięciu po rezerwy awaryjne, mimo że na rynku jest wystarczająca ilość ropy" – ocenia komentator. 

To może zaszkodzić rządowi Merza

Krytycznie o rządowych planach wypowiada się także "Neue Osnabrücker Zeitung". 

"Doświadczenia Austrii, która obecnie służy za wzór, pokazują, że instrument ten jest równie popularny, co nieskuteczny. Sprzedawcy paliwa znajdują (oczywiście) sposoby, aby pomimo zakazu podnosić ceny kilka razy dziennie i osiągać maksymalne zyski. Paliwo staje się tańsze z innych powodów: pomimo eskalacji konfliktu rynki mają nadzieję na zbliżający się koniec wojny. Wszystko inne pozostaje polityką symboliczną, która ostatecznie może zaszkodzić Katherinie Reiche, ale także Friedrichowi Merzowi i Larsowi Klingbeilowi" – wróży gazeta.

Nikt nie wie, kiedy będzie bezpiecznie

Odnosząc się do wojny w Iranie, "Frankfurter Allgemeine Zeitung" z kolei zauważa, że kraj ten najwyraźniej nadal dysponuje wystarczającymi środkami militarnymi, aby zablokować Cieśninę Ormuz, co ma konsekwencje gospodarcze i polityczne dla całego świata.

"Najpotężniejsza potęga militarna na świecie nie jest natomiast w stanie zakończyć tej blokady. (…) Obecnie sytuacja jest jednak na tyle poważna, że państwa G7, w tym Stany Zjednoczone, podjęły decyzję o eskortowaniu ruchu statków przez Cieśninę Ormuz – jednak nie od razu, co byłoby konieczne, ale dopiero 'gdy pozwolą na to warunki bezpieczeństwa'. Nikt obecnie nie wie, kiedy to nastąpi" – czytamy we frankfurckim dzienniku.

Opracowała: Marta Przybylik-Wiśniewska z DW