Artemis II to więcej niż rekord odległości. Astronom zdradza, co NASA testuje naprawdę

– Chodzi nie tylko o piękne obrazki, które pokazuje NASA, tylko żebyśmy nauczyli się znowu wracać w okolice Księżyca. Po to, by już niedługo wylądować na Srebrnym Globie i założyć tam bazy – mówi w Rozmowie naTemat Jerzy Rafalski, astronom z planetarium w Toruniu. Zapytaliśmy, dlaczego misja Artemis II jest przełomowa dla podboju kosmosu.
Misja Artemis 2 to coś więcej niż bicie rekordów odległości od Ziemi – to wielki test naszej wytrzymałości, technologii i... cierpliwości. O jej szczegółach przeczytacie w naTemat. O kulisach możliwości powrotu na Księżyc i wizji kolonizacji "Czerwonej Planety" rozmawialiśmy z Jerzym Rafalskim, astronomem z Planetarium w Toruniu.
Artemis II i potworna moc rakiety SLS
– Testujemy systemy, które będą kierowane nie tylko na Księżyc. Może za naszego życia jeszcze doczekamy się załogowego lądowania na Marsie – mówi w Rozmowie naTemat.
Jak zauważa, w latach 70. ubiegłego wieku celem było udowodnienie wyższości Zachodu nad Wschodem. – Dziś cele są pragmatyczne, biznesowe i naukowe. To misja testowa, która ma sprawdzić, czy potworna moc rakiety SLS – dysponującej 20 milionami koni mechanicznych – jest w stanie bezpiecznie transportować ludzi w najdalsze zakątki układu – wyjaśnia.
Zapytaliśmy też o codzienność astronautów w kapsule Orion. Choć z zewnątrz to szczyt techniki, w środku przypomina ona maleńki pokój. – Musi się tam pomieścić czteroosobowa załoga i przeżyć ze sobą w przyjaźni przez 10 dni. Pamiętajmy, że oni są cały czas narażeni na stres i na promieniowanie kosmiczne – przypomina Jerzy Rafalski.
Wiadomo przecież, że technologia od czasów misji Apollo zmieniła się diametralnie. Podczas gdy komputery z lat 70. miały moc mniejszą niż dzisiejszy smartfon, nowa misja stawia na automatyzację i wsparcie z Ziemi. Pojawiają się jednak i prozaiczne problemy, o których rzadziej wspomina się w podręcznikach historii.
– Z uśmiechem wspominamy: wystartowali w stronę Księżyca, a popsuła się toaleta. Ale to jest bardzo ważna informacja dla przyszłych lotów. W latach 70. astronauci mieli pieluchy, teraz zabieramy toaletę i musimy ją przetestować – podkreśla astronom.
Po co wracać na Księżyc? Tam jest "paliwo przyszłości"
Księżyc przestaje być tylko celem obserwacji, a staje się potencjalnym źródłem cennych surowców i bazą wypadową w głąb kosmosu. – Jeżeli wylądujemy na Księżycu i zbudujemy tam bazy, pewnie będziemy wydobywali Hel-3. To jest wspaniałe paliwo przyszłości. Gdybyśmy tylko nauczyli się go zbierać z piasku księżycowego i wysyłać na Ziemię. Ale najpierw musimy nauczyć się tam wracać – przewiduje rozmówca naTemat.
Kolejnym argumentem jest logistyka. Start z Księżyca, gdzie grawitacja jest sześciokrotnie mniejsza niż na Ziemi, byłby znacznie łatwiejszy i tańszy. Srebrny Glob miałby stać się "punktem przesiadkowym" dla lotów na Marsa czy księżyce Saturna czy Jowisza. – To jest szaleństwo, ale pewnie i o tym będziemy kiedyś marzyć – przekonuje ekspert z Planetarium w Toruniu.
Więcej dowiesz się z naszego wideo na kanale naTemat na YouTube.
