Volkswagen, logo
Golf oraz T-Roc otrzymają napęd, na który klienci czekali od dekady Fot. Adam Nowiński / naTemat.pl

Przez lata patrzyliśmy, jak Toyota zgarnia pulę w segmencie "zwykłych" hybryd, podczas gdy Niemcy z Volkswagena uparcie promowali albo diesle, albo skomplikowane hybrydy typu plug-in. Teraz następuje zwrot akcji. Golf oraz T-Roc otrzymają napęd, na który klienci czekali od dekady.

REKLAMA

Volkswagen wchodzi do gry na własnych warunkach, odkurzając koncepcję, którą kiedyś testował w Jettcie, ale tym razem dopracował ją do perfekcji. Cel? Klasyczna hybryda (HEV), która nie wymaga kabli, gniazdek i szukania ładowarek pod blokiem, a w mieście ma palić tyle, co "nic".

Niemcy wyciągnęli wnioski i zrozumieli, że nie każdy chce elektryka i nie każdy ma gdzie ładować PHEV-a. Nowy układ to złoty środek, który ma sprawić, że niskie spalanie przestanie być domeną wyłącznie hybryd z Dalekiego Wschodu.

1.5 TSI evo2 i dwa silniki elektryczne

Co mamy pod maską? Zapomnijcie o małych, wysilonych jednostkach. Sercem systemu jest sprawdzony silnik 1.5 TSI evo2, który połączono z dwoma silnikami elektrycznymi: trakcyjnym oraz generatorem.

Do tego dochodzi akumulator NMC o pojemności 1,6 kWh umieszczony z tyłu, co pozwala zachować niezły rozkład masy.

Klienci dostaną wybór, który realnie ma sens: wersję o mocy 136 KM lub mocniejszy wariant oferujący 170 KM. Co ważne, napęd ten po Golfie i T-Rocu docelowo trafi do niemal każdego hitu grupy, od Skody Octavii i Audi A3, po Cuprę Leona i Volkswagena Tiguana.

System pracuje w trzech trybach, ale to, co dzieje się przy wyższych prędkościach, ucieszy fanów autostrad, bo do akcji wkracza skrzynia DSG.

  1. Tryb elektryczny (EV) – idealny do pełzania w korkach pod biurowcem na warszawskim Służewcu.
  2. Tryb szeregowy – silnik spalinowy robi za elektrownię, a koła napędza prąd.
  3. Tryb równoległy – przy wyższych prędkościach silnik 1.5 TSI bierze sprawy w swoje ręce, korzystając z dobrodziejstw dwusprzęgłowej przekładni.

To rozwiązanie eliminuje efekt "gumowego" przyspieszenia i sprawia, że nowa hybryda Volkswagena prowadzi się po prostu jak normalne auto spalinowe, tyle że znacznie oszczędniejsze.

Czytaj także:

Zapełnienie luki napędowej

Volkswagen musiał to zrobić. Luka między miękką hybrydą eTSI (która głównie wspomaga start-stop), a drogim i ciężkim Plug-inem była zbyt duża.

Nowy napęd hybrydowy ma wypełnić tę lukę i przyciągnąć tych, którzy boją się skomplikowania technicznego, a chcą mieć święty spokój i niskie rachunki na stacjach paliw.

Moim zdaniem, to może być najpopularniejszy napęd w Grupie VW w ciągu najbliższych trzech lat. Jest prosty w obsłudze ("lej i jedź"), oferuje trzy tryby jazdy (Eco, Comfort, Sport) i nie zmusza nas do zmiany nawyków.

Jeśli cena zostanie skalkulowana rozsądnie, to będzie to bardzo poważna oferta na rynku. W dobie nachalnej elektryfikacji, taki ruch Volkswagena to powiew normalności. "Hybryda bez kabli, ale z sensem", tak można podsumować to, co właśnie wjeżdża do Golfa i T-Roca.

Czekamy na pierwsze testy długodystansowe, bo jeśli realne spalanie w mieście spadnie w okolice 4 litrów, to będziemy mieli do czynienia z nowym królem segmentu.