
Robert Bąkiewicz został wyrzucony z sali sądowej. Poinformował o tym sam zainteresowany, który wrzucił do sieci nagranie spod budynku sądu. 1 kwietnia w budynku Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieście toczył się proces, który wytoczyła mu Andżelika Domańska. Bąkiewicz miał w 2020 roku zepchnąć ją ze schodów kościoła.
1 kwietnia odbyło się kolejne postępowanie w sprawie Roberta Bąkiewicza, którą wytoczyła mu Andżelika Domańska. Chodzi o zdarzenie z 25 października 2020 roku, kiedy to Ogólnopolski Strajk Kobiet protestował pod kościołami w całej Polsce. Podczas akcji protestacyjnej doszło do starcia aktywistów ze Strażą Narodową, na czele której stał Robert Bąkiewicz. Z relacji aktywistki Andżeliki Domańskiej wynika, że mężczyzna miał ciągnąć ją i popchnąć ze schodów. Kobieta upadła i mocno się uderzyła.
Sprawa trafiła na policję, a później do prokuratury, ta jednak postępowanie umorzyła. Domańska wniosła więc prywatny akt oskarżenia o czyn polegający na naruszeniu nietykalności osobistej. – Zrzucił mnie ze swoim nieustalonym jeszcze kolegą ze schodów kościoła. Wtedy jako mama niepełnosprawnego dziecka brałam udział w proteście, aby nie zakazywać aborcji ze względu na wady letalne płodu. Panowie we dwóch rzucili się na mnie, bo postanowili usunąć mnie ze schodów. Ja byłam na mszy wewnątrz – opisywała aktywistka dziennikarzom.
Postępowanie sądowe w sprawie Bąkiewicza
We wrześniu 2024 roku ruszył proces, który prowadzony jest przed Sądem Rejonowym dla Warszawy Śródmieścia. Kolejna sprawa odbyła się w środę, 1 kwietnia. Onet informuje, powołując się na PAP, że sędzia Marta Pilśnik rozpatrywała wnioski dowodowe obrony i pełnomocniczki oskarżycielki. Jeszcze wcześniej dopuszczona została opinia uzupełniająca biegłego odnosząca się do obrażeń aktywistki Strajku Kobiet.
Andżeliki Domańskiej nie było na sali rozpraw, za to pojawił się na niej Robert Bąkiewicz. Miał on, jak relacjonują media, wielokrotnie wypowiadać się na temat incydentu i zaznaczać, że policja będąca jego świadkiem nie odnotowała przestępstwa, tak jak prokuratura, która sprawę umorzyła.
Zobacz także
– Działanie sądu w zakresie posiedzenia niejawnego i podjęcie decyzji o przeprowadzeniu opinii biegłego w mojej ocenie nie ma charakteru merytorycznego – stwierdził.
Bąkiewicz uważa, co mówił w sądzie, że "to hucpa prawna, nadużycie i próba odebrania mu prawa do obrony". Na tym jednak nie poprzestał, bo twierdzi, że "nie ma podstaw do prowadzenia" sprawy, która w jego opinii powinna zostać umorzona. Mówił jeszcze o zmianie kwalifikacji czynu, na co sędzia odparła, że wynika to z aktu oskarżenia.
Pełnomocniczka Andżeliki Domańskiej wyraziła natomiast sprzeciw wobec zarzutów związanych z opinią uzupełniającą biegłego. Oceniła, że jej zdaniem obrońcy Bąkiewicza "nie do końca rozumieją, co jest przedmiotem postępowania i nie chodzi tylko o kwalifikację". Ale czarę goryczy przelało odrzucenie wniosku adwokatów mężczyzny w sprawie powołania świadków.
Bąkiewicz wyrzucony z sali sądowej podczas jego własnej rozprawy
Jak relacjonuje Onet, powołując się na PAP, po tej decyzji Robert Bąkiewicz uznał, że "mamy do czynienia z prawno-medialnym spektaklem". Stwierdził też, że "to jest cyrk, to co się tutaj dzieje". Po kilku upomnieniach sędzia Marta Pilśnik wyprosiła Bąkiewicza z sali za zakłócanie porządku.
Krótko później wrzucił on na X nagranie, na którym opisywał sytuację z własnej perspektywy. "Niebywałe. Właśnie wyrzucono mnie z mojej własnej rozprawy" – czytamy w opisie. Na filmiku Bąkiewicz mówi między innymi:
– W tej chwili toczy się postępowanie w mojej sprawie i zostałem wyrzucony ze sprawy przez sędzię Martę Pilśnik. Marta Pilśnik wyrzuciła mnie przed chwilą z sali rozpraw za to, że protestowałem, że uchyla wszystkich moich świadków, którzy są istotni i ważni w tym postępowaniu, mówiąc o tym, że ci świadkowie nie byli w trakcie rzekomych wydarzeń, które mi się tam zarzuca, zarzuca mi ta lewaczka Angelika Domańska.
Grzmiał też o "medialnej ustawce" i "próbie odebrania mu prawa do obrony". A dalej było jeszcze ciekawiej.
– Dobrze, że te postępowanie nie jest prowadzone, przepraszam, w kiblu, bo byśmy wiedzieli już dokładnie, o co w tym wszystkim tak naprawdę chodzi. Sąd niemerytoryczny, sąd odbierający mi prawo do obrony, sąd, który tak naprawdę w wielu momentach staje się obrońcą oskarżycielki. W momentach, w których ona kłamie, oszukuje – a przynajmniej takie znamiona można odczytywać, ja to tak odbieram – wtedy sąd zabiera głos i broni pani Andżeliki Domańskiej. Moich świadków nie, mojej obrony nie, ja mam być skazany w tej sprawie. Taka sprawiedliwość w państwie Tuska i Żurka – stwierdził.
Kolejny termin sprawy wyznaczono na 14 kwietnia (wtorek). Jest duża szansa, że właśnie wtedy sąd wysłucha mów końcowych stron i zamknie przewód sądowy.
