Salon samochodowy
Tanio w salonach to już było. Nowy raport ABB pokazuje czarny scenariusz dla rynku Fot. Shutterstock

Pamiętacie te czasy, gdy solidne auto z salonu było w zasięgu przeciętnego Kowalskiego, a zapach nowości nie kojarzył się z kredytem na resztę życia? No to zapomnijcie. Jeśli wydawało wam się, że ceny samochodów osiągnęły już sufit, to najnowsze dane z rynku działają jak kubeł zimnej wody.

REKLAMA

Od kilku lat wizyta w salonie to dla wielu z nas trening silnej woli i odporności na stres. Kupujemy coraz droższe auta, a w zamian dostajemy plastiki, które trzeszczą pod palcami i systemy, które potrafią zirytować bardziej niż korek na Wisłostradzie.

Tymczasem raport ABB "Automotive Manufacturing Survey 2025" jasno pokazuje, że producenci na Starym Kontynencie mają teraz na głowie znacznie większe problemy niż nasze narzekania na wykończenie wnętrza.

Warunki do robienia biznesu w Europie stały się, delikatnie mówiąc, ekstremalne. Rosnące koszty energii, drożejące surowce i coraz wyższa presja płacowa sprawiają, że "made in Europe" zaczyna być luksusem, na który stać coraz mniej osób.

W dodatku czują na plecach oddech konkurencji ze Wschodu. Chińscy producenci nie bawią się w sentymenty, bo w samym 2024 roku sprzedali u nas dwa razy więcej aut niż rok wcześniej. Oni mają dotacje rządowe, tanią energię i rozmach, o którym Europa może dziś tylko pomarzyć.

Portfele Europejczyków na celowniku

Jeszcze dwa lata temu wszyscy baliśmy się, że braknie półprzewodników czy kabli z Ukrainy. Dziś te problemy wydają się niemal banalne w porównaniu z tym, co dzieje się z rachunkami za prąd w fabrykach.

Aż 46 proc. firm z branży motoryzacyjnej w Europie bije na alarm: koszty energii i materiałów to ich wróg numer jeden. Jeśli dodamy do tego cła i bariery handlowe, które dla ponad połowy badanych są powodem do bezsenności, obraz staje się jasny.

Producent ma tak naprawdę dwa wyjścia: albo weźmie to na klatę i obniży swoją marżę (mało realne), albo przerzuci koszty na nas. Ale jest jeden haczyk.

Konsumenci już teraz głosują portfelami. Szukamy tańszych alternatyw, bo magia znaczka na masce powoli przestaje działać, gdy rata leasingu zaczyna zjadać połowę pensji.

Czytaj także:

To dlatego dla decydentów w branży automotive optymalizacja kosztów będzie absolutnym priorytetem przez najbliższe pięć lat. Pytanie tylko, czy ta optymalizacja nie odbije się jeszcze mocniej na jakości tego, czym jeździmy na co dzień.

Robot zamiast pracownika? To już się dzieje

Ratunkiem dla europejskich marek ma być technologiczna rewolucja. Skoro praca człowieka jest droga, a energia kosztuje krocie, fabryki muszą stać się jeszcze bardziej cyfrowe. Nie chodzi już tylko o proste roboty na linii montażowej. Teraz do gry wchodzi sztuczna inteligencja i cyfrowe bliźniaki.

Większość firm planuje potężne inwestycje:

  • 86 proc. badanych stawia na AI, by lepiej zarządzać produkcją,
  • 65 proc. inwestuje w autonomiczne roboty mobilne,
  • 80 proc. chce używać oprogramowania symulacyjnego, żeby nie marnować surowców.
  • To brzmi imponująco, ale spójrzmy na liczby z Azji. Tam nakłady na AI planuje zwiększyć 93 proc. firm. Europa goni, ale konkurencja nie stoi w miejscu, tylko ucieka do przodu z prędkością bolidu F1.

    Nie ma co się łudzić, taniej już było. Bariery handlowe, wahania cen surowców i polityczna niepewność to koktajl, który zawsze kończy się podwyżkami w cennikach. Jeśli europejskie marki nie znajdą sposobu na to, by produkować efektywniej, będziemy skazani na wybór: albo bardzo droga Europa, albo coraz odważniejsze Chiny.