Pierwsi filozofowie przyrody poszukiwali zasady rzeczy, podstawowego żywiołu, do którego da się wszystko sprowadzić. Starali się wytłumaczyć świat przez jakąś jego główną naturę. I szukali jej właśnie. Poglądy na to co jest tą prazasadą mieli różne. Tym czymś, owym praspoiwem, zasadą, głównym żywiołem jawili się im: ogień, woda, ziemia i eter .
Patrząc na dzisiejszą politykę w Polsce, to owe żywioły prezentują się trochę inaczej: śmieci, referenda, straż miejska, kasy fiskalne. A i filozofowie dzisiejsi też bardziej wyglądają na aktorów niż na myślicieli - Tusk, Kaczyński, Miller, Piechociński. Można powiedzieć jacy myśliciele takie żywioły! Albo odwrotnie - jakie żywioły, tacy myśliciele. Kaczyński to ogień - spala się w nim wszystko. Miller to ziemia, bez wdzięku, umęczona, wysuszona, zdeptana ziemia - ubita ziemia. Tusk to woda. Wszystko płynie Tuskowi. Rozpływa się , przepływa. A Piechociński to eter, coś niewidocznego, ulotnego, bujającego w obłokach.
