
Masza Graczykowska nie żyje. Tę informację potwierdziła warszawska prokuratura, która zajęła się wyjaśnieniem sprawy jej tajemniczej śmierci. Influencerka miała zaledwie 25 lat. Tymczasem jej fani wrócili do archiwalnych nagrań wideo, w których Graczykowska mówiła o swoim odejściu. Dziś jej wyznanie nabiera nowego znaczenia.
Masza Graczykowska była modelką i influencerką. Od kilku lat aktywnie udzielała się w social mediach. Jej popularność gwałtownie wzrosła po słynnej dramie z Fagatą (Agatą Fąk). Gwiazda zasłynęła też z walki we freak fightach z Mają Staśko.
Masza Graczykowska mówiła o swojej śmierci 4 lata temu
Od ponad roku Graczykowska opowiadała otwarcie o swoich problemach ze zdrowiem psychicznym. Wykazała się wielką odwagą, mówiąc widzom o próbach odebrania sobie życia. Chciała być z nimi szczera, tak jak to robiła od lat.
Dziś w mediach wierni obserwatorzy 25-latki wracają do filmów, które publikowała na YouTube. Często robiła tzw. mukbangi (jadła przed kamerą i w międzyczasie coś opowiadała, zazwyczaj odpowiadała na pytania fanów). W materiale zatytułowanym "Tabu Q&A 2" Graczykowska poruszyła wiele tematów, które dla niektórych mogły być tabu. Wśród nich znalazł się też temat śmierci.
– Chcesz być spalona czy pochowana normalnie – brzmiało jedno z pytań. Influencerka przyznała szczerze, że jest to dla niej obojętne czy jej ciało po śmierci zostanie skremowane, czy też nie. – Jak już kopnę w kalendarz, to co mnie to obchodzi – mówiła.
I wspomniała, że jeśli dla jej bliskich "będzie taniej" poddać ciało kremacji, to ona nie ma nic przeciwko. – Róbcie, co chcecie, co mnie to obchodzi – powtórzyła.
Prokuratura o śmierci Graczykowskiej
Dodajmy, że informacja o śmierci Graczykowskiej pojawiła się w połowie marca. Mama 25-latki wrzuciła wówczas czarno-białe zdjęcie córki. Prokuratura oficjalnie potwierdziła to dopiero kilka dni później.
– Ciało odnaleziono 8 marca w mieszkaniu na terenie Warszawy. W oględzinach brał udział prokurator. Została wykonana już sekcja zwłok, ale zarządzono jeszcze dodatkowe badania – powiedział w rozmowie z "Faktem" prok. Piotr Skiba.
Zobacz także
W mieszkaniu, które wynajmowała Graczykowska i w którym ktoś dokonał tego tragicznego odkrycia, znajdował się też pies. – W mieszkaniu był żywy pies. Został zabezpieczony na miejscu. Następnie został przekazany do schroniska i odebrany później przez rodzinę – opisywał prok. Skiba.
Ponadto podkreślił, że "postępowanie trwa już od dziesięciu dni, a zgon potwierdzono krótko po tym, jak nastąpił". W dalszej części swojej wypowiedzi wyjaśnił, jak wyglądają procedury w przypadku znalezienia zwierząt w mieszkaniach zmarłej osoby.
– Standardowa procedura jest taka, że zwierzęta się zabezpiecza i mienie się zabezpiecza, żeby przekazać osobom najbliższym. Dlatego czasem długo muszą trwać czynności, bo przykładowo trzeba przeliczyć ujawnione pieniądze albo zabezpieczyć przedmioty, które mogą stanowić istotne mienie. Tutaj nie mam takich informacji, ale został ujawniony pies. Chyba chihuahua, ale nie jestem pewien co do rasy – ujawnił dla "Faktu" Skiba.
