
Jak podał podcaster Borys Nieśpielak, którego przecieki dotyczące uniwersum wcześniej już się sprawdzały, powstanie nowy, kinowy film o Wiedźminie. Pytanie, czy taka produkcja ma sens.
Geralt z Rivii zdecydowanie nie ma szczęścia do ekranizacji. Czy teraz będzie inaczej? I czy film faktycznie powstanie?
"Wiedźmin" powróci do kin?
Borys Nieśpielak, youtuber i współprowadzący podcastu Rock i Borys, napisał zastanawiający post. Dowiedzieliśmy się z niego, że "Wiedźmin wraca do kin".
Oczywiście, spokojnie moglibyśmy to całkowicie zignorować, gdyby nie jeden fakt: Nieśpielak "przewidział" też to, że powstanie nowy dodatek do "Wiedźmina 3". Pod koniec maja jego "proroctwo" się sprawdziło. Teraz może być podobnie.
Nie znamy żadnych szczegółów produkcji. Możliwe jednak, że to pomysł CD Projektu, gdyż jesienią 2023 r. firma przekazała, że współpracuje ze studiem Anonymous Content nad "stworzeniem produkcji live-action w uniwersum 'Cyberpunka 2077'".
W tym tekście postaramy się zastanowić, czy taki film ma sens i tym razem może się udać.
"Smoku, jesteś piękny"
Proza Andrzeja Sapkowskiego aż prosi się o ekranizację. I takowe już powstały. Polski film "Wiedźmin" okazał się artystyczną klapą. Powód? Przede wszystkim powstawał jako serial TVP. W efekcie wersja kinowa była chaotycznym zlepkiem scen z serialu. To nie miało prawa się udać.
Do tego doszły memiczne efekty specjalne. O słynnym smoku słyszał już każdy. Choć produkcja powstawała pod koniec XX w., nawet jak na ówczesne trendy było słabo. No tyle że była to Polska końca lat 90. Teraz może być inaczej.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Netflix wszystko zepsuł
Może, ale nie musi, co najlepiej udowodnił nam Netflix. Serial "The Witcher" z Henrym Cavillem? Brzmiało to jak murowany hit! I pierwszy sezon, będący ekranizacją opowiadań wiedźmińskich, jeszcze dowoził. Oczywiście, widzowie narzekali na dość chaotyczne prowadzenie narracji: choćby to, że wątek Yennefer zaczął się wiele lat przed główną opowieścią, co nie zostało jasno wyjaśnione (a wystarczyła plansza o treści np. 50 lat wcześniej). Dało się to jednak przetrwać.
Problemy (i to poważne) zaczęły się od sezonu drugiego, w którym wprowadzono nowe wątki. I to nie wiedzieć czemu. Przecież saga pióra "Sapka" to samograj! Po co cokolwiek tu zmieniać?!
I właśnie to pokazuje, że nawet wysoki budżet i niezłe efekty specjalne nie chronią fanów przed fatalnym scenopisarstwem.
Na to wszystko nakłada się jeszcze inny element. To, że powieści Sapkowskiego są mocno osadzone w polskiej kulturze. Wielu żartów anglosaski widz nie zrozumie. Nie mówiąc już o specyficznej słowiańskiej atmosferze.
Jeżeli twórcy potencjalnego kolejnego filmu o Wiedźminie wyciągną wnioski z błędów poprzedników, zatrudnią do współpracy polskiego konsultanta (oby nie Tomasza Bagińskiego – on już pokazał, że nie daje sobie na tym stanowisku rady) i po prostu zekranizują wiedźmińską sagę (bez udziwnień), jest szansa, że otrzymamy wtedy dobre kino. "Szczury: Opowieści ze świata Wiedźmina" to przykład, że da się nakręcić przyjemny film w tym uniwersum.




