
Jeśli czasami dopada cię myśl, że nikt cię nie lubi, to zawsze w takim momencie na pocieszenie możesz przywołać sobie w myślach postać Roberta Bąkiewicza. Nacjonalista z Ruchu Obrony Granic próbuje jeździć po Polsce, by zarażać ludzi swoimi poglądami. Problem (dla niego) w tym, że jest regularnie przeganiany przez gospodarzy miejsc, w których chce organizować spotkania. W Gdyni zaliczył właśnie bingo, bo pocałował klamkę w aż czterech obiektach.
Bąkiewicz z kolegami chcieli błyszczeć w Gdyni
Robert Bąkiewicz chciał w miniony poniedziałek 23 marca odwiedzić Gdynię, by spotkać się ze swoimi sympatykami. Towarzyszyć mu mieli jego towarzysz z Ruchu Obrony Granic Jacek Wrona i prawicowy prawnik Oskar Kida. Za organizację spotkania odpowiadał Klub Gazety Polskiej w Rumi, a pomoc w zainteresowaniu nim mediów zaoferowała posłanka PiS z Gdyni Dorota Arciszewska-Mielewczyk. To za sprawą płynących od niej komunikatów dziennikarze mogli się zorientować, że ze spotkaniem z Bąkiewiczem dzieje się coś dziwnego.
Pierwsze zaproszenie mówiło bowiem o tym, że nacjonaliści mieli spotkać się ze swoimi fanami na terenie Morskiego Instytutu Rybackiego. To znajdująca się w Gdyni najstarsza placówka zajmująca się badaniami morskimi w Polsce, mająca od 15 lat status Państwowego Instytutu Badawczego. Jego władze szybko zorientowały się, że na ich terenie może w poniedziałkowe popołudnie pojawić się Robert Bąkiewicz, więc poinformowały organizatorów, że przestrzeni na spotkanie nie zamierzają im udostępniać.
Posłanka Arciszewska-Mielewczyk wysłała więc kolejnego maila, w którym poinformowała o zmianie lokalizacji "z przyczyn niezależnych" na Wyższą Szkołę Administracji i Biznesu im. Eugeniusza Kwiatkowskiego w Gdyni. Jednak również to zaproszenie szybko straciło na ważności, bo kilka godzin później do dziennikarzy trafiła następna wiadomość. "Z przykrością informuję, że po raz kolejny wypowiedziano nam salę, w której miało odbyć się planowane spotkanie" - napisała Arciszewska-Mielewczyk, zapraszając na spotkanie do... Domu Bankietowego La Paloma.
Zobacz także
Z uczelni do sali bankietowej
Jeśli myślicie, że to koniec tej historii, to się mylicie. Bo okazało się, że właściciel La Palomy co prawda zgodził się na spotkanie, ale - jak informuje trójmiejska Gazeta Wyborcza - powiedziano mu, że będzie to "spotkanie wspólnoty". Ani słowa o Bąkiewiczu, Wronie i Ruchu Obrony Granic.
Więc gdy wyszło na jaw, kto tak naprawdę na być na wydarzeniu, właściciel szybko zamknął drzwi swojego domu bankietowego, tłumacząc, że wizyta nacjonalistów byłaby dla niego równoznaczna z utratą honoru.
Czas się kończył, więc organizatorzy postanowili zmienić taktykę i przenieść spotkanie... na zewnątrz. Zmienili formułę na wiec i zapowiedzieli, że Bąkiewicz i spółka będą pikietować przed Centrum Handlowym Batory w Gdyni. Również tutaj nie musieli czekać długo na reakcję.
Jako że po sieci zaczęła krążyć informacja, że nacjonaliści zgromadzą się wewnątrz centrum, Batory opublikował na swoim Facebooku komunikat. "Informujemy, że Centrum Handlowe Batory nie wyraziło zgody na organizację jakiegokolwiek zgromadzenia, które miałoby się odbyć 23 marca o godzinie 17:30 na terenie naszego obiektu. C.H. Batory nie jest organizatorem, ani współorganizatorem tego wydarzenia" - napisał zarządca centrum.
Gdynia pokazała Bąkiewiczowi, gdzie są drzwi
Robert Bąkiewicz ostatecznie sobie w Gdyni pokrzyczał pod chmurką, a w sieci napisał "Lewacka hydra podnosi kolejne łby obłudnej cenzury w imię tolerancji i demokracji. Te pełne hipokryzji podłe kreatury boją się nawet dyskusji" i wrócił do siebie, a klienci Batorego musieli w poniedziałkowe popołudnie liczyć się z małymi perturbacjami podczas zakupów, bo nacjonalistę przyszło wspierać około 200 osób.
Zgromadzeni krzyczeli o cenzurze "jak za komuny". Co oczywiście jest nośnym hasłem, ale prawda wydaje się o wiele mniej pompatyczna. W Gdyni, jak i w wielu miejscach w Polsce, nikt poważnie Ruchu Obrony Granic nie traktuje. I nikt nie chce zszargać sobie opinii współpracą z bąkiewiczową bojówką. To żadna cenzura, tylko zwykła przyzwoitość.
