kobieta z e-papierosem
Naukowcy apelują do Komisji Europejskiej o zmianę polityki tytoniowej Fot. Shutterstock

Bruksela szykuje rewolucję, która uderzy w miliony Europejczyków. W Komisji Europejskiej ważą się losy nowej polityki tytoniowej. Choć intencje brzmią szlachetnie, proponowane rozwiązania wywołały burzę w świecie nauki. Urzędnicy planują wrzucić do jednego worka tradycyjne papierosy oraz bezdymne alternatywy, takie jak e-papierosy czy podgrzewacze tytoniu. "To kluczowa naukowa różnica w tej debacie, która wydaje się być pomijana" – zwracają uwagę wybitni eksperci i badacze.

REKLAMA

Komisja Europejska przygotowuje rewizję unijnych przepisów dotyczących wyrobów tytoniowych. Strategia zakłada drastyczne zaostrzenie prawa i zrównanie pod względem regulacyjnym oraz podatkowym wszystkich produktów zawierających nikotynę. Dla urzędnika w Brukseli nie ma bowiem znaczenia, czy substancja trafia do płuc wraz z gęstym, pełnym ciał smolistych dymem, czy w postaci aerozolu z elektronicznego urządzenia.

Naukowcy mówią jednak stanowcze: "Sprawdzam" i apelują do KE w specjalnym liście. Podpisało go ponad 20 niezależnych ekspertów zdrowia publicznego i naukowców z czołowych europejskich ośrodków akademickich. Są wśród nich onkolodzy, pulmonolodzy, neurolodzy, epidemiolodzy, psychiatrzy i specjaliści od uzależnień. Adresatem listu są z kolei szefowa KE Ursula von der Leyen oraz komisarze.

Autorzy listu biją na alarm i starają się pokazać, że podejście KE do tematu nie ma żadnego poparcia w rzetelnych badaniach naukowych. "Żaden poważny naukowiec nie twierdzi, że e-papierosy, podgrzewacze tytoniu, saszetki nikotynowe, snus czy inne bezdymne produkty nikotynowe są całkowicie bezpieczne" – czytamy. Eksperci podkreślają, że są to produkty uzależniające, które bezwzględnie powinny być zakazane dla osób niepełnoletnich i poddawane ścisłej kontroli państw. Jednak stawianie między nimi a tradycyjnym papierosem znaku równości jest – zdaniem wybitnych uczonych – gigantycznym nadużyciem.

Zasadnicza różnica polega na procesie chemicznym. W klasycznym papierosie dochodzi do spalania tytoniu w temperaturze sięgającej kilkuset stopni Celsjusza. W tym procesie uwalnia się toksyczna chmura zawierająca tysiące substancji chemicznych, z których kilkadziesiąt ma udowodnione działanie rakotwórcze. To dym zabija, a nie sama nikotyna. W przypadku alternatyw bezdymnych zjawisko spalania zostało całkowicie wyeliminowane. Zastąpiono je podgrzewaniem, co drastycznie ogranicza ekspozycję użytkownika na substancje toksyczne.

Pytanie, którego Bruksela woli nie słyszeć

Światowi eksperci zdrowia publicznego zwracają uwagę, że Komisja Europejska zdaje się ignorować kluczowe pytanie, które pomoże zrozumieć temat: czy te produkty są mniej szkodliwe niż dalsze palenie papierosów? Dla milionów ludzi, którzy od lat bezskutecznie walczą z nałogiem i nie potrafią całkowicie zerwać z nikotyną, przejście na produkty bezdymne bywa jedyną szansą na ucieczkę przed rakiem płuc czy zawałem serca.

Autorzy listu wskazują, że o przeprowadzenie rzetelnej, porównawczej analizy naukowej prosił Komisję już sam Parlament Europejski w swojej rezolucji z 2022 roku. Eurodeputowani domagali się wówczas, aby unijna polityka zdrowotna opierała się na faktach, a nie na ideologicznych założeniach. Tymczasem obecne działania KE wyglądają tak, jakby wnioski parlamentarzystów trafiły głęboko do szuflady.

"Papierosy są wyjątkowo śmiercionośne właśnie dlatego, że spalają tytoń. To toksyczne produkty spalania – a nie sama nikotyna – odpowiadają za przytłaczającą większość przypadków nowotworów związanych z paleniem, chorób serca, płuc oraz przedwczesnych zgonów. To kluczowa naukowa różnica w tej debacie, która wydaje się być pomijana" – czytamy w liście ekspertów do KE.

Szwecja jako wzór, którego UE nie chce zauważyć

Naukowcy w swoich apelach do KE często powołują się na przykłady państw, które do tematu podeszły pragmatycznie. Najlepszym wzorem jest Szwecja. Kraj ten od lat prowadzi politykę redukcji szkód, wyraźnie rozróżniając ryzyko związane z tradycyjnym paleniem od alternatywnych form dostarczania nikotyny. Wyniki mówią same za siebie: Szwecja ma dziś najniższy wskaźnik zachorowalności na raka płuc w całej Unii Europejskiej i jest bliska, by stać się krajem całkowicie wolnym od dymu tytoniowego.

Zamiast czerpać z tych doświadczeń, Bruksela forsuje jednak strategię, która może przynieść skutki odwrotne do zamierzonych. Eksperci prognozują dwa scenariusze, z których oba są fatalne dla zdrowia publicznego. Po pierwsze, miliony Europejczyków mogą powrócić do palenia tradycyjnych papierosów. Po drugie, drastyczne ograniczenia legalnego rynku i nieproporcjonalne podatki błyskawicznie wygenerują gigantyczną szarą strefę. Nielegalne, niesprawdzone i produkowane w piwnicznych warunkach e-papierosy zaleją czarny rynek, stając się śmiertelnym zagrożeniem – zwłaszcza dla młodzieży.

Apel o rozsądek i proporcjonalne prawo

Warto podkreślić, że sygnatariusze listu nie domagają się wolnej amerykanki dla producentów e-papierosów. Wręcz przeciwnie – apelują o mądre, proporcjonalne regulacje. I wskazują, że nowoczesne prawo powinno precyzyjnie uderzać w problem używania tych produktów przez młodzież (np. poprzez zakaz sprzedaży nieletnim czy ograniczenia marketingowe), ale jednocześnie nie może odcinać dorosłych palaczy od alternatyw o niższym profilu ryzyka.

"W związku z tym apelujemy do Komisji o zapewnienie, że każda przyszła propozycja legislacyjna: porówna produkty nikotynowe niespalane z dalszym paleniem papierosów, a nie tylko z całkowitą abstynencją; odda rzeczywisty ciąg ryzyka między produktami, zamiast zakładać ich równość z papierosami; wyraźnie rozróżni szkodliwość spalania od skutków działania nikotyny; rozwiąże problem używania przez młodzież i ryzyko rynku nielegalnego poprzez proporcjonalną regulację, a nie fałszywe zrównanie; będzie się opierać na porównawczej analizie naukowej, o którą wyraźnie wnioskował Parlament Europejski".

Fragment listu naukowców do KE

Czy Komisja Europejska usłyszy głos rozsądku i ugnie się pod naporem twardych dowodów medycznych? Czas ucieka, a decyzje podjęte w zaciszu brukselskich gabinetów zdeterminują stan zdrowia przyszłych pokoleń Europejczyków.