"Złote tablice z kosmosu" i Prasłowianie. Tak powstały Wedy Aryjskie
"Złote tablice z kosmosu" i Prasłowianie. Tak powstały Wedy Aryjskie fot. naTemat

Wedy Słowiańsko-Aryjskie brzmią jak scenariusz serialu science fiction. Kosmiczna katastrofa, kolonizacja Ziemi, pradawna rasa i tajemna wiedza zapisana na złotych tablicach. Tyle że za tą opowieścią kryje się historia znacznie mroczniejsza niż internetowa fantazja. Zobacz najnowsze śledztwo "Biura Tajemnic".

REKLAMA

Na pierwszy rzut oka to kolejna opowieść z pogranicza alternatywnej historii i starożytnych kosmitów. Przodkowie Słowian mieli przybyć na Ziemię z odległych układów gwiezdnych, założyć cywilizację na północnym kontynencie, przetrwać globalne kataklizmy i zostawić po sobie wiedzę starszą niż znana historia ludzkości.

W najnowszym odcinku "Biura Tajemnic" Bartosz Migas bierze jednak tę narrację pod lupę i pokazuje, że za atrakcyjnym mitem o "zakazanej historii Słowian" stoi nie archeologia, lecz fałszerstwo, sekciarska ideologia i skrajnie niebezpieczne środowisko.

Złote tablice, których nikt nie widział

Według zwolenników Wedy Słowiańsko-Aryjskie miały być starożytnym przekazem zapisanym na złotych płytach. Zawierać miały wiedzę o kosmosie, historii ludzkości, dawnych katastrofach, bogach odwiedzających Ziemię i rzekomej roli "Białej Rasy" w kolonizacji planety.

Problem w tym, że nie istnieje żaden wiarygodny dowód na istnienie tych tablic. Cała historia prowadzi do jednej postaci: Aleksandra Chiniewicza, rosyjskiego ezoteryka z Omska, który w latach 90. zbudował wokół siebie ruch neopogański i ogłosił się depozytariuszem pradawnej wiedzy.

Kiedy zaczęto domagać się dowodów, Chiniewicz pokazał zdjęcie rzekomych złotych tablic. Jak wskazuje "Biuro Tajemnic", nie były to jednak żadne Słowiańsko-Aryjskie Wedy, lecz znane artefakty etruskie. Innymi słowy: zamiast dowodu pojawiła się manipulacja.

Od ezoteryki do ekstremizmu

Najmocniejsza część odcinka nie dotyczy jednak samej fantastycznej treści Wed, lecz środowiska, które je wypromowało. Chiniewicz zaczynał od hipnozy, parapsychologii, masowych seansów uzdrawiania i wypraw w poszukiwaniu UFO. Później stworzył w Omsku Kościół Inglistyczny, głoszący rzekomą "pierwotną religię" przywiezioną z kosmosu przez Aryjczyków.

Ruch miał silny nacjonalistyczny charakter. W jego symbolice pojawiały się swastyki, a w ideologii kult "aryjskich" przodków. Rosyjskie sądy uznawały struktury Inglistów za ekstremistyczne, a same Wedy trafiły na listę literatury ekstremistycznej.

To ważny moment w materiale Migasa: pokazuje on, że internetowa "ciekawostka" nie jest niewinną zabawą w alternatywną historię. To mitologia, która może służyć do budowania poczucia wyższości, radykalizacji i odklejenia od faktów.

Dlaczego to nadal działa?

Bo opowieść jest nośna. Daje prostą odpowiedź na kompleksy: Słowianie nie byli "milczący" w historii, tylko ich wielkość miała zostać ukryta. Chrześcijaństwo, Zachód, Rzymianie, wrogowie narodu – wszyscy mieli rzekomo wymazać prawdę.

"Biuro Tajemnic" pokazuje, że właśnie w tej luce wyrastają Wielka Lechia, Tartaria i kosmiczne Wedy. To narracje atrakcyjne, bo oferują emocje, spisek i poczucie wyjątkowości. Ale gdy sprawdzić źródła, zostają plagiaty, fałszywe zdjęcia i ideologia sekty.

To odcinek potrzebny szczególnie dziś, gdy podobne teorie krążą w polskim internecie jako "ukryta wiedza". Bartosz Migas przypomina, że za efektowną opowieścią o złotych tablicach i kosmicznych Słowianach może stać coś znacznie bardziej przyziemnego. Cynizm, manipulacja i bardzo niebezpieczna ideologia.