Mercedes-AMG GT 4-drzwiowe Coupé
Nowy Mercedes-AMG GT to istny paradoks Fot. Materiały prasowe Mercedes-Benz

W Stanach Zjednoczonych Mercedes zaprezentował swoje nowe cudeńko, czyli Mercedesa-AMG GT 4-drzwiowe Coupé. Nowy elektryk ze stajni z Affalterbach skupia w sobie całe dobro inżynieryjne koncernu, nie tylko z produkcji samochodów, ale także z F1.

REKLAMA

Kiedy usłyszałem, że inżynierowie z Affalterbach biorą się za pełnoprawnego elektryka, miałem mieszane uczucia. Wszyscy wiemy, jak często kończą się takie eksperymenty, bo przecież zazwyczaj dostajemy do bólu nudne wozidła bez krztyny duszy.

Jednak nowy Mercedes-AMG GT 4-drzwiowe Coupé, kompletnie zburzył mój motoryzacyjny światopogląd. Niemcy postanowili wziąć wszystko to, co kochaliśmy w spalinowych potworach, i bezczelnie przeszczepić to do auta na prąd. I wiecie co, to cholernie dobrze im wyszło.

logo

Prawie 1200 koni pod maską i silniki wielkości naleśnika

Tutaj absolutnie nie ma miejsca na kompromisy czy ekologiczne wymówki. Sercem tego potwora nie są zwykłe jednostki z ugrzecznionych aut miejskich, ale innowacyjne silniki o strumieniu osiowym.

Brzmi to trochę jak termin z podręcznika fizyki kwantowej, ale w praktyce oznacza to sprzęt rodem prosto z "królowej motorsportu", czyli Formuły 1. Te małe, płaskie motory potrafią zdziałać cuda.

logo

Topowy wariant, w katalogach znany jako Mercedes-AMG GT 63 4-drzwiowe Coupé 4MATIC+, generuje wręcz absurdalne 1169 KM. Pierwsza setka pojawia się na cyfrowych zegarach po zaledwie 2,1 sekundy.

Kiedy wciśniesz ped@ł przyspieszenia do samej dechy, twoje narządy wewnętrzne dosłownie, a nie w przenośni, zmieniają swoje położenie. To są osiągi do niedawna zarezerwowane wyłącznie dla hiperaut wycenianych na kilka milionów dolarów.

logo

Koniec z godzinnym sterczeniem pod ładowarką i prawdziwa profanacja V8

Największy problem, jaki mają na co dzień luksusowe samochody na prąd, to oczywiście długie postoje w trasie. Zazwyczaj tracimy cenny czas przy słupkach, ale w tym przypadku Mercedes zagrał va banque. Zastosowano tu 800-woltową architekturę oraz innowacyjny system chłodzenia baterii specjalnym płynem.

logo

Dzięki temu szybkie ładowanie elektryka zyskuje tutaj zupełnie nowe znaczenie. Wyobraźcie sobie, że podjeżdżacie pod ultraszybką ładowarkę, wpinacie kabel, a po zaledwie dziesięciu minutach macie z powrotem 460 kilometrów zasięgu. Tak, dobrze czytacie.

Bateria przyjmuje moc przekraczającą 600 kW (na odpowiednio szybkiej ładowarce), co sprawia, że realny zasięg elektrycznego AMG na autostradzie przestaje spędzać sen z powiek. Zrobicie krótką przerwę na toaletę, odpowiecie na dwa maile i trzeba wracać za kółko, bo auto jest już gotowe do dalszej jazdy.

logo
  • logo
  • logo
  • logo
  • logo
logo

Szkoda tylko, że w Polsce nie ma jeszcze takich ładowarek. Ale w sumie już nie długo, bo BYD zapowiedziało, że do końca tego roku zamonkuje ich kilkanaście w kraju nad Wisłą.

No i dochodzimy w tym miejscu do punktu, który prawdopodobnie wywoła największą burzę w komentarzach i na forach. Brak soczystego warkotu, tak charakterystycznego dla starych i dobrych widlastych ósemek, to dla wielu fanów motoryzacji wada nie do przeskoczenia. Ale Mercedes znalazł na to sposób i dorzucił na pokład tryb AMGFORCE S+.

Włączacie go, a wasze sportowe auto z napędem elektrycznym ma "bulgotać", trząść się przy ruszaniu z systemem Launch Control i wydawać z siebie dźwięki przypominające spalinowe klasyki tej marki. Żeby tego było mało, oprogramowanie bezczelnie symulować ma szarpnięcia przy zmianach nieistniejących przecież biegów, a grafiki na ekranach naśladować obrotomierz skaczący pod czerwone pole.

Czyste szaleństwo, powiecie. Jasne, to oszustwo, ale takich jest już trochę na rynku. Zobaczymy, jak będzie się to sprawdzało podczas jazdy i jak Mercedes poradził sobie z "udawaniem" spalinówki.

Przeczy prawom grawitacji

Prawa fizyki są nieubłagane i nie oszukujmy się, baterie pod podłogą swoje ważą. Zapanowanie nad taką masą przy prędkościach rzędu 300 km/h wymagało kosmicznej inżynierii.

Niemcy wpakowali do podwozia pneumatyczne zawieszenie AMG ACTIVE RIDE CONTROL, w którym, co niezwykle ciekawe, całkowicie zrezygnowano z tradycyjnych stabilizatorów. Ich pracę przejęła zaawansowana hydraulika.

Dzięki temu ten wyczynowy samochód z Affalterbach w zakrętach ma być sztywny jak stół operacyjny i nie wychylać się nawet na milimetr, a podczas spokojnej jazdy autostradą wybierać nierówności jak klasyczna, komfortowa limuzyna.

Dołóżmy do tego aktywną aerodynamikę, w tym ukryte w podwoziu klapy wywołujące zjawisko Venturiego oraz potężny tylny dyfuzor, i otrzymujemy przepis na precyzyjne narzędzie torowe.

Czy to wciąż pełnoprawne AMG?

Powiem wam zupełnie szczerze, że ta maszyna mnie trochę przeraża, ale w ten fascynujący, uzależniający sposób. To na pewno nie jest kolejny, do bólu zwykły komputer na kołach z dużym tabletem w środku.

Nowy Mercedes-AMG GT to potężna demonstracja siły i jawny pokaz tego, że w erze wtyczek też można robić auta z pazurem. Oczywiście cena nowego Mercedesa AMG nie jest jeszcze do końca znana i na sto procent zwali nas z nóg, ale jeśli kogoś na to stać, dostanie zabawkę, która pod światłami zniszczy psychikę kierowców najgłośniejszych superaut.