
"Black Album" to jedna z najbardziej kontrowersyjnych płyt w historii rock i metalu. Choć niewątpliwie przyniosła zespołowi globalną sławę, artystycznie stanowi krok wstecz względem wcześniejszych, ambitnych dokonań grupy.
Rok 1991 był dla Metalliki przełomowy. To wtedy na rynku pojawił się "The Black Album", który przyniósł zespołowi gigantyczną sławę, bogactwo i sprawił, że do dziś kojarzy się on z "Enter Sandman" i balladą "Nothing Else Matters". Pytanie, czy artystycznie nie mówimy tu jednak o kroku w tył.
Metallica nagrywa "Black Album" i staje się stałą częścią mainstreamu
"Czarna płyta" Metalliki (tak naprawdę album wyszedł pod odkrywczym tytułem "Metallica") to do dziś najbardziej znane wydawnictwo grupy. I trudno się temu dziwić, gdyż to na nim znalazły się największe hity zespołu. Problem w tym, że to też jeden z najbardziej bezpiecznych materiałów, jaki skomponowali muzycy.
Zacznijmy od tego, że przez całe lata 80. Metallica nagrała cztery albumy thrashmetalowe, które niejako zdefiniowały ten gatunek. "Kill'Em All" pokazało, jak grać szczeniacki, garażowy thrash, "Ride the Lightning" i "Master of Puppets" to przykłady metalu dopicowanego do perfekcji, choć nadal intrygującego oraz chropowatego. Wreszcie "...And Justice for All" to pokaz technicznego thrashu, który zainspirował m.in. późniejszych innowatorów z Meshuggah.
I nagle zespół wrócił z "Black Albumem", wszedł do mainstreamu, zaczął grać epickie trasy koncertowe i zarabiać worki dolarów. Ale coś z niego uleciało.
"The Black Album" Metalliki proszczone kompozycje i wypełniacze
Zacznijmy od tego, że utwory na "Black Album" są o wiele prostsze niż na poprzednich wydawnictwach. To właściwie piosenki, które dałoby się przerobić na hity pop (najlepszym przykładem jest cover "Nothing Else Matters" w wykonaniu Miley Cyrus). Zabrakło złożonych struktur, które stanowiły trzon metalowych kolosów z "...And Justice for All", o kolejnym hymnie pokroju "Master of Puppets" można było zapomnieć.
Zespół mógł zacząć grać prościej, przecież to nie grzech. Problem tkwi w czymś jeszcze innym. O ile pierwsze cztery albumy Metalliki utrzymują uwagę słuchacza od pierwszego szarpnięcia struny po ostatnie uderzenie w bęben, tak na "Black Albumie" jest o to trudno.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Jasne, początek w postaci "Enter Sandman" i "Sad but True" sprawia, że chcemy tego więcej, ale chwilę po nich z głośnika leci "Holier than Thou". W założeniu miało być to chyba pokazanie, że Metallica nadal potrafi grać szybko (choć i tak daleko temu numerowi do "Battery"!), ale wyszło po prostu nudno i nijako.
Włosy na rękach potrafi podnieść "The Unforgiven", zaciekawić "Wherever I May Roam", ale co z tego, gdy po nich dostajemy "Don't Tread on Me" i "Through the Never" (chyba najsłabszy na płycie).
"Nothing Else Matters" to oczywiście najsłynniejsza ballada rockowa świata i aż dziwne, że ktoś nie skomponował głównego motywu wcześniej (wystarczyło przecież w odpowiedniej kolejności uderzyć cztery puste struny). To jednak ostatni wielki numer na "Czarnej". "Of Wolf and Man" jest tylko niezłe, "The God That Failed" na świetną solówkę gitarową Kirka Hammetta, a "My Friend of Misery" przestaje intrygować po intrze. Podobnie jak "The Struggle Within".
To tak naprawdę bardzo nierówna płyta!
Dochodzimy więc do wniosku, o którym mało się mówi: "Black Album" to nierówne wydawnictwo. I to bardzo. Obok klasyków jak "Enter Sandman" i "Nothing Else Matters" mamy sporo przeciętnych numerów, które często udają, że są bardziej metalowe niż w istocie są.
Metallica nagrała potem jeszcze ciekawe rzeczy pod kątem artystycznym. Choćby płyty Load i – teraz true metale mnie znienawidzą – "St. Anger". "Black Album" na ich tle brzmi jednak zachowawczo i miejscami nudno. Ot, fajna płyta to puszczenia w trakcie mycia okien, ale nie do analizowania i wnikliwego słuchania.
Jak pisaliśmy w naTemat, trzy lata temu Metallica wydała też nową płytę "72 Seasons", która również rozczarowała. Z kolei, gdy mówimy o "Load", warto przypomnieć, że grupa Larsa Ulricha ma w dorobku również trzy płyty, których fani nie docenili.




