trump, premierka Japonii
Trump podczas spotkania z premierem Japonii porównuje atak na Pearl Harbor do ataków USA na Iran. Fot. screen Independent.com

Dlaczego Stany Zjednoczone nie poinformowały swoich sojuszników, że planują atak na Iran? Takie pytanie zadał Donaldowi Trumpowi jeden z japońskich reporterów. Prezydent USA rzucił na to żartem o Pearl Harbor. Mina premier Japonii mówi wszystko.

REKLAMA

W czwartek (19 marca) do USA przyleciała premierka Japonii Sanae Takaichi i w Białym Domu spotkała się z Donaldem Trumpem. Ich rozmowa miała dotyczyć między innymi omówienia trudnej sytuacji na rynku energetycznym spowodowanej amerykańsko-izraelską wojną w Iranie. Oboje wystąpili też przed dziennikarzami.

Trump odpowiedział japońskiemu dziennikarzowi. Wyszło niezręcznie

Na koniec serii pytań i odpowiedzi do prezydenta USA zwrócił się jeden z japońskich reporterów. Zapytał Trumpa, dlaczego nie poinformował kluczowych sojuszników Ameryki – takich jak Japonia – przed rozpoczęciem wspólnego amerykańsko-izraelskiego ataku powietrznego na Iran.

– Nie należy za bardzo sygnalizować swoich intencji z wyprzedzeniem. Wiecie, kiedy wkraczaliśmy, robiliśmy to bardzo gwałtownie i nikomu o tym nie mówiliśmy, bo chcieliśmy zaskoczyć. Kto wie lepiej od Japończyków, co to zaskoczenie? Dlaczego nie powiedzieliście mi o Pearl Harbor? – zażartował Trump, ku wyraźnemu zmieszaniu szefowej japońskiego rządu.

"Niespodziewany atak lotniczy na Flotę Pacyfiku USA w Pearl Harbor 7 grudnia 1941 roku pochłonął życie ponad 2400 amerykańskich żołnierzy, a prawie 1200 zostało rannych w wyniku bombardowań. (...) W czwartek prezydent Donald Trump uczynił z tego żart" – opisuje Independent.

Premierka Japonii widocznie zmieszana wypowiedzią Trumpa

Takaichi, która spędziła dwa lata w Waszyngtonie, pracując na Kapitolu za rządów Reagana i biegle włada językiem angielskim, była wyraźnie zaskoczona słowami Trumpa. Uśmiech zniknął z jej twarzy, a jej oczy rozszerzyły się, gdy uświadomiła sobie, co właśnie powiedział.

Po niezręcznej pauzie Trump powrócił do tematu, o który go pytano. – Pytałeś mnie o zaskoczenie, i tak było. I dzięki temu zaskoczeniu osiągnęliśmy więcej, niż się spodziewaliśmy. Więc jeśli opowiedziałbym o tym wszystkim, nie byłoby już niespodzianki – tłumaczył się.

Tego dnia Trump zadeklarował też, że nie zamierza wysłać na Bliski Wschód dodatkowych wojsk. – Nie, nigdzie nie wysyłam wojsk – zaznaczył. Jak zauważono, do tej pory prezydent pytany o wojnę na lądzie, nie wykluczał żadnej opcji.

Dodajmy, że w ostatnim czasie szerokim echem odbił się ruch Joe Kenta, który do tej pory był dyrektorem Narodowego Centrum Antyterrorystycznego USA. Mężczyzna złożył rezygnację ze swojego stanowiska. W oficjalnym oświadczeniu przyznał, że "nie może z czystym sumieniem popierać trwającej wojny w Iranie". To był pierwszy taki ruch w administracji Stanów Zjednoczonych od rozpoczęcia ataków.

Amerykanki urzędnik podkreślił, że to Izrael przez kampanię dezinformacyjną wciągnął Stany Zjednoczone w tę wojnę, a Trump dał się nabrać. "Wykorzystano to, do oszukania cię, że Iran stanowi bezpośrednie zagrożenie dla Stanów Zjednoczonych i jeśli zaatakujesz teraz, to będziesz miał prostą drogę do zwycięstwa. To było kłamstwo" – określił Kent.