Czy to dron RQ-180?
Uchwycono amerykańskiego drona RQ-180? Fot. Zrzut ekranu / YouTube / onlarissa gr

RQ-180 od ponad dekady funkcjonuje jako jeden z najbardziej zagadkowych projektów lotniczych USA. Świeże zdjęcia z greckiej Larissy pojawiły się w samym środku amerykańskiej operacji przeciw Iranowi i natychmiast uruchomiły pytanie, czy najbardziej tajny dron zwiadowczy USA właśnie pracuje nad Bliskim Wschodem.

REKLAMA

Fotografie, które wywołały falę spekulacji, mają pochodzić z Larissy w Grecji. Analizy opublikowane 18 marca przez "The War Zone" i "The Aviationist" opisują tajemniczą maszynę typu flying wing sfotografowaną właśnie w rejonie greckiej bazy lotniczej. Identyfikacja jako RQ-180 nie została oficjalnie potwierdzona, ale układ płatowca i moment pojawienia się zdjęć sprawiły, że hipoteza niemal natychmiast wróciła do debaty publicznej.

Larissa od lat jest ważnym punktem dla amerykańskiej obecności wojskowej w Grecji, a położenie tej bazy daje sens operacjom rozpoznawczym i wsparciu ISR na wschodnim Morzu Śródziemnym. ISR to skrót od intelligence, surveillance, reconnaissance, czyli rozpoznania, dozoru i zbierania danych wywiadowczych. Są to więc oczy, uszy i część układu nerwowego całej operacji lotniczej.

Oficjalnie dron RQ-180 nie istnieje, ale od 2013 roku wraca w wielu wiarygodnych źródłach

Nazwa RQ-180 weszła do powszechnego obiegu po śledztwie "Aviation Week" z grudnia 2013 roku. To właśnie ten tytuł opisał tajny bezzałogowy płatowiec o obniżonej wykrywalności, projektowany do działania w przestrzeni bronionej przez nowoczesne radary i obronę przeciwlotniczą. Pentagon wtedy kategorycznie zaprzeczył, że tego typu projekt jest realizowany.

To klasyczny amerykański model działania wokół czarnych programów, czyli finansowanych i prowadzonych w wysokim reżimie tajności. Projekt bywa szeroko opisywany przez prasę branżową, pojawiają się pośrednie ślady w dokumentach i materiale wizualnym, ale oficjalna linia pozostaje niezmienna – programu się po prostu nie komentuje.

Po co USA miałyby potrzebować takiej maszyny właśnie teraz?

Jeśli dron RQ-180 rzeczywiście został uruchomiony w kontekście wojny z Iranem, to jego rola wydaje się bardzo logiczna. Nie chodzi tu o klasycznego drona uderzeniowego, lecz o sporych rozmiarów maszynę dalekiego zasięgu służącą do rozpoznania penetracyjnego. "Aviation Week" od początku wiązał go z potrzebą wejścia w przestrzeń, gdzie zwykłe platformy zwiadowcze byłyby po prostu zbyt łatwe do wykrycia. Ma to być maszyna zaprojektowana do działania przeciw nowoczesnym systemom obrony powietrznej, z naciskiem na obniżoną wykrywalność (klasa stealth) w szerokim zakresie częstotliwości radarowych.

W przypadku operacji przeciw Iranowi taki profil ma bardzo duży sens. Iran przez lata budował warstwową obronę przeciwlotniczą, sieć radarów, systemy walki elektronicznej i rozbudowane zdolności rakietowe. W takiej architekturze zwykłe samoloty rozpoznawcze muszą trzymać dystans albo polegać po prostu na osłonie.

Platforma stealth o dużej długotrwałości lotu byłaby dużo cenniejsza, bo mogłaby zbierać dane bliżej celu, dłużej utrzymywać się w powietrzu i wspierać planowanie kolejnych uderzeń. Sama operacja "Epic Fury" jest zresztą oficjalnie prowadzona przez CENTCOM i obejmuje szerokie użycie różnych środków lotniczych oraz dalekiego rażenia, choć bez publicznego rozpisywania całego katalogu użytych systemów.

Co naprawdę wiadomo o możliwościach RQ-180, a co jest tylko powtarzaną legendą?

Bardzo wiele parametrów RQ-180 od lat krąży w formie spekulacji, a nie danych potwierdzonych przez armię. Różne źródła branżowe od dawna przypisują tej konstrukcji duży zasięg, wysoki pułap i bardzo długą długotrwałość lotu, ale ponieważ program nie został oficjalnie ujawniony, takich liczb nie da się dziś traktować jako w pełni zweryfikowanych.

Najbardziej solidne pozostaje to, co konsekwentnie powtarzała specjalistyczna prasa branżowa: chodzi o dużą, wysokooperującą, bardzo trudną do wykrycia platformę zwiadowczą stworzoną do zbierania informacji w bronionej przestrzeni powietrznej.

Równie ostrożnie trzeba podchodzić do twierdzeń, że RQ-180 jest bezpośrednim następcą SR-71 Blackbird. SR-71 był bardzo szybkim, załogowym samolotem strategicznego rozpoznania, zbudowanym wokół prędkości i wysokości. RQ-180 należy raczej do innej epoki: stawia na obniżoną wykrywalność, długotrwałość lotu, sensory i zdolność do działania w sieciocentrycznym systemie walki. Oba programy łączy rola penetracyjnego rozpoznania, ale filozofia konstrukcji jest zupełnie inna.

Były już wcześniej sygnały, że ten program wychodzi z cienia

RQ-180 miał już wcześniej "mignąć" przed oczami opinii publicznej. W poprzednich latach media branżowe analizowały m.in. zdjęcia tajemniczego latającego skrzydła nad Kalifornią, doniesienia z Filipin oraz bardzo ciekawy trop z 2021 roku, kiedy oficjalne wideo USAF zawierało odniesienie do "białego nietoperza".

Do tego dochodzi reaktywacja 74th Reconnaissance Squadron w 2019 roku, co przez część analityków bywało wiązane z tajnymi zdolnościami rozpoznania dalekiego zasięgu, choć bez publicznego potwierdzenia konkretnego sprzętu.

To wszystko nie jest dowodem w sensie formalnym, ale tworzy pewien wyraźny wzór, którego nie da się ignorować. RQ-180 od lat funkcjonuje jako program "jawnie niejawny": za mało oficjalny, by opisać go jak zwykły system uzbrojenia i zbyt często wracający w wiarygodnych źródłach, by uznać go za czystą fantazję.

Właśnie dlatego każda nowa fotografia natychmiast uruchamia debatę nie o tym, czy taki typ zdolności USA potrzebują, lecz czy właśnie zobaczyliśmy kolejny ślad czegoś, co już od dawna lata operacyjnie.