Treat Williams i Marcia Cross w serialu "Everwood"
Serial "Everwood" podbija polskiego Netflixa. Widzowie tęsknią za dawną telewizją Fot. materiał prasowy

Do biblioteki Netflixa dołączył właśnie serial "Everwood", który po raz pierwszy emitowano w telewizji ponad 20 lat temu. Dramat obyczajowy momentalnie przykuł uwagę widzów i uplasował się wysoko w rankingu oglądalności. Odkopany przez giganta streamingu tytuł udowadnia, że publiczność tęskni za jedną rzeczą, z której w ostatnich latach zrezygnowała branża telewizyjna.

REKLAMA

Pamiętacie optymistyczne "Virgin River" sprzed siedmiu lat? Netflix postanowił zrobić niespodziankę miłośnikom podobnych obyczajówek, wrzucając do swojej oferty emitowany w latach 2002-2006 serial "Everwood", który koi nerwy nostalgią. Hit znanego hollywoodzkiego producenta Grega Berlantiego – twórcy "Ty" i nadchodzącej adaptacji live action "Scooby-Doo: Origins" – jest znakiem swoich czasów. Dziś takie produkcje rzadko kiedy powstają.

"Everwood" podbija Netflix. Dziś takich seriali raczej się nie robi

Owdowiały neurochirurg Andrew Brown wyprowadza się razem z rodziną z zakorkowanego, hałaśliwego Manhattanu i przenosi się do pozornie spokojnego miasteczka Everwood w stanie Kolorado. Lekarz ma problem z wpasowaniem się w lokalną społeczność, która nie chce u siebie kolejnego ważniaka z wielkiego miasta. Jego dzieci, Ephram i Delia, muszą zmierzyć się nie tylko z żałobą, ale i ze statusem "tych nowych" w szkole średniej. Serial "Everwood" śledzi perypetie Brownów, którzy po śmierci bliskiej osoby starają się otworzyć nowy rozdział w swoim życiu.

W dziele Berlantiego, które uchodzi za jedno z najważniejszych w jego długoletniej karierze, główną rolę zagrał Treat Williams, czyli George Berger z legendarnego musicalu "Hair" Miloša Formana. W obsadzie dramatu obyczajowego sprzed ponad dwóch dekad znaleźli się też: Gregory Smith ("Mali żołnierze"), Emily VanCamp ("Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów"), Vivien Cardone ("Piękny umysł"), Chris Pratt ("Strażnicy galaktyki"), Tom Amandes ("Ochroniarz Lincolna"), Anne Heche ("Donnie Brasco") oraz Marcia Cross ("Gotowe na wszystko").

Dalsza część artykułu poniżej.

"Everwood" znalazł się na czwartym miejscu rankingu popularności Netflix, pokazując, że widownia tęskni za dawną szkołą tworzenia seriali. Dramat Berlantiego rozbito na cztery sezony, które zamiast ośmiu odcinków – czyli współczesnych standardów – liczą ich ponad dwadzieścia. Zaletą dawnych produkcji było to, że tak łatwo nie zawodziły oczekiwań odbiorców, ich historia była bardziej rozbudowana i przede wszystkim dłuższa. Poza tym Polacy kochają, gdy akcja seriali rozgrywa się w sielskich miasteczkach – z dala od metropolii.

W agregatorze Rotten Tomatoes "Everwood" zyskało odznakę świeżego pomidora. Krytycy przyznali serialowi 93 proc. pozytywnych recenzji, zachwalając Treata Williamsa za rolę kochanego lekarza, którego niektórzy określają mianem przytulnego misia. "Tytuł unika przesadnie ckliwego melodramatu. W szczery i realistyczny sposób ukazuje emocje bohaterów" – napisał Philip Vukcevic z portalu IGN. "Podoba mi się, że Everwood nie boi się być zarówno słodki, jak i cierpki" – stwierdził Ken Tucker na łamach amerykańskiego magazynu "Entertainment Weekly".

"Everwood" dołącza tym samym do grona takich powrotów jak kultowe seriale kryminalne, które dawniej oglądaliśmy w telewizji, a dziś znów podbijają streaming.