Żandarmeria wojskowa
Chińskie auta z zakazem wjazdu od polskiego wojska Fot. Shutterstock

Chińskie samochody dostają oficjalnego "bana" od polskiej armii. Chodzi o kwestie bezpieczeństwa, czyli przechowywania i przetwarzania danych z kamer, radarów i mikrofonów, które są zamontowane w każdym takim aucie. Ale jak to zawsze bywa, prawo swoje, a rzeczywistość może okazać się bardziej skomplikowana.

REKLAMA

O sprawie pisaliśmy już w naTemat.pl. Decyzja zapadła na szczeblu Sztabu Generalnego. Uznano, że chińskie marki generują po prostu zbyt duże ryzyko dla bezpieczeństwa narodowego. Zatem zakaz wjazdu na tereny chronione stał się brutalną rzeczywistością. Jak możecie podejrzewać, nie spotkało się to z pozytywnym odbiorem ze strony wojskowych oraz cywili, którzy pracują w jednostkach wojskowych.

Od teraz nie wjedziesz na teren jednostki wojskowej swoim nowym, lśniącym SUV-em ze Wschodu, niezależnie od tego, jak świetny ma stosunek ceny do zasięgu. Dowódcy mają wręcz obowiązek zorganizować alternatywne parkingi gdzieś na zewnątrz, w "bezpiecznej" odległości od wrażliwych obiektów.

Brzmi to trochę jak scenariusz kiepskiego thrillera szpiegowskiego, ale hej, żyjemy w 2026 roku. Takie są realia.

Szpieg na czterech kołach?

Zastanawialiście się kiedyś, co wasze nowoczesne samochody tak naprawdę o was wiedzą? I, co ważniejsze, co widzą? Zbierają absolutne gigabajty informacji na minutę. Kamery monitorują otoczenie w najwyższej rozdzielczości, systemy potrafią trójwymiarowo mapować teren z dokładnością do centymetrów, a mikrofony w kabinie ciągle nasłuchują komend głosowych.

Wojsko Polskie usiadło, przeanalizowało to ryzyko i stwierdziło krótko: nie ma mowy, żeby takie pojazdy kręciły się pod magazynami z uzbrojeniem. Potencjał do tego, by chińskie samochody posłużyły jako darmowe narzędzie do niekontrolowanego pozyskiwania danych przez podmioty trzecie, wystrzelił poza skalę.

Dla aut innych marek wojsko też przewiduje "środki prewencyjne", co w praktyce często oznacza po prostu fizyczne zaklejanie kamer przy wjeździe.

Na samym zakazie parkowania na terenie jednostki sprawa się nie kończy. Wojskowi dostali absolutny zakaz podłączania służbowych telefonów do systemów multimedialnych w autach wyprodukowanych w Chinach. Ten zakaz obowiązuje nawet setki kilometrów od koszar.

"Oko za oko", czyli jak to działa w samym Państwie Środka

Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że my tutaj wcale nie wymyśliliśmy koła na nowo. Chcecie wiedzieć, jak do kwestii zbierania danych przez samochody podchodzą sami Chińczycy? Pisałem o tym już. O ironio, dokładnie tak samo!

Na ich własnym, wewnętrznym rynku producenci zachodnich aut od lat muszą przechodzić przez rygorystyczne, państwowe certyfikacje bezpieczeństwa informacyjnego.

Tamtejszy rząd niezwykle skrupulatnie pilnuje, żeby żadna obca marka nie przetwarzała zbyt szczegółowych danych topograficznych i broń Boże nie wysyłała ich na serwery zlokalizowane poza granicami kraju.

Zatem my, ograniczając dostęp dla pojazdów z Chin, tak naprawdę wprowadzamy u siebie "chińskie środki ostrożności". Ale przepisy jedno, a rzeczywistość drugie. Jak to będzie wyglądało w praktyce?

Auto produkowane w Chinach, to nie, ale co, jak Chińczycy produkują w Europie?

No i tutaj dochodzimy do sedna problemu, bo przepisy mówią o tym, że każde auto produkowane w Chinach nie wjedzie na teren jednostki wojskowej. Chodzi o to, że jego bazy danych są w Państwie Środka. Ale co w sytuacji, kiedy auto "niechińskie" jest produkowane w Chinach? Tak jak na przykład Cupra Tavascan, nowe Volvo EX60 lub niektóre Toyoty?

Albo inna sytuacja, powiedzmy, że po starcie fabryki BYD na Węgrzech pojazdy te znajdą się na polskim rynku. Według litery prawa nie będą naruszać przepisów, chociaż BYD jest przecież marką z Chin.

Dodatkowo jak będzie to weryfikowane, który samochód gdzie został wyprodukowany? Już widzę te prywatne firmy, które ochraniają wiele jednostek wojskowych, że ich pracownicy będą z jakąś listą sprawdzać, czy dany pojazd jest z Chin, czy nie, a czy ten model przyjechał z Chin, a ten z Europy.

Zapewne skończy się jakimś odgórnym rozkazem, a system będzie dziurawy jak sito. Ale może to tylko moje narzekanie i rzeczywiście pojawi się jakiś system, w którym ochrona czy wojskowi będą to sprawdzać? Zobaczymy.