Kontrola drogowa, kobieta, USA
Absurd podczas kontroli. Dostała mandat za telefon w prawej ręce, chociaż... jej nie ma Zrzut ekranu z YouTube.com / CBS News

Historia, która właśnie obiegła amerykańskie media, przebija sufit drogowej groteski. Mieszkanka Florydy została zatrzymana przez patrol i dostała mandat za trzymanie telefonu w trakcie jazdy. Funkcjonariusz stwierdził, że miała urządzenie w prawej dłoni. Sęk w tym, że... ona tej dłoni fizycznie nie posiada.

REKLAMA

Korzystanie z telefonu za kierownicą to prawdziwa plaga, a walka z tym zjawiskiem jest jak najbardziej uzasadniona. Nikt o zdrowych zmysłach nie chce spotkać na swojej drodze kierowcy, który zamiast patrzeć na asfalt, akurat odpisuje na wiadomość.

Jednak to, co spotkało 36-letnią Kathleen Thomas z hrabstwa Palm Beach na Florydzie, to wręcz książkowy przykład tego, jak system potrafi się brutalnie zaciąć.

Kathleen to influencerka i sportsmenka. Magazyn "People" opisuje, że na co dzień udowadnia w sieci, iż życie z niepełnosprawnością nie musi oznaczać rezygnacji z pasji. W lutym tego roku została rutynowo zatrzymana przez lokalną drogówkę.

Funkcjonariusz podszedł do szyby i bez cienia wątpliwości oświadczył, że widział, jak kobieta prowadzi samochód, trzymając smartfona w "prawej ręce". W efekcie wystawił jej mandat na kwotę 116 dolarów za "korzystanie z urządzenia bezprzewodowego podczas jazdy".

"Przysięgnij na Boga". Ten dialog na pewno przejdzie do historii

Zapewne pomyślicie, że kobieta próbowała się gorączkowo tłumaczyć, pokazywać bilingi albo zapis z wideorejestratora. Nic z tych rzeczy. Kathleen zrobiła coś znacznie prostszego. Zaprezentowała policjantowi, że po prostu nie ma prawej ręki.

Czytaj także:

Jak relacjonowała kilka dni po incydencie w nagraniu na TikToku (które oczywiście błyskawicznie stało się viralem), na sugestię mundurowego o telefonie w prawej dłoni, odpowiedziała z uśmiechem: "Oczywiście, że nie". Po czym rzuciła z nadzieją na refleksję: "Może po prostu zakończmy na tym ten dzień?".

Jeśli myślicie, że to był moment opamiętania i przeprosin ze strony funkcjonariusza, to grubo się mylicie. Upierający się przy swoim policjant nakazał 36-latce "przysiąc na Boga" i... podnieść prawą rękę.

Kiedy zdezorientowana Kathleen uniosła kikut, amerykański stróż prawa bez mrugnięcia okiem wypalił: "Drugą rękę na Boga". To jedna z tych scen, w które trudno uwierzyć, dopóki nie usłyszy się jej od naocznego świadka.

Walka o sprawiedliwość i upragnione umorzenie kary

Zamiast potulnie zapłacić te nieszczęsne 116 dolarów dla świętego spokoju, Kathleen postanowiła walczyć o swoje. Mocno zachęcana przez internautów, złożyła oficjalne odwołanie od tej kuriozalnej kary, a kolejne etapy proceduralnej batalii skrupulatnie relacjonowała w mediach społecznościowych.

System sprawiedliwości bywa powolny, ale w końcu, 27 maja, tuż przed zaplanowaną rozprawą sądową, Kathleen podzieliła się na swoim Instagramie radosną nowiną. Nadgorliwy funkcjonariusz złożył wniosek o umorzenie sprawy. Oficjalny powód? Pospolity "brak dowodów".