
Volkswagen od momentu premiery ID. Buzz grał na naszych emocjach i nostalgii za kultowym "Ogórkiem". I choć wizualnie ten samochód to absolutny majstersztyk, to dotykoza w środku rodem z ID.3 potrafiła wpienić. Ale model na rok 2026 przechodzi kurację odmładzającą, która naprawia największe grzechy młodości elektrycznego vana.
Zacznijmy od konkretów, które ucieszą fanów dynamiki. Nowy Volkswagen ID. Buzz w wersji na rok 2026 dostaje potężny zastrzyk energii. Do oferty dołącza wariant Pro 4Motion, który oferuje aż 335 KM (250 kW). To dokładnie tyle, ile wcześniej zarezerwowane było wyłącznie dla usportowionej (i droższej) wersji GTX.
Co to oznacza w praktyce? Przede wszystkim napęd na cztery koła, który całkowicie zmienia charakter tego auta. Nie chodzi tylko o to, że spod świateł ruszycie szybciej niż niejeden hothatch.
Kluczowe jest holowanie i tu zdolność uciągu wzrosła o 600 kg, co pozwala teraz pociągnąć przyczepę o masie do 1800 kg. Krótki rozstaw osi dostaje baterię 79 kWh, a wersja przedłużona (LWB) ogromny akumulator 86 kWh. W końcu ten samochód zaczyna mieć parametry godne swojej ceny.
Fizyczne przyciski wracają do łask
Jeśli czytaliście moje wcześniejsze testy VW, to wiecie, że dotykowe gładziki nie cieszyły się w nich zbytnim zrozumieniem. Były nieprecyzyjne i irytujące. I wiecie co? Volkswagen w nowym ID. Buzz na rok 2026 montuje fizyczne przyciski na kierownicy podobnie zresztą jak w całej gamie modelowej, bo ju nowe Polo, Golf, T-Roc mają je na pokładzie.
Niestety, Niemcy nie byliby sobą, gdyby nie zostawili nam jakiegoś "ale". Pod ekranem głównym wciąż straszą dotykowe slidery do temperatury i głośności. Szkoda, że nie poszli torem zmian jak w ID. Cross.
Dobra wiadomość jest taka, że są teraz podświetlane (co wcale nie było oczywistością w pierwszej edycji), a sam system multimedialny to najnowszy Innovision. Działa szybciej, ma lepsze menu i własny sklep z aplikacjami, z którego możecie pobrać gry czy serwisy streamingowe, żeby nie nudzić się na ładowarce.
Volkswagen dołożył też kilka funkcji, których brakowało od początku. Po pierwsze: one-pedal driving. Teraz po odpuszczeniu nogi z gazu auto potrafi wyhamować do zera, odzyskując przy tym maksimum energii.
Po drugie: funkcja V2L (Vehicle-to-Load). Dzięki specjalnemu adapterowi możecie podłączyć do samochodu zewnętrzne urządzenia, np. rowery elektryczne czy kawiarkę na kempingu. ID. Buzz staje się więc gigantycznym powerbankiem na kołach.
Zaktualizowano też systemy bezpieczeństwa. Funkcja Connected Travel Assist rozpoznaje teraz sygnalizację świetlną, co jest kolejnym krokiem w stronę autonomiczności.
Europa świętuje, Ameryka musi obejść się smakiem
I tu dochodzimy do najciekawszego punktu tej historii. Choć Volkswagen to marka globalna, to nowości w ID. Buzz na rok 2026 trafią na razie wyłącznie do Europy i Wielkiej Brytanii. Stany Zjednoczone, które na ten model czekały, zostaną całkowicie pominięte w tym cyklu aktualizacji.
Amerykanie będą musieli poczekać prawdopodobnie do roku 2027, by dostać te "luksusy", które my będziemy mieli w salonach już tego lata.
Czy to wystarczy, żeby przekonać nieprzekonanych? Cena wciąż będzie grać tu główną rolę, ale poprawienie ergonomii i dodanie napędu 4Motion sprawia, że ID. Buzz przestaje być tylko ładnym gadżetem, a staje się realną alternatywą dla spalinowych busów klasy premium.
