zespół Coma na tle czerwonych płomieni
Coma nagra blackmetalową płytę? Fot. Instagram / Coma // Getty Images // montaż: naTemat

Coma otrzymała Fryderyka za swój album koncertowy. Do tego w kategorii "metal". Metalowcy są oburzeni, a internet kpi z jury, które ogłosiło tak dziwny werdykt. Sam zespół jednak pokazuje, jak wizerunkową wpadkę (do tego nie swoją) zamienić w sukces i uczy dystansu. Muzycy z przymrużeniem oka zapowiedzieli... blackmetalową płytę.

REKLAMA

Zacznijmy od przypomnienia, co dokładnie się stało: Coma otrzymała Fryderyka w kategorii "metal". Do tego za album koncertowy, gdyż ostatnie premierowe piosenki grupa opublikowała w 2019 roku. Choć też nie do końca, gdyż mowa o płycie "Sen o 7 szklankach", na której znalazły się covery. Jeżeli spojrzymy na to w ten sposób, to okaże się, że ostatnie "comowe" utwory fani mogli usłyszeć niemal dekadę temu na "Metal Ballads vol. 1".

Jak to więc możliwe, że zespół otrzymał nagrodę za najlepszą metalową płytę? Pomińmy już, że Coma gra tylko rocka, a nie metal. Do tego w tym roku nominowani byli też muzycy Behemotha (którzy za kilka dni zagrają na Mystic Festival 2026) z albumem "The Shit Ov God", Corruption z "Tequila Songs & Desert Winds", Hostia, która wydała "Razorblade Psalm", i wreszcie Turbo, które wróciło z płytą "Blizny". Było więc w czym wybierać.

Sami najbardziej zainteresowani byli rozbawieni tym, że wręczono im nagrodę. – Długie lata marzyliśmy o tym, żeby dołączyć do grona polskich zespołów metalowych. Nareszcie się to stało – żartował sobie z całej sytuacji wokalista Piotr Rogucki na poniedziałkowej gali Fryderyków 2026. – Zespół Corruption, Hostię, Turbo i Behemotha zapewniamy, że nagramy jakiś mocny kawałek – dodał.

Coma sama z siebie żartuje: zacznie grać black metal

I ostatni post w social mediach grupy sugeruje, że Roguc nie rzucał słów na wiatr. Zespół opublikował przerobione zdjęcie, na którym ukrywa swoje oblicza pod czarno-białym corpse paintingiem. W świecie metalu ma to znaczenie. "Już wiemy, w którym kierunku zmierza kolejna płyta! W końcu padła deklaracja ze sceny o mocniejszym graniu", czytamy w ironicznym wpisie, który rozbawił internautów. "Jest MOC!" – dodała prześmiewczo reaktywowana Coma.

Czym jest ów czarno-biały makijaż? Pierwsze skojarzenia mkną w stronę zespołu Kiss, ale chodzi o coś innego. W końcu Paul Stanley z kolegami nie grali aż tak mocno, by nazwać to metalem. Śpiewanie piosenek o rock'n'rollu i dziewczynach to żaden wyczyn.

Nie, Coma nawiązała tu raczej do wizerunku skandynawskich blackmetalowców. I to już nie przelewki!

Norweski black metal to bowiem taki gatunek muzyki, który brzmi, jakby ktoś nagrywał próbę zespołu w piwnicy podczas ostrej zamieci, korzystając z mikrofonu zrobionego z kalkulatora. Opiera się na gitarach brzmiących jak wściekły rój pszczół; wokalu, który – szczególnie w nocy, bo tylko wtedy słucha się black metalu – odstraszy największego twardziela; i perkusji przypominającej serię z karabinu maszynowego.

Do tego dużo świec i makijaż wyglądający jak efekt nieudanej zabawy z eyelinerem. Teksty często dotyczą zła, samotności i tego, jak to niefajnie żyje się w jednym z najzamożniejszych krajów na świecie: mrocznej Norwegii. Oj, coś nam mówi, że Coma i za rok wygra Fryderyka!