
Ruszył przetarg i powoli zbliża się moment wyłonienia wykonawcy przebudowy mostu w ciągu ulicy Cieślewskich nad Kanałem Żerańskim na warszawskiej Zielonej Białołęce. Mieszkańcy już teraz zwracają uwagę na nadciągający armagedon komunikacyjny, który powstanie w tym miejscu, ponieważ nie powstanie żadna przeprawa tymczasowa. Przynajmniej na razie nie ma takich planów.
Kto mieszka na Zielonej Białołęce w Warszawie, ten w cyrku się nie śmieje. Wiem, bo sam miałem tę wątpliwą przyjemność mieszkać na niej przez 5 lat, więc napatrzyłem się na wiele inwestycji i spędziłem łącznie pewnie tygodnie w korkach na moście Grota.
Pamiętacie, jak wyremontowano Kąty Grodziskie i zrobiono tam progi zwalniające, które okazały się za wysokie dla autobusów? No to wiecie już, o czym mówię. To ten klimat.
Dzielnica "IV kategorii"
Zielona Białołęka to też ewenement, jeśli chodzi o Warszawę, bo wydaje się, że stołeczny Ratusz niespecjalnie przejmuje się tą częścią miasta. Tak przynajmniej uważają niektórzy mieszkańcy.
– Zielona Białołęka dla nich to serio dzielnica czwartej kategorii. Albo i piątej – mówi mi Karolina, która od 10 lat mieszka w tej części Warszawy. – Tu dawno już zapomniano o nas, zwłaszcza jeśli chodzi o kwestie komunikacyjne. Nie ma szans, żeby nie utknąć w korku, a z roku na rok jest coraz gorzej, bo deweloperzy zabudowują każdą możliwą wolną działkę, a drogi nie robią się coraz szersze, bo nie ma nawet na to miejsca – dodaje.
Poprowadzone tutaj linie autobusowe niewiele zmieniają, bo autobusy też utykają w korkach jak inne samochody. Pomóc mógłby tramwaj, ale ten planowany jest już od kilkunastu lat.
– Tak, ta inicjatywa osiągnęła już pełnoletniość i chyba już wyprowadza się na studia – śmieje się Karolina. – O tramwaju na Zieloną Białołękę słyszałam już te 10 lat temu i nadal nie doczekałam się nawet wbicia pierwszej łopaty pod tę inwestycję. A temat zastanawiająco wraca przy każdych wyborach samorządowych, że już startuje, już rusza i co? Widzi pan tutaj tramwaj? Bo ja nie – mówi z przekąsem moja rozmówczyni.
Wtóruje jej Roman, który do bloku przy ulicy Ostródzkiej wprowadził się 3 lata temu. – Tutaj wystarczy przejechać się Białołęcką czy Ostródzką, no jest dramat. Jezdnie to łata na łacie i wszystkie wąskie tak, że nie ma opcji, żeby poprowadzić tędy nawet buspas lub zrobić głupią zatoczkę tak, żeby autobus nie tarasował drogi. Tragedia, a dookoła powstają nowe osiedla i jest coraz więcej samochodów – wylicza problemy.
Będzie remont mostu nad Kanałem Żerańskim
Białołęcka będzie jednak remontowana wraz z mostem w ciągu ulicy Cieślewskich nad Kanałem Żerańskim. Dla mieszkańców oznacza to tylko jedno: komunikacyjny paraliż. I nie zrozumcie mnie źle, zarówno Białołęcka, jak i most pilnie wymagały remontu, więc ta inwestycja to konieczność.
Miasto też specjalnie zgrało w czasie oba przedsięwzięcia. – Chodzi o to, by utrudnienia związane z zamknięciem mostu pokrywały się z ograniczeniami w ruchu na ul. Białołęckiej. To najbardziej racjonalne rozwiązanie z punktu widzenia mieszkańców tej części miasta – powiedział "Gazecie Wyborczej" rzecznik Zarządu Dróg Miejskich w Warszawie Maciej Dziubiński.
I jasne, każdy kierowca, który słyszy hasło "przebudowa" lub "remont ulicy" od razu wzdryga się na myśl o utrudnieniach. Wiadomo, te zawsze są, ale niestety, jak chce się mieć coś wyremontowane, trzeba przymknąć na to oko.
Zawsze jednak inwestor stara się, żeby te niedogodności były jak najmniejsze, zwłaszcza że nie mówimy tutaj tylko o remoncie ulicy, którą można ominąć. Tu chodzi o most, których nie ma wiele w okolicy. Najbliższy jest kilka kilometrów dalej na Marywilskiej.
I tutaj pojawia się matka wszystkich problemów, czyli fakt, że chociaż miasto przewidziało w pierwotnych planach budowę mostu tymczasowego, to wykonawcy powiedzieli, że nie ma opcji, bo będzie dłużej i dwa razy drożej.
– Wykonawcy kategorycznie odrzucili taką możliwość. Wskazywali, że taki wariant wydłużyłby inwestycję co najmniej o kilkanaście miesięcy. W polskim prawie nie ma żadnych uproszczeń dla budowy mostów tymczasowych. Taka przeprawa musi spełniać wszystkie wymagania techniczne, środowiskowe i formalne jak obiekt docelowy. Wyjątkiem są sytuacje nadzwyczajne – tłumaczy "Wyborczej" Dziubiński.
Mieszkańcy są wściekli, ale jest światełko w tunelu
– Mieszkam na nowym osiedlu tuż za mostem i dla mnie to dramat, bo ten most jest dla mnie głównym łącznikiem z resztą Warszawy. Teraz będę musiał nadkładać drogi, stać zapewne w gigantycznym korku, żeby przedostać się do pracy po drugiej stronie Wisły – narzeka Karol, który z Zieloną Białołęką jest związany od 5 lat.
– Czy naprawdę nie da się zrobić tymczasowej przeprawy? Czy nie mogłoby tutaj pomóc wojsko na przykład w ramach ćwiczeń? – pyta mój rozmówca.
Jego głos nie jest odosobniony, bo podobny pomysł, jak zauważa "GW", ma dzielnicowy radny Sebastian Gut (Razem dla Białołęki). Proponuje przeprawę tymczasową wykonaną z gotowych elementów i podaje tutaj gotowe rozwiązanie na podstawie przęseł Mostu Syreny, które są składowane w Kazuniu na północ od Warszawy.
Pod koniec marca Gut poinformował, że pojawiło się światełko w tunelu.
"Zarząd Dróg Miejskich Warszawa w odpowiedzi na moją interpelację wskazuje, że tymczasowa przeprawa mogłaby powstać w innym trybie niż typowa inwestycja cywilna, np. przy wsparciu odpowiednich służb. Nas mieszkańców nie interesują procedury - zależy nam na realnych rozwiązaniach, które pozwolą w miarę normalnie funkcjonować w czasie kumulacji inwestycji i utrudnień drogowych. Czekamy na konkretne decyzje z Miasto Stołeczne Warszawa" – czytamy w jego wpisie na Facebooku.
