
Za nami gala rozdania Fryderyków. Ponownie okazało się, że polskie nagrody muzyczne nic nie znaczą i trudno je traktować poważnie. Szczególnie jeżeli chodzi o muzykę gitarową. Zwycięzcami okazali się muzycy Comy, którzy nawet nie nagrali nowej płyty studyjnej.
Na gali Fryderyków nagrody przyznano w 14 kategoriach: pod lupę wzięto i pop, i hip-hop, i rock, a nawet metal. I właśnie wygrana w tej ostatniej kategorii budzi pusty śmiech.
Fryderyki są przyznawane od 1995 r. Pomysł był ciekawy: stworzyć odpowiednik Grammy. Problem w tym, że niemal od początku mało kto interesował się nagrodami. Poza samą branżą, a dokładniej: jej mainstreamową częścią. Jeżeli ktoś bowiem patrzy od lat na to, kto zostaje nominowany w poszczególnych kategoriach, widzi, że najczęściej to plebiscyt popularności, a nie rzetelna analiza twórczości artystów.
W tym roku nie było inaczej: gala była piękna, momentami żenująco polityczna (infantylne żarty z Jarosława Kaczyńskiego) i pokazała, którzy soliści i zespoły mają poparcie branży. Chyba najlepiej widać to w kategorii "Metal".
Fryderyki, czyli Coma z nagrodą... za metal. I to za album koncertowy
Zwycięzcami okazali się muzycy reaktywowanej Comy. Problem w tym, że zespół ostatni album studyjny nagrał w... 2019 roku. "Sen o 7 szklankach", bo o tej płycie mowa, zawierał covery. Ostatnie premierowe utwory grupy fani usłyszeli na "Metal Ballads vol. 1", które Piotr Rogucki z kolegami wydali jeszcze wcześniej, bo aż w 2017 roku.
Jak to więc możliwe, że ktoś przyznał Comie nagrodę? Wyróżniono bowiem "Coma Live at Pol'and'Rock Festival". To jednak, jak sugeruje tytuł, album koncertowy. Tak, Fryderyka przyznano za wydawnictwo, które było rejestracją występu grupy!
Zobacz także
Jak to możliwe? Pomińmy już to, że Coma to nie metal, a rock.
Czy konkurencja była tak słaba, że zespół dodano do zestawienia na siłę, żeby jakoś ratować kategorię? Nie! Nominowany był też Behemoth z albumem "The Shit Ov God", ojcowie polskiego stoner rocka z Corruption ("Tequila Songs & Desert Winds"), Hostia z "Razorblade Psalm" i wreszcie Turbo z płytą "Blizny".
Konkurencja była naprawdę mocna. Behemoth, który wystąpi na tegorocznym Mystic Festival, wydał dobry krążek, wypełniony deathmetalowymi przebojami. Corruption podtrzymało poziom poprzednich wydawnictw, a Turbo pokazało, że nadal pozostaje jednym z najciekawszych polskich zespołów heavymetalowych. Hostia mogła zostać doceniona jako najmłodszy stażem zespół, który do tego także nagrał bardzo solidne wydawnictwo.
Fryderyki już się nie liczą
Wybór Comy pokazuje, że Fryderyki nie mają już żadnego znaczenia. Album koncertowy nie wnosi bowiem niczego nowego do twórczości zespołu.
Wybór głosujących wpisuje się jednak w szerszy trend. W 2025 r. Fryderyk trafił do rąk członków Behemotha. Problem w tym, że zespół zdobył statuetkę za... tak, także koncertowe wydawnictwo – "XXX Years Ov Blasphemy". W tym przypadku było nawet gorzej, gdyż chodziło o rejestrację "pandemicznego", internetowego występu grupy. Bez żywej publiczności.
Fryderyki są więc dziś bezsensowną nagrodą, która nie trafia do interesujących artystów, ale do dinozaurów sceny. Są jedynie dodatkiem do kampanii promocyjnych znanych, dużych zespołów. W takiej formule nie mają po prostu sensu, bo polska branża muzyczna zwyczajnie się kompromituje.
