
Zawsze chciałem wybrać się kamperem do Włoch. Chodziło to za mną od paru lat i w końcu marzenie to się ziściło wraz z testem Vokswagena Grand Californii 683. Tak jest, tego przedłużanego kolosa, który w Italii stał się prawdziwym domem dla mnie i mojej żony. Zrobiliśmy nim łącznie 3800 km i czujemy niedosyt, bo tak się dobrze w nim żyje i podróżuje.
Plan na Włochy był prosty: najpierw kierunek Wrocław i dalej A4 oraz granica, potem niemieckimi autobahnami do Hof i dalej na południe obok Monachium, aż do Austrii. Ten kraj najkrócej nam towarzyszył, ale był za to napakowany wrażeniami, bo podróż przez Alpy oraz przejazd przez Europa Bruecke w kierunku Włoch był niezapomnianym przeżyciem.
Naszym pierwszym przystankiem we Włoszech było jezioro Garda, a konkretnie jego północna część. Tam kilka dni spędziliśmy na kempingu. Potem jadąc wzdłuż jeziora (mega sprawa!) przenieśliśmy się na południowo-wschodni skraj Ligurii, do Tellaro, urokliwej małej miejscowości nad morzem Liguryjskim. Tam również kilka dni nocowaliśmy na kempingu na zboczu góry.
Liguria tak przypadła nam do gustu, że postanowiliśmy przejechać się wybrzeżem na jej drugi kraniec w okolice San Remo i tam też nocowaliśmy kilka dni nad morzem.
Z kolei droga powrotna to podróż przez całe północne Włochy do granicy z Austrią, potem przez górskie, alpejskie doliny Austrii do Wiednia i dalej do Czech obok Brna, przez Ostrawę do Polski. Łącznie prawie 3900 km.
Nasz kompan na tę podróż? Volkswagen Grand California 683. Wielki, luksusowy dom na kołach, który na włoskich, stromych, ciasnych drogach potrafił przyprawić o szybsze bicie serca, ale zawsze dawał sobie radę, a na kempingu wynagradzał wszystko z nawiązką.
Kolos na autostradzie, czyli jak jeździ Grand California
Nie oszukujmy się, manewrowanie autem, którego długość to 6836 mm, a wysokość wynosi 2839 mm, wymaga przyzwyczajenia. To nie jest zwinny hatchback.
Ale, ale! Nie myślcie sobie też, że to żmudny proces. Absolutnie nie. Już po godzince jazdy możecie w pełni przyzwyczaić się do gabarytów 683 i jego możliwości. Normalnie masa całkowita tego pojazdu to ponad 3,5 tony, więc wymaga do prowadzenia prawa jazdy kategorii C.
Ale zmyślni ludzie z Volkswagena Samochodów Dostawczych tak skonfigurowali auto (m.in. pozbawiając go jednego pasa, przez co homologacja była na 3 osoby, górnego rozkładanego łózka, markizy i kilku dodatków, przez co zmieściliśmy się w limicie kat. B).
Tak czy inaczej rozmiary i wagę tego auta czuć, zwłaszcza przy wiekszych prędkościach oraz przy większych porywach wiatru (przejazd przez Europa Bruecke nad ogromną doliną, przez którą hulał silny wiatr był bardzo intensywny, nawet jesli jechało się 40-50 km/h). Trzeba po prostu mieć to na uwadze. Tak samo jak dłuższą drogę hamowania, dlatego zawsze musicie utrzymywać większy dystans od olejnego pojazdu na drodze.
Ale żeby nie było, Grand California 683 to mocarna maszyna. Pod maską mojego egzemplarza pracował sprawdzony silnik 2.0 TDI. Moc na poziomie 120 kW (dostępna przy 3600 obr/min) oraz maksymalny moment obrotowy wynoszący 410 Nm sprawiały, że to auto naprawdę dawało radę, mimo swoich gabarytów.
Napęd przekazywany jest na przednią oś za pośrednictwem gładko działającej, 8-biegowej automatycznej skrzyni biegów. Producent podaje, że prędkość maksymalna wynosi 161 km/h, ale umówmy się, karawaning to nie wyścigi a ja naprawdę nie przekraczałem 120 km/h.
No i kluczowe, czyli spalanie. Pewnie myślicie, że na stacjach benzynowych zostawiłem majątek. W końcu kryzys w związku z Iranem wpłynał na ceny paliw, szczególnie na Zachodzie. No i tak, rzeczywiście, zarówno w Niemczech, Austrii jak i we Włoszech diesel kosztował powyżej 2 euro za litr, czyli jakieś 8,5 zł.
Dlatego cieszyłem się, że nasza 683tka tak mało pali. Średnia z całego wyjazdu wyniosła śmieszne jak na wagę i gabaryty tego kolosa 9,5 litra na 100 km przy średniej predkości 85 km/h. To naprawdę świetny wynik.
No i najlepsze funkcje na długich i męczących odcinkach autostradowych? Po pierwsze aktywny tempomat ACC stop & go z systemami Travel Assist i Lane Assist, który sprawia, że połykanie kolejnych setek kilometrów to czysta przyjemność.
A kiedy na wiaduktach w Austrii wiało tak, że urywało głowę, nieoceniony (czyli po drugie) okazał się Cross Wind Assist, czyli asystent bocznego wiatru. Serio, bez tego ani rusz i warto za te dwie funkcje dopłacić.
Salon, sypialnia i łazienka, czyli wszystko pod ręką
Po dotarciu na włoski kemping, ten wielki van (w gustownym kolorze Oyster Silver Metallic) staje się luksusowym apartamentem. Wyposażenie kampera to w tym przypadku klasa premium.
Zaledwie w kilka chwil można wyciągnąć 2 składane krzesła turystyczne i stół kempingowy, które są sprytnie umieszczone w tylnych drzwiach, choć warto zaznaczyć, że nie są one wyposażeniem standardowym. Szkoda, że ten model nie miał markizy, bo nad gardą przelotnie padało i niestety nie mogliśmy trzymać np. naszych butów na zewnątrz kampera.
Wnętrze oferuje wszystko, co niezbędne. Fotele kierowcy i pasażera są obrotowe, co błyskawicznie powiększa przestrzeń dzienną. Do dyspozycji jest pojemna lodówka, dwupalnikowa kuchenka gazowa oraz zlew.
Do tego funkcjonalna łazienka z umywalką i prysznicem oraz szafkami, a w części sypialnej mnóstwo szafek, szafa oraz pełnowymiarowe, ogromne i mega wygodne łóżko. Naprawdę najpierw byliśmy w szoku, ile rzeczy zmieściło się do kampera, a potem, po pierwszej nocy, jak dobrze spało nam się na tym materacu.
Za komfort termiczny i to niezależnie od pory roku odpowiada genialny układ ogrzewania powietrznego Truma C6E 6kW z bojlerem ciepłej wody (pojemność 10 l), zasilany gazem lub prądem 230V. W naszym modelu zrezygnowano z montażu klimatyzacji postojowej, ale nam to nie przeszkadzało, bo mieliśmy znośne temperatury, a do tego każde z okien było uchylne i miało wbudowaną zasuwaną moskitierę.
Muszę też wspomnieć jeszcze o pewnym "drobnym" detalu, który w praktyce robi gigantyczną różnicę. Grand California 683 jest wyposażona w system wentylacji ssącej SOG do toalety chemicznej, posiadający filtr węglowy. Każdy, kto choć raz spędził urlop w kamperze, wie, jak nieoceniony jest to dodatek.
Na pokładzie nie zabrakło też nowoczesnych multimediów. Systemem infotainment steruje się przez 10,4-calowy dotykowy wyświetlacz kolorowy, a smartfona łatwo połączymy bezprzewodowo dzięki funkcji App-connect obsługującej Apple CarPlay oraz Android Auto.
Jak GC 683 sprawdziła się w boju?
Gdybym miał odpowiedzieć w dwóch słowach, powiedziałbym, że zaskakująco dobrze. Jeszcze przed wyjazdem sprawdzałem wszystkie trasy i weryfikowałem, czy droga nie będzie za wąska, czy na tym łuku auto "złamie się" bez problemu. Mimo przygotowań życie miało inny scenariusz, niektóre trasy musieliśmy zmienić i iść na żywioł. I... było świetnie!
Nawet gdy musieliśmy wdrapać się na wzgórze na kempingu nad morzem i potem manewrować tym kolosem w ciasnych uliczkach dojazdowych, żeby ustawić się skośnie na parceli, to nadal auto dało radę, nie zawiodło, nie zgasło, a kamery oraz czujniki (i pomoc mojej kochanej żony) pomogły w manewrowaniu.
I niesamowite jest to, że tak naprawdę "rozłożenie się" na kempingu tym autem zajmuje chwilę, bo wystarczy wyciągnąć najazdy i jeśli potrzeba wypoziomować z którejś strony auto, to dosłownie 2 minuty roboty, no i podłączyć je do prądu. Reszta to włączenie trybu kempingowego, ogrzewania, oraz rozkręcenie butli z gazem, ale to wszystko to też moment.
Ile to wszystko kosztuje?
Teraz przejdźmy do konkretów, bo to zawsze najbardziej elektryzuje w komentarzach. Cena Volkswagena Grand California nie należy do najniższych, ale z drugiej strony, kupujemy gotowy dom na kołach z gwarancją producenta.
Cena bazowa testowanego modelu wynosi 431 tysięcy złotych, z czego około 30 tysięcy to cena samych dodatków.
No i teraz pytanie: czy nowy Volkswagen Grand California 683 jest wart swojej ceny? Po tych prawie 3900 kilometrów mogę śmiało powiedzieć, że jeśli ktoś kocha niezależność, ma odpowiednio zasobny portfel i nie przerażają go gabaryty przy parkowaniu, to ten wóz jest spełnieniem marzeń.
Ja wiem jedno: czuję niedosyt, mało mi, chciałbym więcej czasu spędzić za kołkiem tej maszyny móc mieszkać tam, gdzie się zatrzymam. Do karawaningu w takim wydaniu przekonałem się w stu procentach.
