
Rolls-Royce świętuje właśnie 10-lecie linii Black Badge. Z tej okazji trójka polskich dziennikarzy mogła przetestować trzy najnowsze modele tej "mrocznej" serii na trasie Warszawa-Ryga. Ja "dostałem" Cullinana II BB i powiem wam szczerze, że mógłbym być szoferem jakiegoś bogacza, gdybym mógł jeździć taką furą.
Zrobienie 800 kilometrów za jednym zamachem to zazwyczaj gwarancja tego, że po wyjściu z auta będziecie szukać numeru do dobrego fizjoterapeuty. Nawet w niezłych autach premium po kilku godzinach w trasie człowiek ma po prostu dość.
Ale wiecie co? Wyjechałem z Warszawy o 9:00, na strzała pokonałem wspomniany dystans, wysiadłem pod łotewskim hotelem, przeciągnąłem się i stwierdziłem, że w sumie mógłbym jechać dalej.
Zrobiłem tę trasę nowym Rolls-Roycem Cullinanem Serii II w absolutnie mrocznej, bezkompromisowej wersji Black Badge. I powiem wam szczerze: to auto całkowicie psuje system oceniania motoryzacji.
No i moja rola byłe też nietypowa, bo w takim samochodzie podróżuje się kilkanaście kilometrów spod hotelu do mariny na jacht lub na lotnisko do prywatnego odrzutowca. A z przodu to siedzi tylko szofer.
No dobra, są wyjątki i jest tez wielu posiadaczy R-R, którzy sami prowadzą swoje cacuszka. Więc ja jako taki szofer ruszyłem w drogę i boy oh boy co to była za podróż!
Mroczne alter ego dla buntowników (z grubym portfelem)
Zanim przejdziemy do tego, jak to brytyjskie monstrum połyka kilometry, musimy ustalić jedną rzecz. Black Badge to nie jest po prostu "pakiet czarnych listewek". To transformacyjne alter ego marki, odpowiedź na potrzeby nowej generacji przedsiębiorców, którzy odnieśli sukces w młodym wieku i chcą wyrazić swój bunt.
Duch tego mrocznego wcielenia wywodzi się jeszcze z 1964 roku, od słynnego, całkowicie czarnego Phantoma V należącego do Johna Lennona. Muzyk zażyczył sobie wtedy, by nawet elementy zazwyczaj chromowane były czarne, a w aucie zamontowano przyciemniane szyby "na wypadek, gdybyś wracał do domu w świetle dziennym, w samochodzie nadal jest ciemno".
Dzisiaj tę ideę kontynuuje nowy Black Badge Cullinan Serii II. Egzemplarz, który dostałem do testu, to istny manifest. Z zewnątrz pokryto go lakierem Dark Emerald, przełamanym kontrastującą, ręcznie malowaną linią Coachline w kolorze Forge Yellow. No baaaajka!
Słynna figurka Spirit of Ecstasy oraz kratka grilla zostały wykończone w mrocznej czerni. Auto stoi na monstrualnych, 23-calowych felgach (to nowość w Black Badge!), których skomplikowany wzór zdradza obecność zacisków hamulcowych, oczywiście w barwach Forge Yellow.
Auto waży na pusto gargantuiczne 2734 kg (czego kompletnie nie czuć w trasie, co jest momentami zgubne), a jego długość to ponad 5,3 metra. Na ulicach Warszawy, a potem na bałtyckich trasach, po prostu włada przestrzenią.
600 koni i magia ukryta w przycisku "Low"
Pod maską pracuje potężny, podwójnie doładowany silnik V12 o pojemności 6.75 litra. Generuje 600 koni mechanicznych i 900 Nm momentu obrotowego. Kiedy wciśniecie gaz do dechy, ta ważąca prawie trzy tony rezydencja na kołach katapultuje się do setki w 5,2 sekundy. Totalny kosmos.
Gdyby nie to fantastyczne wyciszenie środka, z czego znany jest Rolls-Royce, to cieszylibyście się tą symfonią tłoków w pełni. A tak macie do czynienia tylko z delikatnymi pomrukami.
Średnie spalanie? Producent podaje 16,0-16,8 l/100 km, ale wierzcie mi, że właściciele tego wozu rzadko patrzą na ceny na dystrybutorach. W sumie ja też nie patrzyłem na to i na polskich "eskach" przebijałem 17 litrów.
Kluczem do zabawy z Black Badge jest niepozorny przycisk "Low" umieszczony na dźwigni zmiany kierunków jazdy. Gdy go klikniecie, odblokowują się głębokie rezerwy mocy tego auta.
Reakcja na gaz staje się natychmiastowa, układ wydechowy zmienia ton na bardziej donośny, a całe 900 Nm dostajecie do dyspozycji już od 1700 obrotów. Zmiany biegów w 8-stopniowym automacie ZF stają się szybsze o 50 proc., a skok pedału hamulca zostaje skrócony. Wyprzedzanie tirów na trasie do Rygi to w tym aucie kwestia mrugnięcia okiem.
A najlepsze jest to, że mimo tych wszystkich sportowych akcentów, Cullinan Serii II nie traci nic ze swojej słynnej jazdy na "magicznym dywanie". Niezależnie od jakości asfaltu na Litwie czy Łotwie, zawieszenie pneumatyczne bezbłędnie izoluje od świata zewnętrznego.
Salon, z którego nie chce się wychodzić
To właśnie wnętrze jest prawdziwym powodem, dla którego po 800 kilometrach z Warszawy do Rygi wysiadłem rześki i zrelaksowany. Konfiguracja "mojego" Cullinana to układ Immersive Seating z konsolą centralną. Fotele (zarówno przednie, jak i tylne) były wentylowane i oferowały masaż, a przed pasażerem zamontowano podgrzewane podłokietniki.
Kabina to estetyczny kosmos w barwach Black i Forge Yellow, wykończona zaawansowanym technologicznie materiałem Technical Carbon, dającym efekt trójwymiarowości.
W Serii II wprowadzono nowe, totalnie odjechane techniki rzemieślnicze. Gdybym miał zamówić to auto z innym obiciem, mógłbym wybrać materiał Duality Twill (wykonany z bambusa), którego uszycie pochłania 2,2 miliona ściegów i 11 mil nici. 11 mil! Czaicie to?
Można też zdecydować się na technikę Placed Perforation, czyli wasz fotel staje się płótnem, w którym wykonuje się aż 107 tysięcy pojedynczych dziurek układających się we wzór inspirowany chmurami nad fabryką w Goodwood.
Nad cyfrowym światem panuje teraz nowy system operacyjny SPIRIT, który znam już z modelu Spectre, a przed fotelem pasażera znajduje się też nowość, Clock Cabinet, czyli witryna z analogowym zegarkiem oraz... zminiaturyzowaną, podświetlaną figurką Spirit of Ecstasy wykonaną ze stali nierdzewnej. Mały detal, a cieszy.
Przez całą drogę do Rygi towarzyszył mi system Rolls-Royce Bespoke Audio (18 głośników, 1400 watów mocy). Inżynierowie użyli wnęk w aluminiowych progach jako komór rezonansowych, przez co całe auto staje się jednym wielkim subwooferem.
Jedynym minusem, jaki wyłapałem, to zbyt mały ekran centralny. Tak, wiem, Rolls-Royce to luksusowe, tradycyjne dzieło sztuki, które do Spectra nie miało cyfrowych zegarów i broni się przed technologiami rękami i nogami. Ale z perspektywy kierowcy, który jeździł setkami aut, które dosięgła tabletoza, jeden mały ekran, na którym można ustawić albo nawigację, albo zmienić muzykę, ale nie obie rzeczy jednocześnie, było trochę uciążliwe. Może wystarczyłaby jakaś zmiana w sofcie?
Czy Cullinan II Black Badge ma sens?
Dla motoentuzjasty oczywiście, że tak, ale z punktu widzenia zwykłego śmiertelnika to abstrakcja. Z punktu widzenia kogoś, kto oczekuje superluksusu w buntowniczym, mrocznym wydaniu i chce przejechać pół Europy w absolutnej ciszy i komforcie, a już w ogóle jadąc na tylnym siedzeniu, nie ma na rynku nic lepszego.
Alter ego Rolls-Royce'a dojrzewało przez 10 lat, a Seria II Cullinana to dowód, że w Goodwood wciąż wiedzą, jak przesuwać granice. Bo w sumie po kawie na łotewskiej starówce potem w sumie mogłem... wrócić do Warszawy, bo to auto nie męczy, to auto pozwala podróżować.
